Sieć zalewają ostatnio doniesienia typu, że ukraińscy żołnierze zniszczyli polskie groby, a „ukraińscy hycle wywożą Polaków na front”. Gdy napięcie w relacjach Warszawa-Kijów rośnie, dla pewnych środowisk jest to bowiem sygnał, by działać. Natężenie dezinformacji generującej wzajemną niechęć Polaków i Ukraińców jest coraz większe – a zdaniem ekspertów to jeszcze nie koniec. I jest na to wytłumaczenie.Artykuł dostępny w subskrypcji

Mężczyzna ma około sześćdziesiątki, po głosie można wnioskować, że piwo już zaliczył. Młoda sprzedawczyni w sklepie cierpliwie znosi jego krzyki, a raczej bluzgi, które dominują w tym wybuchu złości. „Ty szmato!” – to najłagodniejsze określenie. „Jedź na swoją Ukrainę!” – krzyczy, a gdy kobieta cicho prosi, by opuścił sklep, bo go już nie obsłuży, znowu słychać bluzgi i krzyki typu: „u siebie jesteś?”, „wyp… na Ukrainę albo bandaże robić!”.

Film opublikowano 25 czerwca na rosyjskojęzycznym profilu na platformie X, z postem treści: „W każdym narodzie są idioci”. Migiem rozszedł się po sieci. Nietrudno się domyślić, jakiego rodzaju komentarze generował. Choć niektórzy internauci pisali też o wstydzie i zażenowaniu, a autor popularnego konta przestrzegał: „ogarnijcie się ludzie…”.

Może być za późno.

Nagrany mężczyzna należy prawdopodobnie do tej grupy rodaków, która na pytanie „Jaki jest pana/pani stosunek do Ukraińców?”, zakreśli odpowiedź „niechęć”. A jest to grupa rosnąca. Gdy w lutym 2022 roku – tydzień przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę – Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) zadało Polakom to pytanie, dużo więcej odczuwało sympatię (41 procent) niż niechęć (25 procent) do wschodnich sąsiadów. Rok później – po tym, jak wielu Polaków przyjęło Ukraińców pod swoje dachy – pozytywny stosunek do nich wyrażało już 51 procent badanych przez CBOS, zaś niechęć odczuwało tylko 17 procent.

Jednak w 2025 roku proporcje się odwróciły: więcej ankietowanych Polaków deklarowało negatywny stosunek do Ukraińców (38 procent) niż pozytywny (30 procent). A w tym roku poziom niechęci do wschodnich sąsiadów jest najwyższy od dwudziestu lat: 43 procent.

Co istotne: ostatnie badanie CBOS robił w styczniu, czyli na długo przed eskalacją kryzysu między Polską a Ukrainą wywołaną decyzją Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”. To oraz trend w zmianie nastrojów społecznych podpaliło lont: ruszyła nasilona kampania, która ma potęgować wśród Polaków niechęć, czy wręcz nienawiść do Ukraińców. Czy nagrany mężczyzna lżący młodą Ukrainkę pracującą w polskim sklepie jest skutkiem, czy podłożem tej kampanii – to już nieistotne.

Machina ruszyła. Polscy internauci oglądają więc, jak ukraińscy żołnierze rzekomo niszczą polskie groby. Czytają, że podobno „ukraińscy hycle wywożą Polaków z przygranicznych wiosek i wysyłają na front”.

Prawda się tutaj nie liczy. Liczą się emocje i cel: wywołanie wrażenia, że Ukraińcy tylko czekali na polityczny kryzys, by pokazać swoje „prawdziwe oblicze”. Gdy więc relacje na poziomie politycznym „sięgnęły dna” – jak stwierdził w TVN24 były ambasador w USA Marek Magierowski – dla określonych środowisk był to sygnał, by działać. I niestety w tych działaniach obserwujemy coś, czego wcześniej nie widzieliśmy.