
Mikołaj Podolski, dziennikarz, który kiedyś nagłośnił m.in. sprawy „Krystka” oraz Zatoki Sztuki, chce skłonić prokuraturę do ponownego otwarcia dwóch starych śledztw dotyczących zabójstwa znanego bursztynnika z Gdańska oraz śmierci dwóch noworodków na kaszubskiej wsi. Jak twierdzi, nowe dowody w tych sprawach zebrał, pisząc książkę „Kryminalne Trójmiasto”. W tym tygodniu ma złożyć w prokuraturze stosowne zawiadomienia.
Kilkanaście spraw z Trójmiasta zbadanych na nowo
tak, od razu widać, że obie wymagają wznowienia śledztwa
36%
tak, ale tylko po to, aby chwilę później je znów umorzyć
27%
nie, dowody zebrane przez dziennikarza są zbyt słabe i poszlakowe
18%
W swojej nowej książce „Kryminalne Trójmiasto” Mikołaj Podolski opisuje – często powołując się też na ustalenia Portalu Trojmiasto.pl – opisuje kilkanaście kryminalnych spraw z Trójmiasta i jego okolic. Są to zarówno sprawy starsze, jak wspomniane zabójstwo bursztynnika czy działalność tzw. gangu Braciaków, jak i tematy z ostatnich lat, jak choćby zabójstwo starszego mężczyzny w Brzeźnie.
Podolski twierdzi przy tym, że w przypadku dwóch opisywanych spraw, podczas prac nad książką, dotarł do dowodów, które nie były wcześniej przez śledczych badane. Jak poinformował nas, w najbliższych dniach w obu złoży do prokuratury wnioski o wznowienie śledztw, podparte materiałem dowodowym.
Zabójstwo bursztynnika. Nowe ustalenia?
Pierwsza ze spraw, w których dziennikarz chce skłonić prokuraturę do ponownego otwarcia śledztwa, dotyczy zabójstwa znanego gdańskiego bursztynnika – Jarosława N.
Katalog.trojmiasto.pl –
Trójmiejscy bursztynnicy
Doszło do niego już kilkanaście lat temu, ale do dziś sprawa nie doczekała się wyjaśnienia, choć okoliczności umorzenia śledztwa przez prowadzącą ją (ze względu na powiązania rodziny z trójmiejskim wymiarem sprawiedliwości) Prokuraturę Rejonową w Kartuzach ostatecznie uznano za takie, że nie da się ustalić zabójcy, co już wówczas budziło spore kontrowersje.
Jak wyglądała ta historia?
23 kwietnia 2013 roku nad ranem policjanci zostali wezwani do domu rodziny N. Służby wezwali bliscy jednego z najbardziej znanych bursztynników w Gdańsku, którego pracownia od lat 70. działała na terenie Starego Miasta. Początkowo zakładano, że dojść musiało do nieszczęśliwego wypadku, bo ciało N. znaleziono w basenie.
Po sekcji zwłok nastąpił jednak nagły zwrot w sprawie. Biegli stwierdzili, że N. został uduszony. Po powtórnym przesłuchaniu jego żony – Doroty N. (używającej częściej imienia Julia) oraz syna – Alexandra N. (używającego częściej imienia Oscar), obie te osoby aresztowano.
Poszlaki czy dowody?
Na tym etapie śledztwa prokuratorzy podejrzewali syna N. o dokonanie zabójstwa, a żonę N. o nieudzielenie pomocy umierającemu.
W chwili, gdy doszło do śmierci Jarosława N. w domu należącym do rodziny bursztynników przebywały łącznie cztery osoby: poza wspomnianymi wyżej była tam jeszcze siostra Alexandra, córka Jarosława i Doroty – Jessica N.
I to właśnie ona miała początkowo złożyć zeznania obciążające brata i matkę.
Dodatkowe badania wykazały zresztą, że Jarosławowi – poza uduszeniem – zadano także ciosy w głowę, prawdopodobnie pięścią. Co więcej, miał on mieć na ciele ślad po dziwnym nakłuciu. Z kolei Alexander miał na ciele otarcia mogące świadczyć o tym, że wszedł z kimś w szarpaninę.
