Filip Łobodziński był gwiazdą kina PRL. Zasłynął przede wszystkim jako aktor dziecięcy, występując m.in. w takich produkcjach jak: „Podróż za jeden uśmiech”, „Stawiam na Tolka Banana” czy też „Poszukiwany, poszukiwana„, gdzie wcielił się w Antosia, syna Góreckich. Później zdecydował się wybrać inną drogę zawodową. Od lat jest cenionym tłumaczem, dziennikarzem i muzykiem.Artysta doczekał się dwóch córek. Młodsza z nich — Maria, próbowała nawet swoich sił w aktorstwie, doskonale sprawdzała się w dubbingu. Nagle rodzina usłyszała dramatyczną diagnozę — glejak mózgu. Córka Filipa Łobodzińskiego walczyła przez dwa lata, jednak nie udało jej się uratować. Odeszła w 2015 r., mając zaledwie 21 lat. W swoim najnowszym wpisie Filip Łobodziński zabrał głos na temat Dnia Ojca, pisząc, że niedawne święto było dla niego „zarazem ciepłe i bolesne”. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Filip Łobodziński o ojcostwie i bolesnym pożegnaniu córki. „Potem już nie była w stanie mówić”

Na początku swojego wpisu Filip Łobodziński zastanawiał się nad tym, czym naprawdę jest ojcostwo. Przyznał, że podobnie jak wielu rodziców nie ustrzegł się błędów, ale jednocześnie starał się być obecny dla swoich dzieci.

Sam jestem ojcem — ojcem, który z pewnością wielokrotnie nawalił, nie był lub się zagapił. Ale też wielokrotnie zdał egzamin i zasłużył na szacunek i miłość swoich córek. Starsza cały czas jest oddana, a choć nie zawsze myślimy podobnie i nie zawsze siebie nawzajem rozumiemy, nie zwracamy sobie żadnych odznaczeń. Wiemy, co jest ważniejsze. Młodsza od blisko jedenastu lat pozostaje pięknym wspomnieniem.

„Pamiętam mnóstwo cudownych chwil. Pamiętam też niestety te dni, kiedy było coraz gorzej. Kiedy ostatni raz sama wstała, kiedy ostatni raz była na kontroli w szpitalu, kiedy ostatni raz rozmawialiśmy — na dwa dni przed Jej odejściem. Potem już nie była w stanie mówić” — wspomina z bólem Filip Łobodziński.

Filip Łobodziński miał trudną relację z ojcem. „Pominął mnie w testamencie”

W dalszej części wpisu autor wrócił wspomnieniami do własnego dzieciństwa i relacji z ojcem. Opisał go jako człowieka niezwykle racjonalnego, wymagającego i oszczędnego w okazywaniu uczuć.

Sam też jestem synem ojca. To także kwestia ciepła (mniej) i bolesna (równie mocno). Był to człowiek do szpiku kości racjonalny, bez skłonności do jakichkolwiek pozytywnych uniesień. Do negatywnych owszem — bywał bardzo surowy, jako ojciec, jako mąż, jako współpracownik czy kolega. Walił prawdy nieprzyjemne dla innych prosto z mostu, o ile wierzył, że sam stoi po słusznej stronie

— opowiadał artysta, dodając, że dopiero po latach dowiedział się, iż jego ojciec także przeżył śmierć córki. Wspomniał także o niewierności ojca wobec matki.

Dopiero poniewczasie przyznawał mi się, że jakieś tam kobiety bywały jego kochankami — zdradzał mamę, ale przynajmniej na poziomie relacji rodzicielskich starał się być lojalny i solidarny

Filip Łobodziński

AKPA

Filip Łobodziński

Najbardziej gorzką część wpisu stanowią jednak wspomnienia związane z testamentem ojca. Jak wyznał Filip Łobodziński, nigdy nie został uprzedzony o decyzji dotyczącej spadku, mimo wcześniejszych ustaleń między nimi:

Nie dopilnował wreszcie najważniejszego — rozmówienia się ze mną na temat spraw ostatecznych. Pominął mnie w testamencie na prawie siedem lat przed śmiercią, ale nie zająknął się o tym ani słowem, choć dżentelmeńskie ustalenia między nami były takie, że 'moją’ część spadku przeznacza docelowo dla swojej młodszej wnuczki. Maria wtedy nawet nie miała diagnozy, wszystko wyglądało obiecująco

Po śmierci ojca o istnieniu testamentu miał dowiedzieć się od jego żony. Kiedy wspomniał o należnym mu zachowku, między stronami wybuchł konflikt.

Jego żona — która zapewne od początku ich związku (przez wiele lat na kocią łapę) dążyła do takiego rezultatu — gdy po śmierci ojca powiedziała mi o testamencie, a ja wtedy wspomniałem o zachowku, należnym mi z mocy oczywistych i niekwestionowanych przepisów prawa cywilnego, odmówiła i zagroziła, że gdy będę się upierał przy zachowku („bo tak robią tylko ludzie niegodziwi”), to źle się to dla mnie skończy

Siedem lat sądowej batalii. „Do dziś nawet nie ma grobu, nad którym mógłbym wylać z siebie gorycz”

Jak relacjonuje dalej artysta, postępowanie sądowe trwa już siódmy rok. We wpisie nie kryje rozczarowania nie tylko decyzją ojca, ale również tym, jak konflikt wpłynął na wspomnienia z dzieciństwa.

Sprawa w sądzie toczy się siódmy rok. Przyjaciele moich rodziców zostali powołani na świadków pozwanej i napletli bredni na mój temat — jakobym posiadał jakieś działki na Mazurach, jakobym nie interesował się ojcem, jakobym tylko brał od niego pieniądze (bywało wręcz odwrotnie, na co mam dokumenty). Tak to tchórzostwo mojego ojca zafajdało mi także mnóstwo wspomnień z dzieciństwa. Nie powiedział mi o testamencie, bo bez wątpienia wstydził się swojej decyzji.

„Postanowił też, że po śmierci dodatkowo oszczędzi wdowie kolejnych kosztów — pochówku — i oddał ciało akademii medycznej. W rezultacie do dziś nawet nie ma grobu, nad którym mógłbym wylać z siebie gorycz i w próżnię zadać pytania. W próżnię, bo w życie pozagrobowe nie wierzył, więc pewnie go ominęło” — podsumował gorzko Filip Łobodziński.

Filip Łobodziński

kadr: youtube.com/@RymanowskiLive

Filip Łobodziński

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. W serwisie Plejada.pl każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach show-biznesowych. Bądź na bieżąco! Obserwuj Plejadę w Google. Odwiedź nas także na Facebooku, Instagramie, YouTubie oraz TikToku.Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: plejada@redakcjaonet.pl.