Bezpieczeństwo dostaw wody zależy nie od symbolicznych rozwiązań, lecz od odpornego systemu, zapasowych źródeł energii, mobilnych stacji uzdatniania i realnych scenariuszy kryzysowych – podkreśla dr hab. inż. Stanisław Rybicki, prof. Politechniki Krakowskiej. Pomysł stworzenia rozproszonej sieci 1000 studni z pompami ręcznymi, z których mieszkańcy Krakowa mogliby korzystać podczas blackoutu, uważa za mało trafiony.


Kraków ma dywersyfikację źródeł wody (Sanka, Dłubnia, Rudawa, Dobczyce i studnie w Mistrzejowicach), co zwiększa odporność miasta na kryzysy i blackout – zapewnia dr hab. inż. Stanisław Rybicki.
Prof. Stanisław Rybicki krytykuje koncepcję 1000 studni z pompami ręcznymi. Jego zdaniem zasoby wód podziemnych w Krakowie są zbyt małe, a woda z płytkich warstw nie nadaje się do picia.
Zamiast studni ekspert wskazuje na inne sposoby przygotowania się na ewentualność wodnego blackotu: mobilne stacje uzdatniania, zabezpieczenia energetyczne, paliwo, tryb ręczny na wypadek cyberataku oraz gromadzenie przez mieszkańców zapasu wody na trzy doby.

Zdaniem prof. Stanisława Rybickiego Kraków jest dziś jednym z lepiej przygotowanych miast w Polsce, jeśli chodzi o bezpieczeństwo dostaw wody. Decyduje o tym przede wszystkim dywersyfikacja źródeł, rozwijana od lat 60. Miasto korzysta z czterech dużych źródeł: Sanki, Dłubni, Rudawy oraz zbiornika w Dobczycach. Dodatkowym, mniejszym źródłem są studnie głębinowe w Mistrzejowicach.

– Kraków jest dobrze przygotowany, choć skala tego przygotowania zależy od charakteru zagrożenia. Miasto od lat 60. systematycznie buduje odporność na zmiany klimatyczne poprzez dywersyfikację źródeł dostaw – mówi prof. Rybicki w rozmowie opublikowanej na stronach internetowych Politechniki Krakowskiej.

Jak wyjaśnia, znaczenie ma także układ zbiorników wody czystej, m.in. nad Wieliczką, na Wzgórzach Krzesławickich i Górce Narodowej. Ich położenie pozwala utrzymywać ciśnienie w sieci bez konieczności ciągłego pompowania.

– Pojemność zbiorników wystarcza na półtorej doby rozbioru bez żadnych ograniczeń. System jest w dużej mierze niewrażliwy na problemy energetyczne, dzięki wykorzystaniu naturalnego ukształtowania terenu – podkreśla ekspert.

Prof. PK dr hab. Stanisław Rybicki  Fot. Materiały prasowe / Politechnika Krakowska

Prof. PK dr hab. Stanisław Rybicki Fot. Materiały prasowe / Politechnika Krakowska


Jak Kraków buduje bezpieczeństwo dostaw wody?

Ekspert zaznacza jednak, że odporność systemu nie oznacza gwarancji pełnego komfortu w każdych warunkach. W przypadku bardzo poważnego kryzysu mieszkańcy muszą liczyć się z ograniczeniami.

– Pewne rzeczy są po prostu niemożliwe, ale system musi być zbudowany tak, żeby zminimalizować takie ryzyko – mówi prof. Rybicki.

Krakowski system jest podzielony na strefy, między którymi możliwy jest przepływ wody. Dzięki temu nawet wyłączenie jednego źródła nie musi oznaczać paraliżu.

– Nawet gdyby któreś źródło trzeba było wyłączyć, to jesteśmy w stanie funkcjonować. Nawet jeżeli nastąpiłoby jakieś tragiczne wydarzenie, to jest to do opanowania – ocenia.


Co będzie, gdy zabraknie wody? Samorządy nie są na to przygotowane


1000 studni z pompami ręcznymi na blackout? Ekspert: to nie zadziała

W Krakowie pojawił się pomysł stworzenia rozproszonej sieci 1000 studni z pompami ręcznymi, z których mieszkańcy mogliby korzystać podczas blackoutu. Prof. Rybicki przyznaje, że sama inicjatywa pokazuje rosnącą świadomość społeczną, ale z punktu widzenia bezpieczeństwa wodnego miasta uważa ją za nietrafioną.