Policyjne Archiwum X, czyli śledztwa sprzed lat
W teorii sprawa wyglądała na prostą, tym bardziej że w domu rodziny N. zainstalowany był monitoring, który nie zarejestrował żadnej osoby z zewnątrz, która mogłaby dostać się na teren posesji w czasie, gdy doszło do śmierci Jarosława N.
Śledztwo przeniesione do Kartuz i umorzone
W praktyce śledztwo zaczęło się jednak komplikować – przeniesiono je z Gdańska do Kartuz, wszystko w związku ze statusem oraz wpływami, jakie rzekomo rodzina N. miała w swoim rodzinnym mieście. Swoje zeznania odwołała też córka Jarosława – Jessica.
Po kilku miesiącach, 10 grudnia 2013 roku, prokuratura w Kartuzach poinformowała o umorzeniu sprawy ze względu na brak wykrycia sprawcy. Zarazem oczyszczono z zarzutów zarówno żonę N., jak i jego syna.
Katalog.trojmiasto.pl –
Adwokaci z Trójmiasta
– Moi klienci od samego początku zaprzeczali, że mają cokolwiek wspólnego ze śmiercią Jarosława N. Nie było zresztą żadnych bezpośrednich dowodów, które mogłyby na to wskazywać. Prokuratura opierała zarzuty tylko na tym, że znajdowali się oni w domu w momencie, w którym N. zginął. Co więcej, nie było też żadnych dowodów, które wykluczałyby inne wersje wydarzeń, chociażby taką, iż ktoś w nocy włamał się na teren posesji i zamordował Jarosława N. W mojej ocenie nie wykluczono także tego, że cała sytuacja była wynikiem nieszczęśliwego wypadku – stwierdził po ogłoszeniu tej decyzji Łukasz Isenko, adwokat reprezentujący bliskich N.
Bliscy zamordowanego podzieleni na dwa obozy
Przy czym nie reprezentował on wszystkich bliskich zmarłego. Można wręcz powiedzieć, że część jego krewnych – w tym ojciec i brat – stała po zgoła przeciwnej stronie barykady. Problem w tym, że obaj zmarli niedługo po śmierci samego Jarosława N.
W swojej książce Mikołaj Podolski publikuje jednak ich relacje pochodzące z okresu tuż po zabójstwie N., które rzucają nieco światła na relacje panujące w rodzinie. Dziennikarz, posiłkując się aktami sprawy, punktuje też błędy, które służby miały popełnić zarówno podczas zbierania dowodów, jak i ich weryfikacji.
Warto tu zaznaczyć, że syn N. – Alexander – którego w początkowym stadium śledztwa podejrzewano o zabójstwo, już nie żyje.
„Dzieciobójczyni z bagien” nie działała sama?
Kolejna ze spraw, w których Podolski będzie składał nowe wnioski do prokuratury, dotyczy Lucyny K., którą również w 2013 roku zatrzymano w związku z zabójstwem dwóch noworodków (co ciekawe, znaleziono tylko ciało jednego dziecka, choć ostatecznie kobieta została skazana za dwa zabójstwa).
Tej sprawy nigdy nie opisywaliśmy w szczegółowy sposób, bo dotyczyła ona wydarzeń, które rozegrały się nie w Trójmieście, a nad Jeziorem Klasztornym Dużym niedaleko Kartuz.
Ogłoszenia.trojmiasto.pl – Mieszkania i domu na Kaszubach i w okolicy Trójmiasta
Więcej w serwisie Ogłoszenia
(9016)
Lucyna K., wówczas 19-letnia dziewczyna, została oskarżona o dwa zabójstwa noworodków (pierwszego miała dokonać, gdy miała ledwie 17 lat). Sprawę prowadziła ta sama prokuratura, co w przypadku zabójstwa Jarosława N., a regionalne media szybko okrzyknęły K. „dzieciobójczynią z bagien”.
Skazana za zabójstwo po latach zabiera głos

Podolski w swojej książce bardzo dokładnie, bez ferowania wyroków, za to docierając do bezpośrednich świadków oraz osób z otoczenia K., pokazuje tę raczej smutną historię. Dociera też – co nie udało się żadnemu innemu dziennikarzowi – do samej K.
