Polska jest spóźniona o 20 lat w przywracaniu swobodnego przepływu rzek – mówi Maria Włoskowicz, prawniczka z Fundacji ClientEarth. Fundacja opublikowała właśnie raport „Wolne rzeki. Jak prawo może wspierać renaturyzację europejskich rzek”. Wskazuje w nim m.in. na brak przepisów, które dawałyby gminom lub społecznościom lokalnym skuteczne narzędzia do realizacji działań renaturyzacyjnych.


Fundacja ClientEarth ocenia, że Polska ma ok. 20 lat opóźnienia w renaturyzacji rzek i przywracaniu ciągłości ekologicznej wód. Kluczowym problemem są „niczyje” obiekty hydrotechniczne bez ustalonego właściciela oraz brak praktyki i wytycznych administracyjnych dla ich usuwania.
Wody Polskie mają listy 5 tys. barier do usunięcia lub przebudowy, ale fundacja ocenia, że ich liczba może sięgać nawet 80 tys. 
W rozmowie z Portalem Samorządowym Maria Włoskowicz, prawniczka z ClientEarth i współautorka raportu „Wolne rzeki. Jak prawo może wspierać renaturyzację europejskich rzek”, wskazuje też na pierwsze dobre praktyki z Polski, w które angażują się samorządy oraz systemowe rozwiązania z zagranicy.

Maria Włoskowicz,  Fot. Materiały prasowe / Clienth Earth

Maria Włoskowicz, Fot. Materiały prasowe / Clienth Earth

W opublikowanym właśnie raporcie „Wolne rzeki. Jak prawo może wspierać renaturyzację europejskich rzek” wskazują państwo, że głównym problemem w Polsce nie jest brak przepisów, ale brak systemowego podejścia do usuwania barier na rzekach. Dobrze to rozumiem?

Maria Włoskowicz, prawniczka z Fundacji ClientEarth: Brak systemowego podejścia z założenia rodzi wiele różnych problemów. Brak spójnych polityk jest największym problemem, jeśli chodzi o systemowe usuwanie przestarzałych barier. Jeżeli jednak spojrzymy na usuwanie barier w konkretnych przypadkach, to rzeczywiście również brak przepisów albo przepisy, które nie są stosowane, stanowią poważną przeszkodę. Jako przykład podam bariery bez właściciela, czyli o nieustalonym statusie własnościowym. To bardzo duży problem w Polsce.


Mamy wiele barier zbudowanych kilkadziesiąt lat temu lub starszych, dla których nie zachowała się żadna dokumentacja.


Nie wiadomo, kto je wybudował ani kto jest ich aktualnym właścicielem. Często nie figurują ani w ewidencji Wód Polskich, ani Lasów Państwowych, nie należą też do żadnej jednostki samorządu terytorialnego. Takie bariery często są w złym stanie, utrudniają swobodny przepływ wody i po prostu powinny zostać usunięte. Ponieważ jednak formalnie są „niczyje”, nie można ich legalnie usunąć.

Drugim problemem jest brak praktyki administracyjnej dotyczącej usuwania takich obiektów. Organy nie mają wytycznych ani dobrych praktyk, nie wiedzą, jak do tego podejść. Często dokumentacja potrzebna do usunięcia bariery jest trudniejsza do przygotowania niż dokumentacja niezbędna do jej wybudowania.

Powiedziałabym więc, że brak systemowego podejścia jest problemem podstawowym, ale później pojawia się również brak konkretnych rozwiązań prawnych, które uniemożliwiają nawet jednostkowe działania samorządów czy organizacji pozarządowych chcących usunąć daną barierę.


Nature Restoration Law i „wolne rzeki”. Polska nadrabia lata zapóźnień

Tymczasem obowiązuje unijne rozporządzenie Nature Restoration Law, które zakłada uwolnienie 25 tys. km rzek w Unii Europejskiej. Wiadomo, że Polska także będzie musiała realizować ten cel. Działania w tym kierunku się rozpoczęły. Czy zmiana następuje zbyt wolno?

– Tak, działania są podejmowane. Problem polega jednak na tym, że mamy bardzo opóźniony start.

Swobodny przepływ rzek i przywracanie ich ciągłości ekologicznej to cel, o którym Polska wie od początku lat 2000., od momentu wejścia do Unii Europejskiej i wdrażania Ramowej Dyrektywy Wodnej. Już wtedy pojawił się obowiązek dążenia do poprawy stanu rzek. Są kraje, takie jak Francja, które już wtedy rozpoczęły inwentaryzację barier, zmieniały przepisy i tworzyły odpowiednie programy.


Polska przez ponad 20 lat nie zrobiła w tym zakresie wystarczająco dużo. Mamy więc opóźnienie sięgające dwóch dekad i trudno je dziś nadrobić w ciągu kilku miesięcy.


