Opener Festival 2026 Dzień trzecin The Cure

Piątek na Open’er Festivalu 2026 zapamiętamy z dwóch powodów. Pierwszym był długo wyczekiwany koncert The Cure. Drugim okazała się pogoda, która przez większą część dnia wystawiała na próbę zarówno publiczność, jak i artystów. Silny wiatr i intensywny deszcz co chwilę zmieniały rytm festiwalu, a mimo to frekwencja wyraźnie wzrosła. Tysiące osób przyjechały przede wszystkim dla Roberta Smitha i spółki, którzy odwdzięczyli się najdłuższym koncertem tegorocznej edycji.

Jaka pogoda w Gdyni, Gdańsku i Sopocie?

Deszcz, wiatr i coraz więcej ludzi

nie, pogoda nie ma dla mnie znaczenia
41%

zależy, jak bardzo będzie padać/wiać, itp.
36%

tak, wolał(a)bym uniknąć nieprzyjemnej pogody
23%

Jeśli czwartkowa pogoda dawała się uczestnikom we znaki, to piątek podniósł poprzeczkę. Intensywny deszcz i porywisty wiatr przez wiele godzin towarzyszyły koncertom, chwilami skutecznie testując wytrzymałość festiwalowiczów.

Jednak mimo niesprzyjającej pogody teren lotniska w Kosakowie wypełnił się jeszcze bardziej niż dzień wcześniej. Było wyraźnie widać, że dla wielu osób właśnie piątek był najważniejszym dniem całego festiwalu.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Szykujcie się na ciężką przeprawę – trudna pogoda na Open’erze

Nietypowy układ koncertów. Nie dla każdego znalazła się alternatywa

Pod względem programu był to chyba najbardziej dyskusyjny dzień tegorocznego Open’era.

Choć trudno kwestionować rangę The Cure jako głównej gwiazdy wieczoru, organizatorzy praktycznie podporządkowali im cały harmonogram. To sytuacja rzadko spotykana na Open’erze – w czasie ponad dwugodzinnego koncertu na głównej scenie zabrakło równie mocnej alternatywy dla tych, którym twórczość brytyjskiej grupy nie jest szczególnie bliska.

Wcześniej jedynym wyraźnym akcentem dla publiczności szukającej bardziej energetycznego grania był koncert Okiego w namiocie. Z kolei na pozostałych scenach chwilami niemal równocześnie ustawiono wykonawców poruszających się w podobnej estetyce: Slowdive, Panda Bear + Sonic Boom i Just Mustard. Taki układ sprawił, że koncerty wzajemnie odbierały sobie publiczność.


