
– Gdynia od lat szczyciła się mianem miasta nowoczesnego, ale i szanującego swoją historię. Niestety, urzędnicza decyzja o zaprzestaniu eksploatacji autobusów zabytkowych podczas Open’era – ze szczególnym uwzględnieniem legendarnych Ikarusów serii 200 na festiwalowej linii „OF” – brutalnie tę drugą cechę przekreśla – pisze pan Mikołaj, czytelnik Trojmiasto.pl. Oto jego list.
tak, powinny się pojawiać też na regularnych liniach
66%
mam mieszane uczucia, to dodatkowe problemy, ale też fajna sprawa
16%
nie, powinny zostać w bazie
18%
„Jest Ikarus, jest impreza” – to już przeszłość
Przez niemal dwie dekady w świadomości uczestników Open’er Festival funkcjonowało niepisane hasło: „Jest Ikarus, jest impreza”. Te węgierskie klasyki, z charakterystycznym rykiem silnika i niezrównaną pojemnością, były pierwszym i ostatnim elementem festiwalowego doświadczenia. Dla tysięcy ludzi powrót z lotniska na Kosakowie w ścisku, przy dźwiękach otwieranych z impetem harmonijkowych drzwi, był absolutnym kultem i stałym punktem programu każdej edycji.
Te wozy sprawdzały się doskonale. W warunkach gigantycznego potoku pasażerów, gdzie nowoczesne, naszpikowane elektroniką autobusy potrafiły kapitulować, prosta i pancerna konstrukcja Ikarusa była niezawodna. Co więcej, były one nie lada atrakcją – obcokrajowcy i młodsi uczestnicy festiwalu przecierali oczy z zachwytu, robiąc zdjęcia i nagrywając filmy, które potem szły w świat jako wizytówka Gdyni.
Więcej w serwisie Ogłoszenia
(2074)
Cios w serce miłośników komunikacji
Decyzja o rezygnacji z zabytkowego taboru to także potężny policzek wymierzony w środowisko pasjonatów. Mało kto poza Gdynią zdaje sobie sprawę, że każda edycja Open’era była w zasadzie nieformalnym, wojewódzkim zlotem miłośników komunikacji miejskiej.
Ludzie z całego kraju, zrzeszeni w klubach i stowarzyszeniach, zjeżdżali do Trójmiasta, by bezinteresownie zaangażować się w obsługę linii „OF”. Bardzo często robili to przy użyciu własnych, pieczołowicie odrestaurowanych Ikarusów, w których utrzymanie wkładali prywatne pieniądze i serce. Urzędnicy zniszczyli tę piękną, budowaną latami inicjatywę obywatelską.
Gdynia znów w ogonie. Gdańsk i Warszawa potrafią, my nie
Spójrzmy prawdzie w oczy: nasze miasto jest dziś głęboko pokrzywdzone na tle innych metropolii.
Warszawa z dumą co roku wypuszcza na ulice Warszawskie Linie Turystyczne (w tym kultowe autobusy linii 100, Ikarusy jeżdżą przy każdej możliwej okazji).Gdańsk z powodzeniem eksploatuje w sezonie letnim historyczne tramwaje i autobusy, przyciągając rzesze turystów, Ikarus jest tam standardem.Gdynia? Pasjonatom zostaje wyłącznie trolejbusowa linia zabytkowa 326. Choć piękna, to zdecydowanie za mało jak na miasto o tak bogatej historii transportu autobusowego. Dlaczego w Gdyni w wakacje nie można normalnie przejechać się zabytkowym autobusem?Zarzynanie miejskiej tożsamości
Likwidacja Ikarusów na linii „OF” to nie jest „modernizacja taboru”. Jest to bezduszne zarzynanie miejskiej tożsamości pod płaszczykiem rzekomego postępu. Zabytkowe autobusy nie były problemem – były marką i magnesem, który odróżniał Open’era od setek innych, generycznych festiwali w Europie.
Szkoda, że decydenci wolą nudę od tętniącej życiem tradycji. Ikarusy zasłużyły na szacunek, a Gdynianie i goście festiwalu – na prawo do wspomnień.
Odpowiada Marcin Gromadzki, rzecznik ZKM Gdynia
Linię festiwalową obsługuje jednocześnie aż 95 autobusów, które nasi operatorzy na czas Festiwalu ściągają także z innych miast lub z różnych gminnych albo powiatowych sieci komunikacyjnych. W obliczu braku wystarczającej liczby nowoczesnego taboru wielkopojemnego w minionych latach pojazdy zabytkowe stanowiły ważne wsparcie taborowe.
Sytuacja taborowa uległa poprawie
W ostatnim czasie bardzo mocno poprawiła się jednak sytuacja taborowa i to zarówno w gdyńskiej komunikacji miejskiej, jak i w sąsiednich sieciach, z których wypożyczany jest tabor. Dzięki temu można było ustandaryzować pojazdy obsługujące linię festiwalową i zakontraktować przede wszystkim pojazdy niskopodłogowe, do tego w większości przegubowe.
Ikarusy stanowiły pewien koloryt linii festiwalowej, ale powodowały jednak także sporo uciążliwości.
Sporo uciążliwości dla pasażerów
Przede wszystkim, konieczność wejścia do pojazdów po wysokich stopniach uniemożliwiała wjazd wózkom inwalidzkim i powodowała perturbacje przy wsiadaniu takich osób (konieczność wydzielania stref oczekiwania), co przy masowych przewozach stanowiło poważny problem.
Na uciążliwość Ikarusów narzekali także pasażerowie i sama obsługa festiwalu, gdyż pojazdy te nie spełniają żadnych europejskich norm czystości spalin – emitowały szkodliwe substancje.
Z powodu spalin pasażerowie nie chcieli wsiadać do autobusów
Często Openerowicze – właśnie ze względu na spaliny – nie chcieli wsiadać do zabytkowych autobusów i tworzyli zatory na przystankach, przez co powstawały problematyczne, a niekiedy nawet niebezpieczne sytuacje na wąskich, wydzielonych barierami peronach przystankowych.
Lina OF ma za zadanie zapewnić dowóz uczestników na teren imprezy i powrót z niej – nie mogą z niej więc korzystać osoby postronne. Poza możliwością robienia zdjęć przejeżdżającym pojazdom, Ikarusy nie zapewniały więc innych atrakcji dla Gdynian.
Lepiej, żeby zabytkowe autobusy jeździły na regularnej linii
Jako organizator komunikacji miejskiej stoimy na stanowisku, że z punktu widzenia mieszkańców lepszym rozwiązaniem jest pozyskanie przynajmniej jednego autobusu zabytkowego i jego eksploatacja na ogólnodostępnej linii niż alokowanie tego rodzaju pojazdów do obsługi linii przeznaczonej wyłącznie do zamkniętych przewozów masowych uczestników festiwalu.