Najwyższy organ ds. turystyki w USA, National Travel and Tourism Office, zupełnie inaczej wyobrażał sobie sytuację na 2026 r. — nie nastąpił oczekiwany, wręcz zaplanowany, wzrost.

W dość euforycznej prognozie z kwietnia 2026 r. przewidywał odwrócenie trendu: wszystko miało iść znakomicie. Również [w przypadku turystów] z Niemiec — drugiego po Brytyjczykach najważniejszego źródła turystów ze „starej dobrej Europy” — z którymi wiązano nadzieje na wzrost liczby wczasowiczów o znacznie ponad 100 tys., co stanowiłoby solidny wzrost o 2,1 proc.

Tymczasem rzeczywiste dane dotyczące przyjazdów w 2026 r. mówią coś zupełnie innego.

Do końca maja do USA wybrało się o 13,2 proc. mniej turystów z Niemiec w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku — dokładnie 588 tys. 420 odwiedzających. W czerwcu i lipcu, jeśli chodzi o turystów, liczba rezerwacji wcale nie jest lepsza.

Przypomnijmy: w 2025 r. USA odwiedziło zaledwie 1,7 mln turystów z Niemiec — co oznacza spadek o 11,3 proc. Czasy, w których co roku ponad 2 mln osób przybywało do USA, najwyraźniej na razie minęły.

Lepsza Kanada niż USA A jak wygląda obecna sytuacja w zakresie rezerwacji? Zapytaliśmy o to organizatorów wycieczek specjalizujących się w Ameryce Północnej. — Stany Zjednoczone przegrały swoją szansę. Jako zdecydowanie najpopularniejszy kierunek turystyczny słabną i odnotowują wyraźny spadek o około 25 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim — komentuje Timo Kohlenberg, dyrektor zarządzający firmy America Unlimited z Hanoweru. Wielu jego klientów wybiera teraz Kanadę [co jest pewną ironią, biorąc pod uwagę, że nie tak dawno temu prezydent Donald Trump traktował ją lekceważąco i groził — tak jak później Wenezueli — aneksją i zostaniem „51. stanem USA”].

Również Tilo Krause-Duenow, dyrektor generalny firmy Canusa Touristik z Hamburga, dostrzega w tym roku wyraźny spadek popytu na podróże do USA. — Zakładamy spadek rezerwacji o około 10 proc. Dotyczy to wszystkich stanów łącznie z Hawajami — mówi. On również zauważa, że wielu urlopowiczów wybierających się do Ameryki Północnej po prostu omija USA — w tym roku Kanada odnotowuje u niego dwucyfrowy wzrost.

Subiektywny strach przed wjazdem do USA

Co dokładnie jest przyczyną tego zastoju? Połączenie czynników politycznych, globalnych konfliktów, wyższych kosztów podróży, gorszego wizerunku USA — a przede wszystkim subiektywnego strachu przed wjazdem — zniechęca osoby wybierające się do tego kraju po raz pierwszy.

Tak uważa US Travel Association, najważniejsze lobby turystyczne w USA. Prezes organizacji, Geoff Freeman, wyjaśnił w kwietniu na targach turystycznych w Fort Lauderdale: „Musimy włożyć więcej wysiłku, aby wysłać jasny komunikat, że podróżni są mile widziani.”

Coś w tej kwestii się dzieje. Na przykład drastyczny wymóg podawania swoich danych przez wszystkich podróżujących z zezwoleniem ESTA (Elektroniczny System Autoryzacji Podróży), z którego zazwyczaj korzystają turyści przyjeżdżający do USA, w swojej najbardziej absurdalnej formie został zniesiony.