Zdaniem naszej Fundacji obecnie podejmowane działania są nadal niewystarczające. Mamy listę barier stworzoną przez Wody Polskie.

Tę listę 5000 barier?

– Tak. Właściwie mamy dwie listy. Jedna obejmuje około 5000 barier przeznaczonych do usunięcia lub przebudowy. Druga obejmuje około 4000 barier, które mogłyby zostać wykorzystane na potrzeby hydroenergetyki.


Problem polega jednak na tym, że według szacunków w Polsce może istnieć nawet 80 tys. barier. W tym kontekście 5000 obiektów to jedynie niewielka część całości.


Być może rzeczywiście są to wszystkie bariery kwalifikujące się dziś do usunięcia. Tego jednak nie wiemy. Nie poznamy skali problemu, dopóki nie przeprowadzimy rzetelnej i kompleksowej inwentaryzacji.

Obecnie nikt nie wie dokładnie, ile takich obiektów znajduje się w Polsce. Wody Polskie zbierają informacje o barierach, ale nie są to dane kompletne. Zdarza się, że bariera istnieje w terenie, a nie figuruje w żadnej ewidencji. Zdarza się też sytuacja odwrotna – obiekt znajduje się w rejestrze, ale w rzeczywistości już nie istnieje. Niestety takie przypadki zdarzają się regularnie.

Dlatego potrzebujemy kompleksowego podejścia: weryfikacji obiektów w terenie, porównania danych z ewidencjami Wód Polskich, Lasów Państwowych i innych instytucji. Dopiero wtedy będziemy wiedzieli, z jaką skalą problemu mamy do czynienia.


Może się okazać, że przestarzałych, niepotrzebnych barier jest znacznie więcej niż wspomniane 5000. Ich usunięcie mogłoby być stosunkowo proste, ale najpierw musimy wykonać podstawową pracę i stworzyć rzetelną bazę wiedzy.



Samorządy a usuwanie barier: czego brakuje w Polsce?

W raporcie dużo miejsca poświęcają państwo samorządom. Wynika z niego, że w Polsce mają one ograniczone możliwości inicjowania projektów usuwania barier, podczas gdy we Francji czy Finlandii odgrywają znacznie większą rolę. Czego najbardziej brakuje – kompetencji, podstaw prawnych czy finansowania?

– Przede wszystkim brakuje programów wychodzących z poziomu centralnego, które łączyłyby różnych interesariuszy. W jednej zlewni mamy przecież bardzo różne podmioty: Wody Polskie, Lasy Państwowe, Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska, samorządy, właścicieli prywatnych. Kompetencje i interesy są rozproszone. Nie ma narzędzi, które pozwalałyby wszystkim tym podmiotom działać wspólnie.

Przyroda nie zna naszych podziałów administracyjnych. Zlewnia funkcjonuje jako jeden organizm niezależnie od tego, jak podzielimy kompetencje w ustawach.


To nie znaczy, że w Polsce nie ma dobrych inicjatyw. Przykładem jest projekt LIFE for Rivers realizowany przez Związek Miast i Gmin Dorzecza Parsęty. To bardzo dobry projekt, który opisujemy również w raporcie. Zaangażowano w niego samorządy, Wody Polskie, Instytut Rybactwa Śródlądowego, organizacje pozarządowe i pozyskano finansowanie na szeroko zakrojone działania renaturyzacyjne. To jednak pojedyncza inicjatywa.


Tymczasem w Finlandii funkcjonuje rządowy program tzw. wizji zlewni. Oferuje on wsparcie finansowe, organizacyjne i instytucjonalne. Tworzy przestrzeń do współpracy wszystkich zainteresowanych stron. Dzięki temu usuwanie barier rzeczywiście postępuje. Nie dlatego, że Finlandia ma idealne przepisy, ale dlatego, że stworzyła skuteczne mechanizmy współpracy.

W Polsce oczywiście pojawiają się pozytywne sygnały. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ogłosił niedawno konkurs na projekty renaturyzacyjne, w którym mogą uczestniczyć samorządy i ich związki. To bardzo dobry krok.

Pytanie jednak brzmi: czy nawet najlepsze projekty będą mogły zostać zrealizowane w obecnym systemie prawnym? Jeżeli okaże się, że kilka barier ma nieuregulowany status własnościowy albo wymagana dokumentacja jest niezwykle skomplikowana, realizacja może zostać zablokowana lub znacząco opóźniona. I może się okazać, że efekty obecnych naborów zobaczymy dopiero za wiele lat.


Potrzebujemy więc nie tylko finansowania, ale także prostszych procedur i rozwiązań systemowych, które zachęcą samorządy do angażowania się w takie projekty.


To szczególnie ważne dlatego, że gdy pojawia się susza albo powódź, mieszkańcy zwracają się przede wszystkim do swoich władz lokalnych – do wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast. To oni są najbliżej ludzi i to oni w praktyce biorą na siebie odpowiedzialność za reagowanie na skutki kryzysów wodnych.


