Za nami pierwszy dzień rywalizacji wspinaczy w ramach World Climbing Series – Kraków 2026. Staraliśmy się na bieżąco relacjonować przebieg wydarzeń w rundach kwalifikacyjnych i dzięki temu powinniście znać rozstrzygnięcia pierwszego dnia. Warto jednak spojrzeć na wydarzenia na Rynku Głównym w Krakowie z większego obrazka, akcentując to, co rzuca się w oczy w oderwaniu od chronologii.
Ola Mirosław jest w świetnej formie w Krakowie (fot. World Climbing)
Ola Mirosław w formie
Nie ma wątpliwości, że wszyscy oczekiwaliśmy występu Aleksandry Mirosław. To przecież zapowiedź jej ostatniego startu w Pucharze Świata i pożegnanie z polską publicznością miało stanowić najmocniejszy akcent całej imprezy. Ola stanęła do rywalizacji po raz pierwszy od wygranych Mistrzostw Świata w Seulu, gdzie dodatkowo wyniosła rekord świata do kosmicznego poziomu 6,03 sekundy. Ola zaczęła mocno od biegu na 6,19, potem było 6,30, potem 6,23 i w ostatnim biegu kwalifikacyjnym zegar zatrzymał się na 6,14. Trzeba podkreślić, że ten ostatni bieg był absolutnie „a muerte”. Chwilę wcześniej Amerykanka Hunt, rozpędzająca się z biegu na bieg, w swojej wartej próbie wykręciła mocarne 6,05 (drugi czas w historii dyscypliny). Ola pozostała jednak z drugim czasem kwalifikacji, co zapowiada istne szaleństwo w dniu finałów.
Oczywiście zawodniczki z pierwszym i drugim czasem kwalifikacji trafiają do dwóch różnych połówek drabinki pucharowej, więc potencjalna bezpośrednia konfrontacja będzie miała miejsce dopiero w finale. W połówce z Amerykanką są dwie Polki. Ola Kałucka najpierw pobiegnie w 1/8, między innymi z Anią Brożek, aby ewentualnie rywalizować z Hunt na etapie półfinału. W połówce z Olą Mirosław jest Patrycja Chudziak (potencjalne spotkanie w ćwierćfinale) no i Natalia Kałucka. Tu spotkanie może się przydarzyć na etapie półfinału.
Na czterech torach dzieje się dużo (fot. World Climbing)
Cztery tory naraz – dzieje się dużo
Druga najważniejsza kwestia z oglądu pierwszego dnia to odbiór rywalizacji na czterech torach równocześnie. Moja opinia? Mocne przebodźcowanie. Naprawdę ciężko wyłowić detale, tym bardziej w tak złożonej i dynamicznej rywalizacji jak speed climbing. Już nawet wśród kobiet dzieje się niezwykle dużo, a wśród mężczyzn mamy do czynienia z istnym szaleństwem! Wśród mężczyzn najlepsza czwórka kwalifikacji zmieściła się w dwóch setnych sekundy (4,804 – 4,806 – 4,81 – 4,820). Co ciekawe, team USA reprezentuje w tej grupie najszybszy Michael Hom. Drugi czas wykręcił Japończyk Ryo Omasa. Trzeci był nowy rekordzista świata Chińczyk Yicheng Zhao, a czwarty czas w Krakowie wykręcił zwycięzca sprzed roku, Indonezyjczyk Raharjati Nursamsa. Jedenastu zawodników zeszło poniżej pięciu sekund, w tym Amerykanin Samuel Watson (4,90).
Do pucharowej drabinki awans dawał czas 5,28. Najlepszy z Polaków Marcin Dzieński był blisko (5,30), jednak uciekła kolejna szansa na awans i ewentualne poprawienie rekordu Polski.
Ania Brożek i Marcin Dzieński (fot. World Climbing)
Miksty: polski rekord i awans Brożek/Dzieński
No i trzecia uwaga natury ogólnej, czyli rzut oka na wyścigi drużynowe w formacie mikstów. Jest energia, jest moc i pomieszanie drużyn sprawia, że była okazja oglądać spektakularne pościgi. Było tak ze względu na dowolność, w jakiej do rywalizacji stawały duety (zawodniczka – zawodnik lub zawodnik – zawodniczka). Do tego znów mieliśmy sposobność dopingować biało-czerwonych. Nasza power couple, czyli Ania Brożek i Marcin Dzieński, do ostatniego momentu musiała czekać na potwierdzenie awansu do fazy pucharowej. Czas 12,99, czyli pierwszy historyczny rekord Polski w mikstach, dał im ostatecznie awans z szesnastym czasem. W efekcie w fazie pucharowej pobiegną z najlepszym duetem kwalifikacji – Amerykanami Emmą Hunt i Samuelem Watsonem.
Przed nami drugi dzień World Climbing Series – Kraków 2026. Finały indywidualne oraz finały sztafet mieszanych.