Wnioski z jego dziennikarskiego śledztwa wskazują jednoznacznie, że kobiecie ktoś musiał pomagać (ona sama przyznaje w rozmowie z dziennikarzem, że ojciec obu dzieci). I osoba ta nigdy za oba zabójstwa nie odpowiedziała. I to właśnie dlatego Podolski będzie składał do prokuratury nowe zawiadomienie w tej sprawie wraz z zebranymi przez siebie informacjami i dowodami.
Będą dwa wnioski do prokuratury
Dziennikarz zapowiada, że stosowne pisma w obu powyższych sprawach do prokuratury trafią w najbliższych dniach.
– Podczas porządkowania materiałów, które zebrałem na temat opisanych spraw, doszedłem do wniosku, że mogą się przydać również śledczym. Podjąłem decyzję, że parę z nich może być podstawą do wznowienia śledztw dotyczących zabójstw i mogę im je udostępnić bez złamania tajemnicy dziennikarskiej. Jedno z tych zabójstw w ogóle nie zostało nigdy wyjaśnione, bo policja i prokuratura doszły do wniosku, że nie potrafią wskazać, kto zabił bardzo bogatego gdańskiego bursztynnika. W drugiej sprawie chodzi o dwa zabójstwa dzieci, do których doszło pod Gdańskiem. Tam co prawda jedna osoba została skazana, ale mnie – jako jedynemu dziennikarzowi – udzieliła wywiadu w więzieniu, podczas którego stwierdziła, że miała wspólnika, tylko bała się go wydać, bo był bardzo bliskim krewnym niezwykle ważnego policjanta, a do pewnego momentu chciała także go chronić. Nie udało mi się z nim porozmawiać i nie wiem, czy rzeczywiście miał jakikolwiek związek z tą zbrodnią, ale potwierdziłem w innych źródłach, że to bliskie pokrewieństwo z policjantem rzeczywiście istniało. To bardzo niepokojące – mówi nam Podolski.
Podolski: śledztwa powinny być prowadzone poza Trójmiastem
Co ciekawe, uważa on, że jeżeli śledztwa po jego zgłoszeniach zostaną wznowione, to powinny je prowadzić jednostki z innych regionów Polski.
– Nie mam żadnych wątpliwości, że jeśli uda się wznowić te śledztwa, to powinny je prowadzić jednostki spoza Trójmiasta, a najlepiej spoza Pomorza. Nie będzie miał takich wątpliwości absolutnie nikt, kto przeczyta moją nową książkę, stoją za tym czysto obiektywne przesłanki. Zresztą ta książka jest w dużej mierze o tym, że czasem bezpieczniej jest wyekspediować całe śledztwo poza Trójmiasto. To nie jest sarkazm, przesada ani mój wymysł. Zrobiono tak na przykład ze sprawą Iwony Wieczorek, drugim śledztwem dotyczącym Zatoki Sztuki czy drugim badającym sprawę Amber Gold – mówi.
Ogłoszenia.trojmiasto.pl – Używane książki i podręczniki
Więcej w serwisie Ogłoszenia
(240)
Dziennikarz zdradza nam też swoją motywację.
– Niech całe Trójmiasto trzyma kciuki, żeby śledczy wznowili te dwa śledztwa po moich zgłoszeniach i wszystkich informacjach, które ujawniłem w książce. Nie może być przecież tak, że ktoś brutalnie zabija znanego, szanowanego biznesmena w jego własnym domu, a śledczy po paru miesiącach machają ręką i ogłaszają, że nic się już nie da zrobić, żeby wykryć sprawcę. Albo że ktoś zabija dwójkę małych dzieci i wokół obu tych zabójstw jest pełno niejasności, a teraz pojawia się przy nich jeszcze postać ważnego policjanta. Mam nadzieję, że najbliżsi całej zamordowanej trójki z tych dwóch zagadkowych spraw również będą trzymali kciuki, by ostatecznie je wyjaśniono. Nie mogą przecież do końca swoich dni nękać się pytaniami dotyczących tego, co naprawdę się stało. Niech śledczy ulżą bliskim ofiar – mówi.
Jakie kroki podejmie prokuratura w związku ze zgłoszeniami Podolskiego? Będziemy o tym informować w Trojmiasto.pl.