Wody Polskie przygotowały listę 5000 barier na rzekach. Teraz trwa jej weryfikacja


Bezpieczeństwo powodziowe i susza: renaturyzacja jest kluczowa

Dlaczego renaturyzacja rzek i usuwanie barier są tak ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa mieszkańców?

– Przez lata dominowało przekonanie, że bezpieczeństwo przeciwpowodziowe wymaga maksymalnej kontroli rzek: regulacji koryt, budowy zapór i kolejnych przegród. Dziś wiemy już – zarówno z badań naukowych, jak i doświadczeń praktycznych – że takie podejście często pogłębia problem.

Kiedy rzeka nie może naturalnie rozlewać się na tereny zalewowe, traci zdolność do retencji. Jeśli zamykamy ją w betonowym korycie, woda nie ma gdzie się rozprzestrzenić i magazynować. Zamiast tego płynie szybko jak w rynnie. W efekcie fala powodziowa nie jest spłaszczana, lecz staje się wyższa i bardziej niebezpieczna dla miejscowości położonych niżej w biegu rzeki.

Widzimy również problemy związane z suszą. Ograniczenie naturalnych procesów retencyjnych powoduje, że mniej wody trafia do wód gruntowych. To oznacza mniej wody dla rolnictwa, leśnictwa i zaopatrzenia ludności.

Dobrym przykładem jest stopień wodny Malczyce. Jego funkcjonowanie przyczyniło się do odwodnienia okolicznych lasów łęgowych, które naturalnie były zalewane. Dziś prowadzone są kosztowne działania mające przywrócić procesy, które wcześniej zachodziły samoistnie.


Widzimy też problemy związane ze stanem technicznym wielu obiektów hydrotechnicznych. Po powodzi w 2024 r. i przerwaniu tamy w Stroniu Śląskim pojawiły się dodatkowe pytania o bezpieczeństwo części infrastruktury. Raporty wskazują, że znaczna część dużych zapór jest w złym stanie technicznym i wymaga szczególnej uwagi i monitoringu.


W wielu przypadkach próbujemy dziś odtworzyć za pomocą kosztownych działań to, co wcześniej zapewniały naturalne procesy zachodzące w rzekach i ich dolinach.


Rzeki wracają do starych koryt. Rusza przełomowa inwestycja

Wody Polskie podkreślają jednak, że nie wszystkie bariery mogą zostać usunięte. Część pełni funkcje retencyjne, przeciwpowodziowe lub gospodarcze.

– Oczywiście nie mówimy o usuwaniu wszystkich barier. Nature Restoration Law mówi wyraźnie o usuwaniu barier przestarzałych. Chodzi o obiekty, które nie pełnią już żadnej funkcji, są opuszczone, zdegradowane albo mają nieuregulowany status własnościowy. Mówimy o przeszkodach, które nie przynoszą żadnych korzyści, a jednocześnie utrudniają funkcjonowanie rzek.


Podkreślę jeszcze raz – nie postulujemy automatycznego usunięcia wszystkich 80 tys. barier.


Jak zaznaczamy w raporcie, najpierw należy przeprowadzić rzetelną inwentaryzację i ustalić, które obiekty rzeczywiście są przestarzałe. To one powinny zostać usunięte w pierwszej kolejności.

Dopiero później można analizować inne obiekty, oceniając ich funkcje, stan techniczny oraz wpływ na bezpieczeństwo i środowisko.


Pieniądze dla samorządów na renaturyzację rzek. NFOŚ ogłosił nabór

Na koniec: jakie szanse na wzięcie pod uwagę przez naszych prawnych mocodawców mają rekomendacje przedstawione przez ClientEarth?

– Nasze rekomendacje nie konkurują z procesami już prowadzonymi przez administrację. One mają je wspomagać i uzupełniać.

Widzimy działania prowadzone przez Wody Polskie i Ministerstwa Infrastruktury oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Jednocześnie wskazujemy elementy, które naszym zdaniem powinny zostać dodatkowo uwzględnione, aby skutecznie wdrożyć Nature Restoration Law.

Będziemy przekazywać nasze rekomendacje odpowiednim instytucjom i rozmawiać z administracją na temat możliwych rozwiązań. Z naszych obserwacji wynika, że wiele problemów opisanych w raporcie jest już dostrzeganych przez resorty i instytucje odpowiedzialne za gospodarkę wodną. Liczymy więc na współpracę.

Raport ma być nie tylko diagnozą problemów, ale również praktycznym wsparciem dla administracji i wskazaniem kierunków działań, które mogą pomóc skutecznie wdrożyć cele Nature Restoration Law w Polsce.


Chcą przywrócić zanieczyszczony zbiornik do stanu pierwotnego. Potrzebni naukowcy i samorządowcy

Materiał chroniony prawem autorskim – zasady przedruków określa regulamin.