Festiwale muzyczne w Trójmieście IMPREZY I WYDARZENIA

Rockowizna

sie
7-8


Rockowizna

Kup bilet

Rockowizna Festiwal Gdańsk

7 sierpnia 2026 (piątek), godz. 14:00


Biletyna.pl

Rockowizna Festiwal Gdańsk

7 sierpnia 2026 (piątek), godz. 15:00


Eventim

Rockowizna Festiwal Gdańsk

7 sierpnia 2026 (piątek), godz. 16:00


Eventim


Biletyna.pl

Rockowizna Festiwal Gdańsk

8 sierpnia 2026 (sobota), godz. 15:00


Eventim

Rockowizna Festiwal Gdańsk

8 sierpnia 2026 (sobota), godz. 16:00

Inside Seaside

lis
13-14


Inside Seaside

Kup bilet

Inside Seaside 2026

13 listopada 2026 (piątek), godz. 15:00


Eventim


Eventim

Inside Seaside 2026

14 listopada 2026 (sobota), godz. 15:00


Eventim

Festiwal I Love Italia

lip
18


Festiwal I Love Italia

Kup bilet

Festiwal I Love Italia: Al Bano oraz Ricchi e Poveri

18 lipca 2026 (sobota), godz. 19:30


eBilet


Biletyna.pl

lip
25


Forest Festival 2026

Kup bilet

Forest Festival 2026

25 lipca 2026 (sobota), godz. 20:00


eBilet

Forest Festival 2026

25 lipca 2026 (sobota), godz. 21:00


bilety24

wrz
12


Brasswood Soundtracks

Kup bilet

Brasswood Soundtracks

12 września 2026 (sobota), godz. 19:00


eBilet


Biletyna.pl

więcej

Jeżeli więc piątek miał być świętem alternatywy, program można było rozłożyć nieco bardziej równomiernie. Zwłaszcza że osoby szukające tanecznej energii czy po prostu zabawy przez większą część wieczoru miały ograniczony wybór. Alternatywą pozostawały inne festiwalowe strefy, w tym m.in. pokazy drag queen, burleski i tańca na rurze, które dla wielu uczestników stanowiły lekką, momentami przewrotną przerwę między koncertami.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Tańce na rurze na Openerze

The Cure udowodnili, dlaczego są ikoną kilku pokoleń

Na ten koncert czekano od wrześniowego ogłoszenia pierwszego headlinera. The Cure od końca lat 70. należą do najważniejszych zespołów brytyjskiego rocka alternatywnego. Debiutowali albumem „Three Imaginary Boys” w 1979 roku, a późniejsze płyty, przede wszystkim „Disintegration” z 1989 roku, na trwałe wpisały się do historii muzyki, inspirując kolejne pokolenia artystów i fanów.

Na Open’erze grupa potwierdziła, że jej pozycja nie jest wyłącznie efektem legendy.

Potrzebujesz biletów? Sprawdź nasze konkursy

Robert Smith od pierwszych minut imponował formą wokalną. Trudno było doszukać się oznak zmęczenia czy artystycznego wypalenia. Na uznanie zasługuje również kondycja całego zespołu. Ponad dwugodzinny koncert, obejmujący przeszło dwadzieścia utworów, był najdłuższym występem tegorocznego Open’era. Muzycy ani przez chwilę nie sprawiali wrażenia, że walczą z czasem czy pogodą. Wręcz przeciwnie – grali z dużą swobodą i wyraźną przyjemnością, mimo że warunki stawały się coraz trudniejsze.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

The Cure w strugach deszczu

Pod sceną od początku dominowali wieloletni fani zespołu. W tłumie nie brakowało charakterystycznych makijaży, czarnych stylizacji i koszulek z okładkami albumów. Wyraźnie przeważali słuchacze pamiętający największe sukcesy grupy z lat 80. i 90., choć obok nich bawili się również znacznie młodsi uczestnicy festiwalu.

The Cure przygotowali setlistę, która skutecznie pogodziła oczekiwania różnych grup odbiorców. Nie zabrakło utworów dla fanów śledzących twórczość zespołu od dekad, ale równie mocno wybrzmiały kompozycje znane także mniej wtajemniczonej publiczności. Wyjątkowo dużo miejsca poświęcono wspomnianemu wyżej albumowi „Disintegration” z 1989 roku, z którego zabrzmiały m.in. „Pictures of You”, „Lullaby” i „Lovesong”, jedne z najważniejszych utworów w dorobku brytyjskiej grupy.


Co ludzie najczęściej gubią na Open'erze? Zaskakujące historie z Biura Rzeczy Znalezionych
Co ludzie najczęściej gubią na Open’erze? Zaskakujące historie z Biura Rzeczy Znalezionych

Druga część koncertu koncentrowała się na największych przebojach formacji. I właśnie wtedy, jak na złość, pogoda pokazała najbardziej nieprzyjazne oblicze. Gdy wybrzmiewały „Lullaby”, „Boys Don’t Cry” czy „Friday I’m in Love”, nad lotniskiem rozpętała się ulewa wspierana silnym wiatrem. Deszcz chwilami zacinał niemal poziomo, a część uczestników zdecydowała się wcześniej opuścić teren koncertu.

Najwierniejsi fani zostali jednak do samego końca. Dla wielu z nich był to koncert-marzenie, na który czekali latami. W takich momentach pogoda schodzi na drugi plan.

