Podczas gdy piłkarze RPA osiągają historyczny wynik na mundialu rozgrywanym w USA, Meksyku i Kanadzie, władze ich kraju próbują przywrócić państwo na właściwe tory. Po złotych latach przyszedł ogromny kryzys, a mimo to kraj w 2010 r. był gospodarzem piłkarskich mistrzostw świata.
O niebezpieczeństwach, ale i o pięknie, które czeka na turystów w RPA, mówi Jarek, który na południu Afryki mieszka od 35 lat. Dziś pracuje w ochronie oraz organizuje przejazdy VIP i wycieczki po RPA. Ze względu na charakter swojej pracy nie chce zdradzać nazwiska.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Ogłoszenie o pracy w RPA znalazł w gazecie
Jan Juszczuk, Przegląd Sportowy Onet: Jak trafił pan do RPA na początku lat 90.?
Jarek z RPA: W Polsce w czasach komuny pracowałem w kopalni, następnie wyjechałem do Niemiec, do RFN, gdzie pracowałem w firmie inżynieryjnej. Robiliśmy maszyny do browarów. W Niemczech zobaczyłem ogłoszenie w gazecie i postanowiłem wyjechać. Afryka była moim marzeniem. Jeszcze będąc w Niemczech, dostałem pozwolenie na pobyt w RPA, tak bardzo potrzebowano wtedy ludzi do pracy. Szukali inżynierów w specyficznych zawodach. To nie jest tak, że uciekałem od komuny. Po prostu zawsze szukałem ciekawej pracy i marzyłem o RPA.
W którym mieście pan mieszka?
W Johannesburgu. Kiedyś przez dwa lata mieszkałem w Kapsztadzie, ale też dwa lata w Durbanie. W końcu wróciłem do Johannesburga, bo jednak najlepiej mi się tu mieszka.
Ludzie są bardzo fajni, przyjemni i mili, a poza tym bardzo odpowiada mi klimat. Mieszkam 1700 m n.p.m. Jest czyste powietrze — jesteśmy prawie w górach. Mało kto o tym wie. Teraz mamy zimę, ale to jest taka zima, że na termometrze dziś mam 21 stopni. W nocy temperatura spada do 5 stopni. Tak że jest przyjemnie i, co warte zaznaczenia, przez czerwiec, lipiec, sierpień i wrzesień nie ma w ogóle chmur. Przez całą zimę praktycznie nie ma deszczu, tylko ciągle mamy słońce.
Education Images / Getty Images
Centrum Johannesburga w 2009 r.
Historyczny wynik piłkarzy na MŚ 2026
Czy w RPA mocno kibicują piłkarzom? Na mundialu osiągają historyczny wynik — po raz pierwszy wyszli z grupy. Czy tam na miejscu żyją piłką nożną?
Żyją. Piłka jest ważną częścią, ale nie zawsze tak było. Kiedyś w RPA głównie dominowały rugby i krykiet. Rugby bardzo lubią tutejsi Afrykanerzy [biała grupa etniczna w Afryce Południowej (głównie w RPA i Namibii), będąca potomkami dawnych osadników holenderskich, niemieckich i francuskich. Posługują się językiem afrikaans (wywodzącym się z XVII-wiecznego języka niderlandzkiego) i często są historycznie określani mianem Burów].
Krykiet z kolei przywieźli do RPA Hindusi, których w RPA jest blisko dwa miliony. Są tu już od 150 lat. Trzeba pamiętać, że w rugby w czasie apartheidu grać mogli tylko biali. W krykieta z kolei mogli grać tylko Hindusi i biali. Sytuacja zmieniła się w 1994 r. po apartheidzie, gdy Nelson Mandela wygrał pierwsze wybory demokratyczne. Wówczas piłka nożna, tutaj się mówi „soccer”, stała się sportem czarnych. Zresztą nawet widać to po kolorze skóry piłkarzy RPA. Piłka nożna szczególnie popularna jest w Soweto, czyli w największej dzielnicy Johannesburga, gdzie wciąż panuje ogromna bieda. Zamieszkują ją czarnoskórzy.
