Pierwszy występ Szymona Marciniaka w mistrzostwach świata 2026 przypadł na spotkanie Argentyny z Algierią. Mecz zakończył się wynikiem 3:0 po trzech golach Lionela Messiego.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem było widać, jakim respektem Szymon Marciniak cieszy się wśród piłkarzy. Kapitanowie serdecznie przywitali się z Marciniakiem. Wśród nich był także Lionel Messi.
Na liniach Marciniakowi pomagali Tomasz Listkiewicz i Adam Kupsik, natomiast za system VAR odpowiadał Tomasz Kwiatkowski. Akurat pierwsze 10 minut pokazało, że asystenci będą musieli zachować koncentrację.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Ale strzał nożycami. To poezja futbolu
W 5. minucie chorągiewka asystenta poszła w górę po trafieniu Lionela Messiego. Kapitan Argentyny skierował piłkę do bramki, ale był na spalonym. Chwilę później polski zespół sędziowski anulował także gola Raresa Chaibiego. Również w tym przypadku powodem był spalony, ale tym razem interweniował VAR. Wszystko zmierzono poprawnie i Szymon Marciniak ogłosił decyzję.
W 32. minucie była najbardziej sporna sytuacja meczu, która rozgrzała media społecznościowe. Lionel Messi groźnie nadepnął w okolicę łydki Aissy Mendiego, natomiast nie było tu ani napomnienia żółtą kartką, ani ukarania czerwoną. Nie było decyzji o pokazaniu kartonika ani z boiska, ani nie interweniował VAR z Tomaszem Kwiatkowskim. Nie zabrakło opinii, że właśnie w tej sytuacji Marciniak „oszczędził” Messiego, ponieważ skończyło się na odgwizdaniu faulu.
Kartki nie było także w 36. minucie. Rafik Belghali trafił dłonią w twarz Gonzalo Montiela, jednak Polak znów nie zdecydował się na pokazanie kartonika. Zresztą jak przez całe spotkanie.
Jeszcze przed przerwą niezadowolenie okazali Argentyńczycy. W doliczonym czasie gry ławka rezerwowych mistrzów świata domagała się rzutu wolnego po wślizgu w środkowej strefie boiska. Marciniak był jednak blisko zdarzenia i nie dopatrzył się faulu.
Po zmianie stron było spokojnie. Polski arbiter pozostawał niemal niezauważalny, a wynik 2:0, a następnie 3:0 studził temperamenty.
Najgłośniejsza sytuacja po przerwie miała miejsce w 74. minucie. Po starciu Lionela Messiego z Rayanem Ait-Nourim argentyńscy kibice domagali się rzutu karnego. Marciniak od razu pokazał jednak, że nie widzi podstaw do podyktowania „jedenastki”. Decyzja nie wywołała większych kontrowersji w przeciwieństwie do tej z 32. minuty.