Powód jest prosty: Kraków nie ma takich zasobów wód podziemnych, które pozwoliłyby oprzeć na nich awaryjne zaopatrzenie mieszkańców.

– W Krakowie wód podziemnych jest bardzo mało, a woda z płytkich warstw nie nadaje się do picia i nigdy nie będzie do tego zdatna. To głównie woda deszczowa z lokalnymi zanieczyszczeniami – wyjaśnia prof. Rybicki.

Z wyliczeń eksperta wynika, że ze studni jurajskich można uzyskać około 400 metrów sześciennych wody na dobę. Tymczasem Kraków potrzebuje około 190 tys. metrów sześciennych, aby normalnie funkcjonować.

– Mówimy o mniej niż 0,2 proc. zapotrzebowania. To jakby chcieć zaopatrzyć Kraków w wodę z kałuży – mówi profesor.

Dodaje, że studnia przed blokiem nie rozwiązuje problemu braku wody do gotowania, prania, spłukiwania toalety ani utrzymania higieny. Co więcej, studnie rozmieszczone zbyt blisko siebie mogłyby oddziaływać na siebie nawzajem i „kanibalizować” własne zasoby.

Zwolennicy studni przywołują przykład Berlina, gdzie funkcjonuje ponad 2000 takich punktów. Zdaniem prof. Rybickiego to porównanie jest błędne, bo oba miasta mają zupełnie inne warunki hydrogeologiczne.

– Berlin leży na ogromnych zasobach wód podziemnych. Ma warstwy wodonośne na małych głębokościach, pomiędzy rzeką Hawelą i jeziorami. W Krakowie takich zasobów nie ma – tłumaczy.

Jak podkreśla, stolica Niemiec od zawsze bazowała na wodzie podziemnej, podczas gdy Kraków leży w dolinie Wisły, gdzie zasoby tego typu są ograniczone.


Rosja już próbowała odciąć polskie miasto od wodociągu. Potrzebne inwestycje w cyberbezpieczeństwo


Co zamiast studni? Mobilne stacje, paliwo i scenariusze kryzysowe

Zdaniem prof. Rybickiego właściwym kierunkiem jest wzmacnianie odporności systemu wodociągowego, a nie tworzenie rozproszonych, mało wydajnych źródeł.

– Musimy iść w kierunku odpornego systemu wodociągowego. On jest sam w sobie trudny do zniszczenia – jest zakopany co najmniej półtora metra w ziemi. Punktowo może zostać zniszczony, ale doświadczenia wojny ukraińskiej wskazują, że przy odpowiedniej strukturze organizacyjnej jest szybko naprawiany – mówi.

Ekspert wskazuje kilka najważniejszych działań:



rozpoznanie istniejących zdrojów i studni awaryjnych,
określenie ich wydajności i jakości wody,
wzmocnienie zabezpieczeń energetycznych,
zwiększenie liczby punktów poboru w newralgicznych miejscach,
przygotowanie pełnych scenariuszy kryzysowych.

– Trzeba określić, co gwarantujemy, jak gwarantujemy i kto za to odpowiada w różnych wariantach kryzysu – podkreśla.

Szczególne znaczenie mogą mieć mobilne stacje uzdatniania. Politechnika Krakowska wspólnie z Wodociągami Miasta Krakowa testuje kontenerową stację, która może oczyszczać wodę z różnych źródeł, nawet z Wisły.

– Stacje takie są w stanie oczyścić każdy rodzaj ujmowanej wody i dostarczyć ją dla kilkunastu tysięcy osób – mówi prof. Rybicki.


W kranach może zabraknąć wody. Sytuacja jest poważna


Małe gminy są słabszym ogniwem w razie „wodnego blackoutu”

Profesor przypomina też raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący przygotowania gmin na tzw. wodny blackout. Wyniki kontroli pokazały, że żadna z badanych gmin nie miała dostatecznych zabezpieczeń na taki scenariusz. Zdaniem eksperta dla branży nie było to zaskoczenie.

