— To jest największy kryzys od początku rządów tego obozu. Dlaczego? Bo to temat, który dotyka zwykłych ludzi. To temat, który można sobie łatwo zwizualizować, wyobrazić i wyjaśnić — komentuje w rozmowie z Onetem prof. Waldemar Wojtasik, politolog z Uniwersytetu Śląskiego.Miało być normalnie i sprawiedliwie. „Tak się nie stało” — Rok temu była afera ze środkami z KPO. I wtedy była mowa o jachtach. To był medialnie fajny temat, ale kompletnie nie przekładał się na świadomość przeciętnego człowieka. Afera ze Szpitalem Południowym to zupełnie co innego. Każdy z nas, czy osobiście, czy za sprawą swoich bliskich, ma kontakt z systemem ochrony zdrowia i wie, jak to wszystko nie działa — dopowiada.

Politolog przypomina, że Platforma Obywatelska szła do poprzednich wyborów z komunikatem, że będzie sprawiedliwie i będzie normalnie. — A tak się po prostu nie stało. Ta afera jest dla rządzących druzgocąca — komentuje.

Na tle tej afery pojawia się jednak akcja narodowca Roberta Bąkiewicza, wspieranego przez Prawo i Sprawiedliwość. W sieci nie brakuje opinii, że prześmiewczo nazywana „marszem na Berlin” prawicowa akcja paradoksalnie pomaga rządowi Tuska, ponieważ odwraca uwagę od afery w Szpitalu Południowym. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— To miała być prosta wycieczka medialna środowiska związanego z prawym skrzydłem PiS, dla którego wykreowanie Bąkiewicza ma być kiedyś przeciwwagą dla Konfederacji. Przypadkowo ta akcja zbiegła się z aferą w Szpitalu Południowym. Widać, że w mediach związanych z PiS (poza Republiką) kwestia związana z Bąkiewiczem i protestem w Berlinie została wyciszona. Obecnie skupienie mediów koncentruje się na aferze związanej ze Szpitalem Południowym — komentuje rozmówca Onetu.

Konfederaci skorzystają. Jest jedno „ale”

Kto politycznie skorzysta najbardziej na aferze ze Szpitalem Południowym?

— Patrząc na to z punktu widzenia takiego przeciętnego wyborcy, nie partyjnego fanboya, to rysuje się tutaj obraz, w ramach którego możemy odwołać się do tego antysystemowego hasła: „PiS, PO jedno zło”. To hasło pojawia się w kontekście Konfederacji, ale także w obszarze partii Grzegorza Brauna czy wśród zwolenników partii Razem. To jest mechanizm, który będzie służył obecnym partiom antysystemowym, w największym stopniu Konfederacji. Jednak pod jednym warunkiem — zaczyna odpowiedź prof. Wojtasik.

— Jeśli Konfederacja będzie przekuwać to w komunikat pod tytułem „sprywatyzujmy system ochrony zdrowia”, to oczywiście w żaden sposób nie przebije się do przeciętnego wyborcy — dodaje.

Prof. Wojtasik podkreśla, że Platforma wciąż ma szansę opanować cały kryzys. Wskazuje na dwa możliwe kierunki działania rządzącej partii. Pierwszym z nich, jak zauważa rozmówca Onetu, jest rozliczenie konkretnej osoby ze świata polityki. — To raczej nie jest ten młody lekarz, który zrezygnował z członkostwa w Platformie Obywatelskiej. To musiałaby być istotna, znana i medialna osoba, nad którą odbyłby się polityczny proces. Taka osoba zostałaby usunięta z polityki.

Donald Tusk

Radek Pietruszka / PAP

Donald Tusk

Co zrobi premier? Politolog o oczekiwaniach wyborców

— To mi się kojarzy z poprzednimi rządami Platformy Obywatelskiej, w kwestii afery hazardowej i Zbigniewa Chlebowskiego. W pewnym momencie postawiono go przed kamerami i kazano mu się tłumaczyć. On sobie z tym kompletnie nie poradził i od tej pory Chlebowskiego w polityce już nie ma — przypomina.

Wracając do obecnej afery, prof. Wojtasik mówi: — Zastanawiam się, czy to nie jest asumpt do tego, żeby Donald Tusk doprowadził do pewnych porządków nie tylko w partii, ale również w koalicji. Wydaje się, że byłoby to oczekiwane z punktu widzenia przeciętnego wyborcy, że jest silny przywódca i on sobie z tym wszystkim radzi. To po części już się zdarzyło przy okazji referendum krakowskiego i rozwiązania struktur Platformy Obywatelskiej w Małopolsce — puentuje.