Ślady rodziny Rogińskich w Trójmieście są widoczne na każdym kroku. Od historycznych realizacji Łukasza Rogińskiego w Gdańsku i Gdyni – sgraffita zdobiące elewacje gdańskich kamienic przy ul. Szerokiej i Grobla I oraz słynna fontanna na Skwerze Kościuszki w Gdyni, po współczesną architekturę Wrzeszcza: w osiedlu Garnizon ręcznie formowana licówka „Stary Mur” zdobi wiele klatek schodowych. To nie tylko opowieść o rzemieślnikach związanych z Trójmiastem, ale też o glinie – materiale, który potrafi się odnaleźć i w murach gotyckich, i w sercu metropolii.

Początek prowadzi przez Wilno i Gdańsk. Władysława i Bolesław Rogińscy, absolwenci malarstwa Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, osiedlają się nad Motławą po wojnie. Ich syn, Łukasz Rogiński, kończy gdańską Akademię Sztuk Pięknych i na trwałe zapisuje się w trójmiejskim pejzażu: współtworzy sgraffita na kamienicach przy ul. Szerokiej i Grobla I (1968) oraz słynną gdyńską fontannę „grzybki” (1971).


Więcej w serwisie Ogłoszenia
(16301)

Związki Rogińskich z Trójmiastem są żywe także dziś. W Gdańsku ich ręcznie formowana licówka „Stary Mur” stała się znakiem rozpoznawczym osiedla Garnizon – wypełnia klatki schodowe surowym, rzemieślniczym rytmem, a cegła pełna i gładka licówka wsparły rewitalizację wielu budynków, ze Starym Maneżem na czele. Ta sama płytka „Stary Mur” sprawdziła się jako elewacja – przy renowacji sopockiej kamienicy w 2019 roku. Z kolei w Elblągu na posadzkach sal wystawowych Muzeum Archeologiczno-Historycznego ułożono setki metrów kwadratowych terakoty.

Zaczęło się od artystycznych”grzybków” w Gdyni i sgraffit na gdańskich kamienicach

jest kluczowe – należy je aktywnie chronić
50%

ważne, ale nie priorytetowe
0%

ma niewielkie znaczenie we współczesnym życiu
50%

Rodzinny warsztat – naturalne przedłużenie artystycznej drogi – istnieje od 1989 r. Dziś prowadzi go już trzecie pokolenie – Grzegorz Rogiński. Choć obecnie zakład działa w niewielkiej pomorskiej wsi Tymawa, to jednak Warsztat Artystyczny Grzegorz Rogiński siedzibę posiada w Gdańsku.

– Na pewno dzięki doświadczeniom mojego ojca (wojna, przymusowe w zasadzie wysiedlenie z Wilna, potem ciężka rzeczywistość w powojennym Gdańsku, ale też studia artystyczne) zawdzięczam to, że pomimo poważnych braków na różnych polach (finansowych, logistycznych, czasem też merytorycznych) idziemy swoją drogą dalej, nie poddajemy się, ale też nie boimy się podejmować nowych wyzwań. Jeśli mamy zapotrzebowanie na jakiś element, a nie jesteśmy w stanie go sami zrobić – to po pierwsze patrzymy, czy na pewno nie możemy go wykonać, co można by zmodyfikować. Dopiero później szukamy rozwiązania wśród naszych partnerów, możliwości kooperacji lub podzlecenia – tłumaczy Grzegorz Rogiński. – Dzięki temu podejściu zrealizowaliśmy już bardzo wiele projektów, które teoretycznie nie powinny być realizowane przez tak małą manufakturę jak nasza.


Katalog.trojmiasto.pl –
Pomysł na wakacje. Oferty biur turystycznych


więcej

Kapryśna glina. Jakość surowca to naprawdę kluczowa sprawa

Jak twierdzi Grzegorz Rowiński, pochodzenie gliny to temat ogromny i bardzo wrażliwy.

Spotkało nas bardzo wiele niepowodzeń, ale finalnie i sukcesów. Na początku opieraliśmy się na zlokalizowanych w okolicach Gniewu cegielniach (cegielnie w Gniewie i Opaleniu) – obecnie po cegielni w Gniewie nie ma już śladu, a w Opaleniu – nie wiem, czy jeszcze cokolwiek produkuje) – opowiada Rogiński. – Dość szybko okazało się, że jakość lokalnych glin jest fatalna. Próbowaliśmy jeszcze pozyskiwać glinę prosto z pola – Nowy Staw – okolice Malborka (być może stamtąd pochodzi materiał, z którego formowano oryginalne cegły na zamek)- to już była lepsza glina, ale trzeba było ją przerabiać, co nie skończyło się najlepiej. To był taki poziom pracy, że mieliśmy tylko łopaty i bardzo proste, małe mieszadło – przerzucanie całego tira 24 tony i równe mieszanie składników masy (do gliny z pola trzeba było dodawać żwir) okazało się po czasie całkowicie nieefektywne. Nie wiem, czy w dzisiejszych czasach ktoś zdecydowałby się na takie przedsięwzięcie.

O glinie można opowiadać by długo, ale należy wiedzieć jedno, że jakość surowca to naprawdę kluczowa sprawa.

