Dzisiaj nikomu nie wydaje się, że Bydgoszczanie mogą przegrać Metalkas 2. Ekstraligę.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W zasadzie zapewnili już sobie zwycięstwo w rundzie zasadniczej. Potem czeka ich loteryjna play-off z udziałem najlepszej czwórki. Jeżeli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, to oczywiście awansują do elity, bo pozostałe drużyny dzieli do nich przepaść.
Dlatego już ruszyła lawina spekulacji, kto może za rok wzmocnić Bydgoszczan? Zapytaliśmy Leszka Tillingera, wieloletniego prezesa Polonii, z którą przeżył wszystko, jaki skład widziałby za rok nad Brdą?
— Na pewno musi przyjść dwóch liderów — mówi Tillinger. — Oczywiście koncert życzeń to jedno, okoliczności, które sprawiają, że można kogoś pozyskać to drugie. Być może jakąś szansą dla Polonii są rzekome kłopoty w Gorzowie. Może do wyciągnięcia będą Jack Holder czy Anders Thomsen? Max Fricke ma odejść z Grudziądza? Nie brałbym go. Niech on sobie pójdzie do Gorzowa — dodaje Tillinger.
Jeżeli Polonia awansuje do PGE Ekstraligi, to nie będzie w niej miała super pary juniorskiej Przyjemski — Pawełczak, bo ten pierwszy w tym roku kończy wiek juniora. Będzie za to nominalnym zawodnikiem U-24. Co natomiast z seniorami Polonii? — Bezwzględnie zostawiłbym Szymona Woźniaka — twierdzi Tillinger. — Podziękowałbym natomiast Huckenbeckowi, bo jeździ nierówno. Zostawiłbym natomiast kogoś z dwójki Łoktajew — Buczkowski. Ciekawym kąskiem na rynku transferowym może być Przemysław Pawlicki. Jason Doyle? W życiu nie! — dodał.
Czy taka rewolucja kadrowa nie spowodowałaby brak motywacji niektórych w przypadku awansu? Z tym były problemy w wielu klubach przed lat. — To było dawno i nieprawda. Dzisiaj jest inny poziom zawodników. Każdy chce zarobić. Fakt, beniaminek nigdy nie ma łatwo, aby zbudować kadrę po awansie. Sytuacja jest dzisiaj jednak taka, że tylko jakiś niewyobrażalny kataklizm zabierze Polonii awans, a to jest ogromny atut na rynku transferowym — zakończył Tillinger.