Na ulicach nie widać kibiców?
Szczerze mówiąc, nie widziałem wielu kibiców na ulicach, ale to też z tego powodu, że mecz z Koreą Płd., wygrany przez RPA 1:0, rozgrywany był w środku nocy. Rano widziałem na komunikatorach, że ludzie dodawali nagrania i zdjęcia z domów, jak kibicują. Ale ja mocno tego nie śledzę. Nie oglądam telewizji. Skupiam się głównie na swojej pracy — organizuję przejazdy VIP i wycieczki po RPA. W pełni się temu oddaję i poświęcam temu sporo czasu.
Luke Hales / Getty Images
Kibice RPA na meczu z Koreą w USA
Polacy chętnie odwiedzają RPA. To warto zobaczyć
Przyjeżdżają do pana Polacy?
Był czas, że przyjeżdżało ich naprawdę sporo. Polacy są coraz bogatsi, a trzeba pamiętać, że Afryka jest droga. Dużo ludzi pyta, kiedy przyjechać do RPA? Jeśli nie lubi się ciepła i gorąca, to polskie lato jest idealnym czasem na podróż po południowej Afryce. Lepszego czasu nie ma. W tym roku Johannesburg jest jeszcze zielony, bo wcześniej spadło dużo deszczu. Z kolei w Kapsztadzie pogoda zimą jest mocno kapryśna. To jak zupełnie inny kraj w porównaniu do Johannesburga. W ciągu dnia są cztery pory roku, dlatego się stamtąd wyprowadziłem, bo już po prostu działało to na nerwy. Burze, deszcze, grad i wichury.
Domyślam się, że zabiera pan klientów również na safari?
Oczywiście! Należę do organizacji wolontariackiej SANParks Honorary Rangers w Parku Narodowym Krugera. Do tego parku jeżdżę już od 35 lat. Jest bardzo fajnie. To moje ulubione miejsce do robienia safari. Safari na zasadzie: jeździmy po parku moim samochodem od rana do wieczora. Są tacy, którzy wolą oglądać zwierzęta rano, gdy się budzą. Można też odbyć jazdę o zachodzie słońca w tym otwartym samochodzie. Wówczas jeździ się z mocnymi latarkami, by zobaczyć większe koty. Bo wiadomo, one w ciągu dnia śpią.
Getty Images
Park Narodowy Krugera
Był kierowcą szefa FIFA przed i po mundialu 2010. Usłyszał ważne słowa
Wróćmy do piłki nożnej. W jakim stanie są dziś stadiony, na których 16 lat temu rozgrywany był mundial?
Jedynie ten główny FNB Stadium w Johannesburgu się jakoś trzyma. Tam rozegrano mecz otwarcia i finał mundialu 2010. Jego budowano przez dwa lata do 1989 r., a później w 2009 r. przeszedł gruntowny remont. Głównie stała za tym FIFA. To kosztowało FIFA 440 mln dol. Stadion został przeprojektowany tak, żeby był największym w Afryce. Uzyskano pojemność aż 95 tys. miejsc siedzących. 15 tys. miejsc parkingowych na zewnątrz oraz cztery tys. miejsc parkingowych podziemnych dla VIP-ów. To dużo. Zaprojektowano ten stadion tak, żeby przypominał kalabasę — tradycyjne afrykańskie naczynie. Pokryli obiekt taką mozaiką, żeby przypominał blask ognia. Kolory to odcienie ziemi afrykańskiej. Później organizowano tam ważne wydarzenia. W 2013 r. odbyło się upamiętnienie Nelsona Mandeli.
Shaun Botterill / Getty Images
FNB Stadium w grudniu 2009 r.
