
Jak działa nocna prohibicja w Warszawie?
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Archiwum TVN
Zapasy w lodówce albo wycieczki za miasto, czyli co zmieniło się po wprowadzeniu nocnego zakazu sprzedaży alkoholu w stolicy. Mija miesiąc od kiedy Warszawa rozszerzyła ograniczenie na wszystkie dzielnice. Reporter TVN24 Łukasz Wieczorek ruszył w środku nocy z kamerą, by sprawdzić czy i jak działają nowe przepisy. Materiał magazynu „Polska i Świat”.
Jeszcze kilka tygodni temu, nocny zakaz sprzedaży alkoholu w Warszawie obowiązywał tylko w dwóch dzielnicach: Śródmieściu i Pradze Południe. Od 1 czerwca nowe przepisy objęły całe miasto. Między godziną 22 a 6 alkoholu nie można kupić w żadnym sklepie i na stacji benzynowej.
Reporter spotkał się z różnymi reakcjami podczas wieczornego wyjścia na miasto. Byli tacy, którzy z frustracją „odbijali się” od drzwi sklepów, na których wywieszona była informacja o nocnej prohibicji.
– Nie ma po znajomości. Nigdzie nic nie załatwi – mówił jeden z napotkanych przed sklepem mężczyzn.
Ale część mieszkańców – jak panowie Bogdan i Leszek – przetestowali już nowe zasady. Obaj robią zapasy przed 22.
– Kiedy mam czas wychodzę, kupuję i trzymam w lodówce. O już kolegę zaprosiłem. Już zęby szczerzy – mówił jeden z nich.
„Mogłem kupić, a teraz nie mogę”
Choć wprowadzenie nocnej ciszy alkoholowej poprali w konsultacjach społecznych mieszkańcy, nie wszyscy są zadowoleni z tego rozwiązania.
– Nie chodzi o to, że ja mogę sobie kupić skrzynkę piwa i trzymać w domu. Chodzi o to, że mogłem kupić, a teraz nie mogę, czyli to jest ograniczenie mojej wolności – ocenił pan Marcin.
Ci, co nie mają zapasów, ale mają duże pragnienie, ruszają nawet za miasto. Pan Paweł wybrał podwarszawskie Ząbki, gdzie zakaz sprzedaży zaczyna się godzinę później niż w stolicy. O specjalnych kursach po alkohol za Warszawę, słyszymy też od taksówkarzy.
W sąsiednich Markach szykują się na nocną prohibicję. Od środy, 1 lipca w sklepach czy na stacjach paliw alkohol nie będzie dostępny całą dobę.
– W Mińsku Mazowieckim zaczęła się prohibicja i przyjeżdżaliśmy do innej miejscowości, pięć minut drogi, jechaliśmy do sklepu, i po prostu wracaliśmy – opowiadał reporterowi Michał, jeden mężczyzn spędzających wieczór na Bulwarach Wiślanych.
„Lepiej sobie wziąć więcej na zapas”
Tej nocy pan Michał i jego znajomi na podróż za miasto się nie zdecydowali. Nad Wisłę wzięli ze sobą zapas napojów z alkoholem i bez.
Podobnie radzą sobie studentki i studenci, którzy chętnie wybierają bulwary na miejsce spotkań. – Trzeba nosić. Mieć jakąś siatkę, plecak i po prostu więcej rzeczy zabrać ze sobą – przyznała pani Sylwia.
– Jak wiemy, że będziemy siedzieć tutaj długo, to lepiej sobie wziąć więcej na zapas, niż potem iść i kupić piwo za 30 złotych – wyjaśnił Michał.
– Kupujemy troszeczkę większą ilość alkoholu, niż byśmy wypiły i nosimy ze sobą „w razie w” – mówiła Nadia.
Po pierwszych miesiącach z nocnym zakazem w dwóch dzielnicach, policja i straż miejska miała mniej interwencji związanych z alkoholem. Na dane z całej Warszawy musimy jeszcze poczekać.
OGLĄDAJ: TVN24

Źródło: TVN24
Autorka/Autor: Łukasz Wieczorek