Rodzice Szkoły Podstawowej nr 119 w Krakowie pod koniec listopada 2025 r. poinformowali Kuratorium Oświaty o polonistce, która ciągle przebywa na zwolnieniach, przerywanych zaledwie kilkudniową obecnością w szkole. Pod koniec zeszłego roku policzyli, że nauczycielki nie było na 85 lekcjach, czyli prawie 70 proc. całości. Po rozpoznaniu sprawy ustalono, że zastępstwa realizowane są głównie przez nauczycieli, którzy również uczą j. polskiego.


W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” nie zgodziła się z tym mama uczennicy. Jej zdaniem „ta odpowiedź to kpina”, a poszczególni nauczyciele nie wiedzą, co robił poprzedni. – Nie chcę, żeby moje dziecko było półanalfabetą, tymczasem sytuacja do tego zmierza. Uczniowie mają wielkie zaległości, które będą musieli nadrobić. Nie wiadomo, kiedy i jakim kosztem – skomentowała. Kurator podkreśliła, że przebywającego na ciągłych zwolnieniach nauczyciela nie można zwolnić z pracy.

Nauczycielka opuściła niemal 70 proc. zajęć. Miała poprowadzić zajęcia wyrównawcze


Dodała jednak, że szkoła może w każdej chwili skierować taką osobę na badania medycyny pracy. – Lekarz powinien orzec, czy jego stan zdrowia pozwala mu na wykonywanie zawodu. Można też poprosić ZUS o kontrolę zwolnień. Dziwię się, że pani dyrektor tego nie zrobiła – powiedziała Gabriela Olszowska. Włodarz placówki w lutym zaproponowała klasie zajęcia wyrównawcze, które miała poprowadzić nieobecna nauczycielka.


Kobieta umowę ze szkołą ma podpisaną do końca tego roku szkolnego. Oceny z przedmiotu miał wystawić matematyk, a potem nauczycielka polskiego z innych klas. Dyrektor miała powiedzieć rodzicom, aby „spisali ten rok na straty”. – Zaczną się inne kłopoty, bo pani dyrektor nie umie szkołą zarządzać. Już wiemy, że nic nie wskóramy i czeka nas z nią pięć kolejnych lat, ale domagamy się zmian – oceniają rodzice. Ich zdaniem „nie da się”, to sposób zarządzania placówką przez włodarz.


Kobieta w kwietniu wygrała konkurs na dyrektora szkoły. Rodzice próbowali go unieważnić. Miesiąc wcześniej do krakowskiego magistratu na włodarz placówki wpłynęła pierwsza skarga rodziców. Miasto zaznaczyło, że „kontrola nie wykazała uchybień w pracy dyrektora”. Teraz rodzice skupiają się na kwestii dłuższych wycieczek, których miała zabraniać włodarz szkoły. Sami nauczyciele mają z kolei pozytywnie patrzeć na kwestię wypadów.

Rodzice chcieli wycieczek, szkoła zorganizowała jednodniową. „Ta kwota to przegięcie”


Szkoła na razie zorganizowała wycieczkę jednodniową do Ojcowa za 190 zł. Matka skrytykowała tę kwotę zaznaczając, że od nich można tam dojechać w 30 min. Ona zapłaciła, bo jej syn był spragniony wyjazdu z kolegami, ale inni rodzice uznali, że takie pieniądze to „przegięcie”. – Teraz pani dyrektor ma argument, że nie wszyscy chcą wycieczek – uznała. Kurator zapowiedziała kontrolę i zlecenie planu naprawczego.


Miasto, które najpierw przekonywało, że organizacja wycieczek to autonomiczna decyzja dyrektor teraz przyznało, że „kilkudniowe wyjazdy szkolne powinny się odbywać”. Włodarz placówki została poinformowana o stanowisku i zaoferowano jej pomoc w organizacji i załatwieniu formalności. W kontekście lekcji Marzena Kapusta wyjaśniła, że nauczycielka nie sygnalizowała jej dłuższej absencji chorobowej.

Kraków. Rodzice walczą o wycieczki szkole. Dyrektor broni się godzinami ponadwymiarowymi


W kontekście wycieczek zapowiedziała rozmowę z nauczycielami we wrześniu. Dyrektor zwróciła również uwagę na prawo oświatowe. Chodzi o słynne godziny ponadwymiarowe. Kapusta przekonywała, że „nauczyciele jednoznacznie opowiedzieli się w tym roku szkolnym, iż nie godzą się na wyjazdy dłuższe niż jednodniowe”. Na taką wycieczkę musiałaby oddelegować sześć osób, co zdezorganizowałoby pracę szkoły.


Czytaj też:
MEN szykuje rewolucję w polskiej szkole. Lubnauer dla „Wprost”: To będzie najgorętszy okresCzytaj też:
Nowa-stara plaga w polskich szkołach. Iskrzy wśród rodziców i nauczycieli. „Chory system”