Byłem wtedy kierowcą Seppa Blattera, który kilkukrotnie przylatywał do RPA, by nadzorować przygotowania do mistrzostw. Pamiętam, że w sierpniu przyleciał jeszcze raz po mundialu i słyszałem, jak mówił do kogoś w prywatnej rozmowie, że to był najlepszy mundial, jaki zorganizowano. Mało kto o tym wspomina, ale sam Blatter powiedział tak podczas prywatnej rozmowy.
Eric Verhoeven / Getty Images
Były szef FIFA Sepp Blatter i były prezydent RPA Jacob Zuma w 2010 r.
Dziś na FNB Stadium odbywają się koncerty światowej sławy gwiazd. Mamy kilka większych stadionów w tych największych miastach, ale pamiętam, jak ważne osoby z FIFA mówiły w samochodzie, że FIFA zarobiła pieniądze na tym mundialu, a wybudowane stadiony staną się tzw. „white elephants” [pol. białe słonie]. Że nic na nich nie będzie się działo i będą niszczeć. I tak też się dzieje.
Grają na nich kluby piłkarskie? Na FNB Stadium swoje mecze od czasu do czasu rozgrywa znany klub Kaizer Chiefs. Przynajmniej takie informacje można znaleźć w sieci.
Część z nich do dziś jest wykorzystywana przez kluby. W ogóle temat drużyn piłkarskich w RPA jest bardzo ciekawy. Szczególnie historia Orlando Pirates. Ten klub został założony we wspomnianym Soweto. Mają też tam stadion Orlando Stadium. Z tego względu, że klub powstał w Soweto, to można się domyślić, że został założony przez czarnych. I przez długi czas grać mogli w nim tylko czarnoskórzy. Później to się zmieniło. Pamiętam, że w 2010 r. przed mundialem na tym stadionie w Soweto zorganizowano finał sezonu Super Rugby, czyli prowincjonalnych rozgrywek rugby union na półkuli południowej. I oni tak wspaniale to zorganizowali… Bawili się wówczas ze sobą wszyscy — biali, czarni, Hindusi, kolorowi. To są tak zwane „Rainbow Nation” [pol. Naród Tęczowy], to oznacza wszystkie rasy, które zamieszkują w RPA. Było wspaniale, przepięknie. Do dziś mam to w pamięci.
Warren Lee / Getty Images
Finał Super 14 w Soweto w 2010 r.
Podsumowując temat stadionów z mundialu 2010 — rozumiem, że w RPA nie dbają o nie?
Nie bardzo, bo niestety brakuje pieniędzy. Wiadomo dlaczego. Pieniędzy brakuje, bo idą one nie tym kanałem, którym powinny iść. I nie tam, gdzie trzeba. Mówię dyplomatycznie. (śmiech)
Gdy organizowane są te koncerty największych gwiazd, to rasa jest pomieszana? Czy dominują na nich biali?
To wszystko jest pomieszane. Już nie ma tak, jak to było kiedyś. Że nie wolno tego i tego. Powiem panu, że media wciąż przekazują wiele dziwnych informacji na temat RPA. Jak czytam komentarze np. na YouTube, to się dziwię niektórym ludziom, którzy komentują coś na temat RPA, a nigdy tu nie byli. Np. pod filmami nt. Janusza Walusia. Nie interesują mnie takie tematy, ale znam tę historię. Byłem już tu przecież, gdy to się stało. Mniej więcej wiem, o co poszło.
Był pan w szoku wtedy, że zrobił to Polak?
Nie, nie byłem w szoku. Ale było to dziwne uczucie. Dlaczego Polak? Pan może tego nie wiedzieć, bo dziś często ciężko jest znaleźć coś wartościowego o historii w internecie. Historia jest dziś masowana i bardzo ładnie kryta. Wiele rzeczy wychodzi dopiero po latach. Między 1990 a 1994 r. zginęło tu nawet 15 tys. czarnoskórych. Główny konflikt toczył się między zwolennikami African National Congress (ANC) i Inkatha Freedom Party (IFP). IFP miała silne poparcie wśród wielu Zulusów, natomiast ANC było ruchem o charakterze ogólnonarodowym. Wtedy Nelson Mandela należał jeszcze do ANC.