– Problem jest złożony, bo wymagania dla małych wodociągów są znacznie niższe niż dla dużych miast pod względem niezawodności, jakości i monitoringu – mówi.

Duże miasta, takie jak Kraków, Warszawa, Poznań czy Wrocław, mają silne przedsiębiorstwa wodociągowe, ekspertów, środki i struktury reagowania. W mniejszych gminach takich zasobów często brakuje.

– Obawiam się, że wnioski z tego raportu zostaną zrzucone na zadania własne gmin i nie przyniosą zmiany – zaznacza prof. Rybicki.


Ataki na wodociągi są już na porządku dziennym. Spółki zwierają szyki, by im przeciwdziałać


Cyberatak na wodociągi: dlaczego ważny jest tryb ręczny?

Kolejnym zagrożeniem dla wodociągów są cyberataki. Prof. Rybicki podkreśla, że duże przedsiębiorstwa są pod tym względem lepiej zabezpieczone, bo mają dedykowane jednostki i procedury.


Cyberbezpieczeństwo jest krytycznie ważne. Duże wodociągi, jak krakowski, mają dedykowane jednostki ds. cyberbezpieczeństwa i są bezpieczniejsze, ponieważ mogą sobie na to pozwolić


– mówi.

Kluczowa jest jednak nie tylko ochrona cyfrowa, lecz także możliwość szybkiego przejścia na sterowanie ręczne.

= W razie ataku przychodzimy na sterowanie stanowiskowe, włączamy ustawienia fabryczne i odłączamy się od sieci. To działa. Realne zagrożenie to nagłe wyłączenie prądu, ale system jest na to przygotowany na kilkanaście godzin – wyjaśnia.


Jak mieszkańcy mogą się przygotować? Zapas wody na trzy doby

Choć odpowiedzialność za bezpieczeństwo wodne spoczywa przede wszystkim na instytucjach, mieszkańcy również mogą się przygotować. Prof. Rybicki rekomenduje przede wszystkim zapas wody pitnej na trzy doby.


Wystarczy butelkowana woda lub przegotowana woda z kranu w szczelnych pojemnikach. Warto też posiadać przenośne filtry turystyczne, nie dzbankowe, tylko takie dedykowane do picia ze strumieni


– mówi.

Ekspert przestrzega przed piciem wody z nieznanych źródeł i przed bezkrytycznym traktowaniem przydomowych zbiorników jako rezerwy wody pitnej.

– Domowy zbiornik w dłuższym terminie jest niebezpieczny. Woda po kilkudziesięciu godzinach traci właściwości bakteriobójcze – ostrzega.


Do 5 m sześc. wody dziennie i ani kropli więcej. Za nadmierny pobór trzeba płacić


Polska między suszą a powodzią: dlaczego wyzwania wodne będą narastać?

Prof. Rybicki nie ma wątpliwości, że wyzwania wodne będą narastać. Zmienia się charakter opadów: coraz rzadziej są rozłożone w czasie, coraz częściej przybierają formę gwałtownych ulew. Jednocześnie częstsze będą susze hydrologiczne.

– Będziemy lawirować między suszą a powodziami, bo to dwie strony tego samego medalu. Zmiany klimatyczne oznaczają większą ekstremalność zjawisk – mówi.

Według eksperta Polska nie musi doświadczać identycznych pożarów jak Grecja czy Hiszpania, ale system wodny będzie coraz mniej stabilny.

W krótkim terminie potrzebne są większe nakłady na cyberbezpieczeństwo, monitoring, zabezpieczenia energetyczne, utrzymanie ujęć awaryjnych, mobilne stacje uzdatniania i magazyny paliwa. W dłuższym – autonomiczne systemy wykrywania zagrożeń, lepsze zarządzanie tysiącami kilometrów sieci i kompleksowy scenariusz bezpieczeństwa wodnego.

– Pytanie w sytuacji kryzysowej nie brzmi: ile to kosztuje, tylko: ile możemy dostarczyć – podsumowuje prof. Stanisław Rybicki.


Do 5 m sześc. wody dziennie i ani kropli więcej. Za nadmierny pobór trzeba płacić

Materiał chroniony prawem autorskim – zasady przedruków określa regulamin.