– Jakość musi być rozumiana także jako stabilność parametrów w długim okresie czasu (liczonym w wielu latach) oraz jej regularna dostępność – dodaje Rogiński. – Dlatego małe cegielnie zniknęły. Jeszcze w latach 90. XX w. wyszło bardzo niekorzystne prawo, które zakwalifikowało zewnętrzne suszarnie polowe jako budynki, od których trzeba było płacić podatek od nieruchomości – to był autentyczny cios dla branży. Dodatkowo na północy naszego kraju cegielnie wyczerpały swoje lokalne złoża – im bardziej złoże było wyczerpane, tym gorsza była jakość wyrobów. Takie cegielnie bazowały też na technologii z lat 50. – na nasze obecne warunki były drastycznie nieefektywne, niewydajne i potwornie energochłonne.


Więcej w serwisie Ogłoszenia
(238)

Jedna rozmowa na sopockim festynie sprawiła, że warsztat Rogińskich przeniósł się do Gniewu

Najpierw były dzwonki – dekoracyjne kompozycje, każdy egzemplarz inny. Szybko przyszły współprace z muzeami: kopie słowiańskich urn, warsztaty i pokazy w zamkach w najpiękniejszych zakątkach kraju. A potem – nagły zwrot akcji godny filmu – decyzja o wyprowadzce z Gdańska.

– Powodem przeprowadzki do Gniewu był brak poważnego zaplecza lokalowego w Gdańsku. Lokale, które były dostępne, uniemożliwiały prowadzenie normalnej działalności ceramicznej – tłumaczy Rogiński.
Tak narodziła się „Manufaktura Ceglarska na Zamku w Gniewie”, a profil produkcji skręcił z galanterii w stronę materiałów budowlanych: ręcznie formowanych cegieł, kształtek, detali i płytek podłogowych.


Katalog.trojmiasto.pl –
Chcesz coś zmienić? Szukasz inspiracji?


więcej

Do decyzji o przeprowadzce doszło w bardzo zabawnych okolicznościach.

– Podczas festynu archeologicznego organizowanego na Grodzisku w Sopocie doszło do spotkania Łukasza z kasztelanem Zamku w Gniewie Jarosławem Struczyńskim. Powiedzmy jedynie, że obaj panowie złapali bardzo mocny wspólny klimat – wspomina Grzegorz Rogiński, dziś prowadzący warsztat. – Wkrótce padła propozycja, która wszystko zmieniła. Zamek w Gniewie zaproponował nam miejsce. Było to puste pole przy murze zamkowym na podzamczu, na którym zbudowaliśmy duży piec opalany drewnem i węglem.

Glinę wozili maluchem z przyczepką. Dziś ich płytki trafiają do muzeów i na prestiżowe gdańskie inwestycje

Największe wyzwanie, przed którym stanęła manufaktura, to logistyka i przerób surowca. Krótko mówiąc – duża cegła dużo gliny – potrzeba dużo surowca, a potem wytworzony materiał trzeba gdzieś wysuszyć, oczywiście wypalić, a na końcu prawidłowo spakować i wysłać.

– Wcześniej po glinę jeździliśmy maluchem z przyczepką (600 kg), a teraz trzeba było przyjmować tira. Jakoś to wszystko przeładować, przerabiać – opowiada Grzegorz Rowiński. – Była to bardzo ciężka praca i spotkało nas tu bardzo wiele problemów, które finalnie zdecydowały o podjęciu pewnej specjalizacji w produkcji. Na początku formowaliśmy sami pełne cegły gotyckie, kształtki etc. Obecnie sami formujemy już wyłącznie produkty typu płytki podłogowe i ścienne, czy kafelki szkliwione.


Katalog.trojmiasto.pl –
Meble gotowe i na wymiar


więcej

Dziś piec jest elektryczny zamiast polowego, mieszadła i wózek widłowy zamiast łopat, ale rytm pracy wciąż wyznacza natura.

– Cykl produkcyjny jest dość długi, niestety po uformowaniu wyrób musi wyschnąć w naturalnych warunkach. Ogólnie od zamówienia do wydania wyrobu należy przyjąć czas ok. 2-3 miesiące. Za tym wszystkim stoi mały, wierny zespół. Jestem bardzo dumny z tego, że ludzie, z którymi pracuję, są z nami od samego początku powstania Manufaktury, to dzięki nim udaje się nam modernizować nasz warsztat i codziennie go prowadzić – mówi Rogiński.

Prawdziwe piękno rodzi się z cierpliwości, ognia i dotyku dłoni

Poniżej treść do poprawienia: Obecnie na samej produkcji pracują dwie osoby, jedna osoba zarządza biurem i bezpośrednio kontaktuje się z klientami.

– Ja wraz z moją małżonką zajmujemy się pozostałymi rzeczami, takimi jak np. marketing, ale i zaopatrzenie, prace projektowe i modernizacje. Filozofia pozostaje niezmienna: szacunek dla materiału, ręcznej pracy i tradycyjnych technologii. Jednak wszystko powyższe jest związane z naszym upodobaniem do uczciwie pojmowanego rzemiosła, pracy ręcznej, tradycyjnych, naturalnych materiałów i technologii.
Dzięki temu ceramika Rogińskich odnajduje się i w średniowiecznych murach, i w nowoczesnych wnętrzach Gdańska – zawsze z pamięcią o miejscu, z którego ta opowieść wyrosła.