Badania i późniejsze ustalenia Truth and Reconciliation Commission wskazywały, że część przemocy była podsycana przez elementy sił bezpieczeństwa państwa apartheidu. Istniały oskarżenia o wspieranie IFP przez niektóre struktury państwowe w celu osłabienia ANC.
Był to złożony konflikt polityczny, etniczny i społeczny, rozgrywający się w czasie rozpadu systemu apartheidu. Obok walk między zwolennikami różnych ugrupowań nadal dochodziło także do przemocy ze strony aparatu państwowego oraz napięć związanych z samym systemem apartheidu.
Czarnoskórzy nie chcą pamiętać o tych czasach w RPA
Można krótko powiedzieć, że walczono o władzę w kraju?
Tak. Walczyli i to mocno. Kilka razy widziałem to z bliska, gdy przejeżdżałem przez Johannesburg. Ludzie z ANC strzelali z wysokich pięter budynków do ludzi z IFP normalnie jak do kaczek. Wyglądało to tragicznie. Mało się o tym mówi. To trudny temat dla czarnoskórych, bo to się działo między nimi.
Chcą to wymazać z pamięci?
Chcą to kompletnie wymazać z pamięci. A najlepiej dla nich by było, żeby ta nowa generacja takich rzeczy w ogóle nie wiedziała, co się działo. Ale ja to widziałem z bliska. Było nieciekawie. Dlatego też wtedy biali masowo opuszczali RPA. Ja wtedy pracowałem dla niemieckiej firmy inżynieryjnej, a w weekendy sprzedawałem domy jako agent nieruchomości. Gdy rozmawiałem wtedy z ludźmi, to pytali mnie: „czy ty upadłeś na głowę? Uciekaj stąd, bo jak czarni dojdą do władzy, to będą zabijać białych”. Sytuacja więc nie była ciekawa. Ludzie zaczęli zbierać konserwy, broń, amunicję. Było już na ostrzu noża, gdy sobie przypomnę tamte czasy.
Gideon Mendel / Getty Images
Starcie przed siedzibą ANC w 1994 r.
W RPA od lat trwa walka o wpływy
Czy to, co zrobił Janusz Waluś, wywarło duży wpływ na kraj? Jak pan to wspomina?
Wie pan, ja wtedy miałem pod sobą 45 osób. Wszyscy to byli czarnoskórzy. Muszę panu powiedzieć, że wielkiej reakcji nie było. To wszystko było bardzo polityczne. My nie wiemy, kto za tym wszystkim stoi. To znaczy wiemy, ale nikt nie chce o tym mówić. Chcą czarnoskórych między sobą skłócić. A o co chodzi? Tu jest masa minerałów. Niech pan nie zapomni, tu jest wszystko.
Moim głównym klientem jest kopalnia diamentowa, która znajduje się obok Pretorii. Stamtąd pochodzi ten największy diament, który znajduje się w koronie królowej Elżbiety. Jeśli chodzi o kolor i o przejrzystość, to tu znajdują się najlepsze diamenty na świecie. Dlatego idą też w największych pieniądzach.
Jest też węgiel kategorii A, czyli taki, jaki mamy w Polsce. Jest tu platyna, chrom. Mój klient od 17 lat ma trzecią na świecie kopalnię pod względem wydobycia chromu i platyny.
Z jakiego kraju jest pański klient?
On jest tutejszy.
Biały?
Tak. Jest z greckiej rodziny emigrantów, którzy tu przyjechali.
Większość dużych biznesów w RPA wciąż prowadzą biali? Czy to się już zmieniło?
Zmieniło się. O tym też się niewiele mówi, ale zszokuje pana, że dziś najbogatszymi ludźmi w RPA są już czarnoskórzy.
