Klub z Bydgoszczy jest niepokonany i mknie jak burza przez rozgrywki Metalkas 2. Ekstraligi. Tak naprawdę tylko kataklizm i niesamowity pech mógłby odebrać im awans do PGE Ekstraligi. Prezes Abramczyk Polonii nie próżnuje, wiedząc że po ewentualnym awansie musi mieć konkurencyjny zespół, żeby uniknąć losu poprzednich beniaminków, którzy błyskawicznie spadli ligę niżej.
Według naszych informacji Jerzy Kanclerz już w maju po finale mistrzostw Polski w Toruniu próbował nakłonić jednego z zawodników, którym nieoficjalnie miał być Piotr Pawlicki. Ten jednak odmówił. Wcześniej fiaskiem skończyły się także negocjacje z Artiomem Łagutą. Mimo to prezes 7-krotnych mistrzów Polski nie zamierza się poddawać. – W kręgu moich zainteresowań jest przynajmniej sześć nazwisk – przyznał publicznie na antenie Canal+ w programie „Kolegium Żużlowe”.
OBEJRZYJ WIDEO: Motor został brutalnie znokautowany. PRES dokonał czegoś wręcz niemożliwego
Chodzi o Maxa Fricke’a, Ryana Douglasa, Andersa Thomsena, Maksyma Drabika, Jana Kvecha i Jason Doyle’a. Szczególnie dużo mówi się o tym pierwszym Australijczyku. – Maxowi przede wszystkim pasuje bydgoski tor, ale to jest zawodnik z takim potencjałem, że dwucyfrówki może zdobywać w każdym meczu. W końcu wygrał rundę SGP w Manchesterze – podkreślał Kanclerz.
– Natomiast dyspozycja, jeżeli chodzi o Grudziądz, jest taka, a nie inna. Podobnie jest z Maksymem Drabikiem, któremu tamtejszy tor nie leży, a na wyjazdach spisuje się dużo, dużo lepiej. Czytam w mediach, że Fricke jest jedną nogą w Bydgoszczy i zaprzeczam temu. Oczywiście były rozmowy przykładowo w Manchesterze, ale żadnych podpisów ani deklaracji słownych nie było – zaznaczył sternik.
– Perspektywicznie z dwójki Fricke i Douglas lepszy jest Ryan, natomiast pozostaje kwestia gwarancji punktowej. Douglasa chciałoby jednak kilka klubów i mam też orientację, jakie drużyny dzwonią właśnie do Ryana. Jeżeli miałbym dzisiaj wybierać jako Jerzy Kanclerz, sternik bydgoskiego klubu, to wybrałbym Ryana Douglasa – przekazał.
Prezes Polonii odniósł się także do współpracy z nowym szkoleniowcem, Dariuszem Śledziem. Charakterologicznie względem swojego poprzednika, czyli Tomasza Bajerskiego, są to dwa różne bieguny.
– Między nimi jest różnica w charakterze. Szczególnie chodzi o podejście do juniorów. Darek jest stonowany, a Tomkowi zawsze podkreślałem, że dziś nie można juniorom mówić prosto w twarz to, co on sam słyszał, kiedy był zawodnikiem. To są inne pokolenia i trzeba mieć różne podejście. Każdy młody człowiek odbiera taką wiadomość inaczej. Starałem się to wytłumaczyć Tomkowi natomiast Darek podchodzi do tego nieco w inny sposób – skwitował swoją wypowiedź.