Mateusz Lis kosztował milion euro. Przyszedł do Lecha Poznań z tureckiego Goztepe po fantastycznym (indywidualnie) sezonie 2025/26. Był najlepszym bramkarzem tureckiej ekstraklasy, kapitanem zespołu.

– Od samego początku bardzo dobrze czułem się w Turcji. Wyrobiłem sobie fajną markę i poczułem, że jest to moja ziemia. Regularna gra pozwoliła mi, aby się rozwinąć – mówił Lis podczas briefingu z dziennikarzami.

Nie chciał rozmawiać o innych ofertach. Dodał tylko, że negocjacje z Lechem nie trwały zbyt długo. – Lech nie musi dużo przekonywać. Jest w takim miejscu, tak się rozwinął, że była to dla mnie bardzo ciekawa opcja. Długo nie musiałem się zastanawiać – przyznał nowy bramkarz poznańskiego zespołu.

ZOBACZ WIDEO: Największy błąd mundialu. „Skandal. Już nie posędziuje”

– Wróciła moda na Lecha w całej Wielkopolsce. Lech stał się jeszcze bardziej europejskim klubem, rozwinął się na tej płaszczyźnie – podkreśla 29-latek.

Jak sam przyznał, nie rozmawiał jeszcze z trenerem Nielsem Frederiksenem na temat obsady bramki. – Nic takiego nie miało miejsca. Wszystko jest otwarte. Rywalizacja jest potrzebna w każdym zespole, tym bardziej w Lechu. Każdemu wyjdzie to na dobre – mówi Lis.

W Lechu będzie musiał przestawić się na nieco inny styl gry i taktykę. Goztepe grało w formacji z trzema środkowymi obrońcami, podczas gdy „Kolejorz” preferuje taktykę z czwórką defensorów.

– Będzie to dla mnie coś innego – w Goztepe mieliśmy trochę inną taktykę, inny pomysł na grę. Musiałem się do tego dostosować, tak samo teraz będę musiał się dostosować i grać inaczej, ale nie mam z tym problemu, bo we wcześniejszych klubach grałem w różnych systemach – mówi Lis.