Czarni mordują białych rolników w RPA. Do dziś żyją w strachu. Niektórzy uciekają
Jest pan odpowiednią osobą, z którą mogę zweryfikować dwa tematy, które przewijały się w mediach w ostatnich latach. Pierwszy to temat morderstw białych i bogatych rolników przez czarnoskórych, co miało wywołać duży strach wśród wszystkich białych rolników i ich rodzin w RPA. Czy to prawda i czy to faktycznie jest problem?
Tak, to jest problem. Współpracuję z firmą ochroniarską i wiem, jaka jest sytuacja. Sporo tego było w ostatnich latach. Ostatnio na szczęście trochę się to uspokoiło. Z tego powodu też wielu białych farmerów wyjechało w ostatnich latach z RPA do USA. Zostawiają farmy, które mają setki, a nawet tysiące hektarów. Dostają w USA małe mieszkanie i tyle. To jest tragedia. Mam znajomych, którzy po krótkim czasie wrócili ze Stanów do RPA. I już nie mogą wyjechać do Stanów, bo byli tam jako refugees [pol. uchodźcy].
Per-Anders Pettersson / Getty Images
Krewni zamordowanych rolników w RPA
4 października 2025 r. w Ysterberg koło Polokwane w RPA krewni zamordowanych rolników stoją z krzyżami podczas uroczystości upamiętniającej ofiary przy pomniku Witkruis (Biały Krzyż), znajdującym się na terenie prywatnego gospodarstwa. Pomnik ten upamiętnia około 2,8 tys. z szacowanej liczby 4 tys. białych rolników zabitych w tym kraju od 1994 r. Każdego roku rolnicy z całego kraju gromadzą się, by ustawić przy pomniku nowe krzyże. Republika Południowej Afryki odnotowuje jeden z najwyższych wskaźników morderstw na świecie — w 2024 r. doszło tam do ponad 26 tys. zabójstw.
Nielegalni migranci z biednych krajów Afryki problemem RPA
Mówi pan, że oni zostawiają te farmy. I co dalej?
Oni te farmy sprzedają za grosze albo kompletnie je tracą, a to jest duży problem. Bo przecież RPA jest jednym z największych producentów żywności w Afryce. Mamy najlepsze steki, najlepsze zboża, ale tych farmerów jest coraz mniej. Tych dobrych i doświadczonych farmerów. Dlatego mówi się, żeby zastopować te napady na farmerów, bo w końcu dojdzie do momentu, że zacznie brakować jedzenia. A sprowadzane będzie bardzo drogie i ludzi nie będzie stać.
Rząd RPA próbował jakoś reagować, żeby chronić farmerów?
Tak, oczywiście. Mają prywatną ochronę, chroni ich też policja, która regularnie patroluje zagrożone posiadłości. Teraz jednak sytuacja polityczna się zmienia. Ludzie mają dość tego, co działo się przez ostatnich 30 lat. Tak że pomału to wychodzi na prostą. Teraz w RPA jest też ten problem, że chcą tu wrzucić nielegalnych migrantów. Zresztą to dzieje się teraz na całym świecie, bo w Europie jest to samo.
Per-Anders Pettersson / Getty Images
Pomnik uzbrojonego afrykanerskiego rolnika chroniącego swoją ciężarną żonę stoi przy pomniku Witkruis (Biały Krzyż) na prywatnej farmie 3 czerwca 2025 r. w Ysterberg koło Polokwane w RPA
RPA nie chce kolejnych migrantów?
No nie chce! Tu już jest 11 mln nielegalnych migrantów, którzy nie mają nawet papierów. Mówi, że ma 18 lat, a w rzeczywistości ma np. 28. Muszą coś jeść, a z pracą jest teraz bardzo ciężko. Bezrobocie sięga nawet 50 proc. Przechodzą więc na drogę kryminalną.
Wracając do tematu farmerów, czy zginął ktoś z pańskiego otoczenia?
Nie. Nikt, kogo znam osobiście, nie zginął. Znam tylko te historie z mediów i opowieści znajomych.