Zgodnie z pierwotnymi planami od połowy 2026 r. wszyscy podróżni mieliby obowiązkowo, a nie opcjonalnie, podawać w formularzu swoje profile w mediach społecznościowych z ostatnich pięciu lat. A do tego wszystkie używane adresy e-mail — i to z ostatnich 10 lat.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Kontrola mediów społecznościowych tylko w wyjątkowych przypadkach

Jednak po ponad 2000 sprzeciwów wobec tego planu (to rekord w historii agencji) amerykańska służba celna i ochrona granic (US Customs and Border Protection) wyraźnie wycofuje się z tych założeń: obecnie przewiduje się, że najwcześniej pod koniec 2026 r. poszczególni podróżni korzystający z ESTA będą poddawani dokładniejszej kontroli i to tylko w uzasadnionych, wyjątkowych przypadkach, na przykład jeśli podali w formularzu podejrzane informacje. Jakie to będą dokładnie przypadki, tego służba graniczna na razie nie precyzuje.

Zasadniczo jednak urlopowicze, tacy jak osoby podróżujące w grupach, rodziny czy dystyngowana para w sile wieku, nie powinni się niczego obawiać lub mieć bardzo niewiele powodów do obaw. Jest wysoce nieprawdopodobne, aby chcieli spędzić swoje wakacje w USA, wykonując nielegalne prace dorywcze, takie jak opieka nad dziećmi, praca kelnera czy czyszczenie basenów.

Jednak w przypadku na przykład młodych turystów z plecakami, którzy być może po ukończeniu szkoły przez kilka miesięcy radośnie podróżują po świecie z niewielką ilością pieniędzy i jako pierwsze miejsce zakwaterowania w USA podają jedynie prywatny adres, podczas wjazdu będą dokładniej pytani o to, jakie mają plany.

Matt Davies, dyrektor ds. operacji terenowych, zezwoleń i programów pasażerskich w amerykańskiej służbie celnej i ochrony granic (US Customs and Border Protection), uspokaja uczestników targów turystycznych w kwietniu 2026 r. w Fort Lauderdale: — Statystyki wskazują, że prawdopodobieństwo, że raz w życiu uderzy w nas piorun, jest większe niż to, że nasz telefon komórkowy zostanie przeszukany — twierdzi.

Również amerykańska organizacja zajmująca się prawami obywatelskimi, Electronic Frontier Foundation, wyjaśnia dla lepszego zrozumienia sytuacji, że spośród około 420 mln osób podróżujących do USA w 2024 r. — zgodnie z ostatnimi dostępnymi danymi — 12 mln zostało poddanych tzw. drugiej kontroli.

Tylko 47 tys. z nich musiało przejść przez kontrowersyjną trzecią kontrolę. Wówczas ich telefony komórkowe i laptopy mogły zostać podłączone do komputerów służb granicznych.

Organizacja zajmująca się prawami obywatelskimi ma dla odwiedzających USA dwie praktyczne wskazówki: najlepiej mieć przy sobie wydrukowane dokumenty, takie jak pierwszy adres wakacyjnego zakwaterowania, rezerwacja samochodu lub plan podróży, i w razie potrzeby je okazać. Pozwala to uniknąć konieczności przeglądania odblokowanego telefonu komórkowego na oczach funkcjonariusza granicznego.

Po drugie: przed kontrolą należy przełączyć telefony komórkowe w tryb samolotowy i nie korzystać z sieci Wi-Fi na lotnisku. Wówczas kontrolowane mogą być wyłącznie dane znajdujące się bezpośrednio na urządzeniu elektronicznym, a nie te zapisane na przykład w chmurze.

Mimo to strach przed stresującą kontrolą przy wjeździe do USA dręczy tak wielu urlopowiczów, że na przykład organizator wycieczek w Niemczech udziela „gwarancji wjazdu”: urlopowicze, którzy „w absolutnie mało prawdopodobnym przypadku” nie przejdą kontroli imigracyjnej przy wjeździe i zostaną odesłani z powrotem, otrzymają od Canus Touristik zwrot pełnej ceny wycieczki.

Jak dotąd jednak jeszcze nigdy się to nie zdarzyło.