Tego dnia jedyna propozycja dla młodych

Warto przypomnieć, że Oki to jeden z najważniejszych graczy rodzimego hip-hopu, który szybko wdarł się przebojem do mainstreamu – między innymi za sprawą wydanych w 2020 roku „47playground” i „77747mixtape”, hitowego projektu „OIO” nagranego wspólnie z Young Igim i Otsochodzi, czy świetnego albumu „PRODUKT47” z 2022 roku. Po tym, jak stał się jedną z centralnych postaci supergrupy club2020, wydana w 2024 roku „Era47” zdobyła szczyt sprzedaży w Polsce. Na Openerze zagrał koncert skierowany przede wszystkim do młodszego słuchacza i, nie ukrywajmy, była to jedna z niewielu takich propozycji tego dnia na festiwalu.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Sam Oki przyznał, że świadomie wybrał Tent Stage – nie chciał grać na dużej scenie i stawać się „superstarem” w stylu jego kolegi Sobla, a obecnie potrzebuje trochę bardziej kameralnego klimatu. I bez dwóch zdań, Tent właśnie taki zapewnia.

A dla tych, którzy nie mieli okazji zobaczyć Okiego wczoraj – już dziś o godz. 10 artysta wystąpi na Molo Południowym w Gdyni, całkowicie za darmo. Wejście jednak tylko dla 10 tys. osób – pytanie, kto będzie miał to szczęście.


Szczęsny zaskoczył Marinę na Open'erze. Tłum zaśpiewał jej
Szczęsny zaskoczył Marinę na Open’erze. Tłum zaśpiewał jej „Sto lat”

Sw@da & Niczos zawładnęli małą sceną

Wśród tegorocznych propozycji trzeciego dnia Open’era szczególną uwagę zwrócił duet Sw@da & Niczos, występujący na Flow Stage. Ich twórczość to nietypowe połączenie podlaskich korzeni z brazylijskimi instrumentami i tatarskimi pentatonikami – eksperyment, który nie każdemu przypadnie do gustu, ale imponuje artystyczną odwagą. Zamiast iść w stronę bardziej przystępnego, mainstreamowego brzmienia, duet konsekwentnie buduje własną, rozpoznawalną tożsamość muzyczną.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Są w tym niesamowici. To rozwój, który trudno przeoczyć, który każe zadać pytanie, czy np. za rok zobaczymy ich jeszcze na kameralnej Flow Stage, czy może już na dużo większej scenie, jak chociażby Alter. Bardzo tego możemy sobie życzyć.Pech DJ-ów nie odpuszcza. Martin Garrix też zagrał w deszczu

DJ-e ewidentnie nie mają w tym roku szczęścia do pogody. Dzień wcześniej padało podczas występu Calvina Harrisa, dziś w strugach deszczu zagrał Martin Garrix. Warunki daleko odbiegały od idealnych do swobodnej zabawy, ale nie ma co ukrywać – hity, które ma na koncie Garrix, i tak mocno bujały publiką, mimo mokrej i wietrznej pogody. Trudno się zresztą dziwić, skoro to artysta, który już jako 17-latek podbił świat kawałkiem „Animals” i od tamtej pory jest okrzyknięty ikoną EDM-u. Na koncie ma współpracę z takimi gwiazdami jak Dua Lipa, Bono i The Edge z U2, Khalid czy Macklemore.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Tak właśnie zakończyły się koncerty na największej scenie, Orange Main Stage, w trzeci dzień Open’era – deszczowo, ale o armagedonie nie było mowy. Deszczowa aura nie przeszkodziła w utrzymaniu wysokiego poziomu widowiska – Martin Garrix poprowadził set z pełnym, sięgając po sprawdzone kompozycje, które od lat definiują jego pozycję na scenie elektronicznej. A pogoda, choć uciążliwa, nie zdołała osłabić energii publiczności ani jakości występu.

Po mrocznej, gitarowej i momentami wymagającej atmosferze piątku, Open’er zmieni kierunek. Sobotni program przyniesie zdecydowanie więcej popowej energii i wykonawców trafiających do młodszej publiczności. Na głównych scenach pojawią się m.in. Teddy Swims ze swoim soulowo-popowym repertuarem, LP z charakterystycznym wokalem, Jennie – jedna z największych gwiazd światowego K-popu – oraz Addison Rae.

A pogoda? Wstępnie nie zapowiada się na deszcz, za to z silnym wiatrem festiwalowicze będą jeszcze musieli się pomęczyć…