Te zbrodnie były drastyczne.
No były… Jakby to ująć, te zbrodnie porównałbym do działalności kłusowników, którzy zabijają nosorożce tylko dla tego rogu, który kosztuje nawet setki tys. dolarów. Im nie chodzi o nosorożca, ale o ten róg. Tak samo jest z tymi, którzy napadają na farmy i zabijają białe rodziny. Im nie chodzi o te farmy, ale np. mordują czasami, żeby zabrać samochód czy jakieś kosztowności. To jest bez sensu! To jest dziwne, ale to robią ludzie, którzy nie mają wykształcenia, którzy nie rozmawiają po angielsku. Głównie ci, którzy nie mogą dostać pracy.
Per-Anders Pettersson / Getty Images
Krewni zabitych rolników reagują po wbiciu krzyży podczas uroczystości upamiętniającej zabitych południowoafrykańskich rolników przy pomniku Witkruis (Biały Krzyż) na prywatnej farmie 4 października 2025 roku w Ysterberg koło Polokwane w RPA
Johannesburg już nie przypomina Nowego Jorku
Drugi temat, który się przewijał, to zdjęcia na platformie X. Pojawił się taki trend pokazywania fotografii danych miejsc w Johannesburgu dziś i jak wyglądały mniej więcej 30 lat temu. Wówczas te miejsca przypominały Amerykę, a dziś są kompletnie zniszczone i zaniedbane. Czy to prawda?
Tak, to święta prawda. Niestety. Przecież tam, gdzie ja mieszkałem w 1991 r., gdy przyjechałem do RPA, czyli w Braamfontein, to były niemieckie kafejki, austriackie rzeźnie. Wypiekano ciasta. Było kapitalnie. Jeździły najlepsze Mercedesy, których nawet w Niemczech nie było, bo przecież w RPA wciąż produkuje się Mercedesy! Wie pan, gdy ja przyjechałem z Niemiec po czterech latach tam i gdy zobaczyłem te czteropasmowe autostrady tu, te Cadillaki, Dodge, to ja normalnie zwątpiłem w to, czy ja naprawdę trafiłem do RPA.
Nawet nie porównując tego do Polski z tamtych lat, ale nawet do Niemiec, to człowiek się czuł, jakby wylądował w Nowym Jorku! To było coś niesamowitego. Te słońce, ten klimat, architektura, nowoczesność i ludzie. Ale te zdjęcia są autentyczne. Ja się za głowę łapię, gdy widzę dziś niektóre miejsca.
Można powiedzieć wprost, że czarnoskórzy przetrawili to, co było zbudowane?
To, co było budowane przez powiedzmy 100 lat, zostało podane im na srebrnej tacy. Ale to trzeba o to dbać i naprawiać, żeby było lepiej, a zostało zrujnowane. Brakuje na wszystko pieniędzy.
Coś poszło nie tak.
Johannesburg nazywany był „City of Gold”, czyli „Miasto Złota”. To było marzenie całego kontynentu afrykańskiego. Każdy marzył tu mieszkać. Dlatego ci migranci przez lata przyjeżdżali tu głównie nielegalnie i niestety teraz RPA ma problem. Podobnie zresztą jak w Europie ma Francja czy Anglia.
Można powiedzieć, że mundial nie został dobrze wykorzystany przez rząd i mieszkańców RPA, żeby poprawić sytuację w kraju?
Po turnieju zaczęło przyjeżdżać wielu turystów. W 2011 r. przyjechało do RPA ponad 8 mln turystów. Nie zostało to jednak dobrze wykorzystane, mimo że to jest tak piękny kraj. Polscy turyści, z którymi jeżdżę po RPA, są zachwyceni! Sami powiedzieli mi, że to nie jest to, co pokazują media. Mówią, że ten kraj jest przepiękny. Ludzie są przyjemni, witają turystów. Kiedyś miałem taką sytuację, że biedny facet dał mi Coca-Colę, mimo że sam by jej nie kupił, bo dla niego była za droga. Tacy tu są często ludzie. Mówi się o kryminalności. No jest wysoka, to prawda, ale głównie to się dzieje w tych townshipach. Kapsztad jest numerem jeden, jeśli chodzi o kryminalność, ale o tym wiele się nie mówi, bo Kapsztad jest mocno turystyczny, więc wolą to ukrywać.
Nigdy nie musiał użyć broni. Kiedyś przepisy pozwalały na wiele
Pracuje pan w ochronie i posiada broń. Musiał jej kiedyś użyć?
Nie, nigdy. Ja nie chodzę z bronią codziennie. Głównie używam jej tylko w pracy, gdy jeżdżę z VIP-ami na lotnisko itd. Nie ma potrzeby chodzić codziennie z bronią. Nie ma sensu. Powiedzmy, gdyby się kogoś postrzeliło lub zabiło, to teraz są z tego powodu poważne kłopoty. Dochodzenia kryminalne. Kiedyś tego nie było, tych 35 lat temu.
35 lat temu, gdyby biały powiedział, że zastrzelił czarnoskórego w obronie własnej, przymknęliby oko?
Tak. Nie byłoby żadnego dochodzenia. Teraz nawet jak ktoś włamie ci się do domu, to musi on pierwszy cię zaatakować. Ale to już chyba wszędzie jest na świecie.
Są czarnoskórzy, którzy tęsknią za czasami apartheidu
Mam dość kontrowersyjne pytanie. W Polsce spotkałem kilka starszych osób, które tęsknią za życiem w komunistycznym kraju. Dlatego zapytam, czy spotkał pan w RPA czarnoskórych, którzy tęsknią za apartheidem?
To jest bardzo dobre pytanie. Wiem, jak było w Polsce, bo przecież sam wychowałem się w komunie. Mam znajomych, którzy wspominają — mimo wielu, wielu minusów — że mieli tak — zęby naprawiane za darmo, do przychodni lekarskiej chodziło się za darmo, praca była gwarantowana. Wszystko było tanie, mimo że były kartki na cukier. I nie było kryminalności, nie było dziadostwa.
By odpowiedzieć na pańskie pytanie najlepiej będzie, jak przytoczę moją rozmowę z czarnoskórą dziennikarką, która urodziła się w RPA w latach 50. Powiedziała mi, że ona oczywiście wychowała się w czasach apartheidu, ale nawet jej rodzice się tu wychowali. I wspominają te czasy bardzo dobrze. Niech pan nie padnie, ale ja to słyszałem od czarnoskórej dorastającej w czasach apartheidu. Biali wybudowali tutaj szkoły, uniwersytety. Szkoły i studia były za darmo, co jest teraz nie do pomyślenia!
Co najważniejsze, kryminalność była prawie zerowa. Bezrobocie wynosiło 9 proc. Wszystko funkcjonowało jak w zegarku. Było bardzo tanio. Mieli najtańszą elektryczność na świecie! Teraz z kolei prąd w RPA jest jednym z najdroższych. Za wodę trzeba zapłacić kupę kasy. Ludzie teraz borują studnie na podwórkach, tak jest drogo i takie są problemy z wodą — infrastruktura jest już przestarzała i nikt się tym nie interesuje.
lilley franey / Getty Images
Johannesburg w 1989 r.
Tak że wiele czarnoskórych osób w okolicach 50. i 60. roku życia dobrze wspomina czasy apartheidu. Mimo że musieli mieć specjalne pozwolenie, żeby przyjechać do Johannesburga, ale się nie bali. Teraz rodowici czarnoskórzy mieszkańcy RPA boją się przyjechać do Johannesburga! Dobrze pan słyszy. Niestety, do takiej sytuacji doszło. Wtedy się czuli bezpiecznie, a teraz między sobą walczą, bo ktoś ich tam kłóci.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję i zapraszam Polaków na wycieczki po cudownej RPA!