
Open’er 2026 pokazał nowe oblicze i przy okazji, patrząc m.in. na opinie pod artykułami, przestał tak bardzo denerować mieszkańców Trójmiasta. Ta edycja była zaskakująco spokojna, mimo że pogoda chwilami dawała się jego uczestnikom we znaki. Udowodnił, że muzycznie wciąż potrafi eksperymentować, to jednak pod względem wizualnym pilnie potrzebuje nowego, ostrzejszego krawca i więcej ciekawych instalacji.
Więcej w serwisie Ogłoszenia
(11)
Trochę cukru, trochę soli. Open’er wreszcie nie sparaliżował Gdyni
najważniejszy jest dobór artystów
54%
liczy się klimat i towarzystwo
8%
patrzę głównie na cenę i dojazd
4%
raczej nie jeżdżę na festiwale
34%
Open’er 2026 minął w tym roku bardzo szybko. Kurz już zdecydowanie opadł, dlatego patrząc na to, co działo się w mediach społecznościowych i lokalnych grupach mieszkańców Gdyni – można śmiało powiedzieć, że tegoroczna edycja przeszła bez tego rytualnego festiwalowego hejtu, który towarzyszył poprzednim edycjom.
Oczywiście, utrudnienia drogowe na Kwiatkowskiego, Unruga czy Bosmańskiej były, korki po koncertach też się zdarzały, ale to już od dawna wpisany w kalendarz element gdyńskiego lipca, z którym mieszkańcy chyba nauczyli się żyć.
Tym razem jednak festiwal nie sparaliżował miasta tak, jak bywało wcześniej, ale w tym roku bardzo sprawnie działała linia autobusowa OF, dodatkowe nocne SKM-ki i wcześniej zapowiedziana organizacja ruchu na ulicy Zielonej sprawiły, że narzekań było wyraźnie mniej niż zwykle.
Nawet doniesienia o robotach drogowych, które w tym roku miały dołożyć się do korków, nie przełożyły się na powtórkę z rozrywki sprzed lat, kiedy to Open’er kojarzył się mieszkańcom głównie z „oblężeniem” miasta.
W tym roku jakoś nie było też tłumów widocznych w centrum miasta.
Pogoda na dwa fronty, ale bez armagedonu
Trochę popadało, trochę powiało, upału też nie było, ale, szczerze mówiąc, pamiętamy gorsze lata. Pogoda w tym roku znów bawiła się z festiwalowiczami w kotka i myszkę. Chmury i przejaśnienia zamieniały się miejscami. Jednak nikogo to chyba specjalnie nie zdziwiło. Open’er od lat kojarzy się z pogodą, która nie potrafi się zdecydować, i tegoroczna edycja tej reputacji nie przełamała.

Sobota na Open’erze: zamiast ulewy wiatr. Teddy Swims i K-popowa Jennie
Nie wydarzyło się jednak nic, co zasługiwałoby na osobny news poza rubryką pogodową. Żadnej nawałnicy, która zmusiłaby uczestników do ewakuacji, ani tropikalnego upału, przy którym trzeba by rozdawać wodę, żadnej plagi owadów czy innego biblijnego zjawiska, które w poprzednich latach potrafiło zdominować relacje z festiwalu bardziej niż sami headlinerzy.

Dom Qltury zasłużył na brawa, ale wizualnie Open’er może więcej
Osobną, bardzo pozytywną nutą tegorocznej edycji był Dom Qltury, którego program artystyczny naprawdę był dobry i osoba odpowiedzialna za ten line-up powinna dostać za niego brawa. Było ciekawie, angażująco, a przede wszystkim nie było przeładowania, które czasem potrafi zabić nawet najlepszy pomysł na strefę.
To dokładnie ten rodzaj kuratorskiej roboty, po której chce się wracać rok w rok – jedyne, o co warto zadbać na przyszłość, to jeszcze lepsza organizacja przestrzeni w samym środku strefy, bo potencjał jest tam większy, niż na razie udaje się wykorzystać.
Katalog.trojmiasto.pl –
Kluby, dyskoteki
Największym mankamentem pozostaje jednak identyfikacja wizualna całego pola – białe lub czarne namioty, w których odbywały się koncerty i aktywności, wyglądały trochę jak zaplecze przy grillu sąsiedzkim, a nie element festiwalu, który przecież lubi się chwalić estetyką.
Partnerzy w tym roku raczej nie zachwycili sami w sobie, ale trzeba przyznać – ich strefy wizualnie prezentowały się lepiej niż niejeden punkt organizowany bezpośrednio przez Open’er, co samo w sobie jest ciekawym sygnałem.

Na plus zdecydowanie zaliczam też dobrze rozegrane mniejsze strefy: silent disco sprawdziło się znakomicie i oby za rok powtórzyło się w tej samej formie, bar wczasowy zasłużył na brawa, a seanse w kinie festiwalowym były naprawdę udanym pomysłem.
Mimo tych jasnych punktów całość skłania do jednego wniosku: w przyszłym roku Open’er powinien nas zaskoczyć wizualnie, bo muzyka i dobrze wymyślone strefy to jedno, a spójna, świeża estetyka całego pola to zupełnie inna, wciąż niedopracowana sprawa. Już nie wystarczy kilka znanych palm w pastelowych kolorach.
Na plus: piękne kwietne łąki, które stały się naturalnym plenerem zdjęciowym. Nie warto ich kosić, dobrze się nimi trochę pozachwycać.

TVP – same dobre propozycje z festiwalu
Zdecydowanie warto docenić to, co telewizyjni widzowie mogli zobaczyć bez wychodzenia z domu. TVP2 i TVP Kultura postawiły w tym roku na transmisje z takimi nazwiskami jak Zara Larsson, The XX czy Teddy Swims i The Cure. To był program, który realnie oddawał klimat festiwalu – oczywiście okrojoną i telewizyjną wersję. Jeśli spojrzeć na to chłodno, Telewizja Polska wykonała kawał dobrej roboty: pokazała festiwal z prawdziwego zdarzenia, z gwiazdami, bez cenzurowania go na siłę.
Odezwali się jednak ci, którym przeszkadzał strój, czy raczej jego brak, podczas występu i transmisji TV Addison Rae. Komentarze seksualizujące gwiazdę i wcale nieśmieszne hasła o „gorszących gołych pośladkach” i odsłoniętym biuście na antenie telewizji publicznej szybko obiegły internet, jakby ktoś siłą sadzał tych widzów przed telewizorem. Warto więc przypomnieć rzecz oczywistą: transmisję zawsze można było po prostu wyłączyć.
Z drugiej strony byli i tacy, którym telewizyjny wybór wydawał się zbyt skromny i im pozostaje jedna rada: kto chce zobaczyć więcej i bez ograniczeń, ten kupuje bilet i jedzie do Gdyni, zamiast liczyć na to, że publiczna telewizja pokaże cały czterodniowy festiwal od deski do deski.

Czy line-up rozczarował? Zanim osądzimy, spójrzmy szerzej
Jeśli patrzeć całościowo na tegoroczny line-up i porównać go z cenami karnetów, to faktycznie trudno oprzeć się wrażeniu pewnego niedosytu w porównaniu z poprzednimi edycjami. Open’er po prostu nie jest już jedynym poważnym graczem na polskiej mapie festiwalowej.

Kolejne edycje mniejszych imprez konkurują dziś o te same nazwiska, a to, kto ostatecznie pojawi się na Kosakowie, zależy od naprawdę wielu zmiennych: aktualnych tras koncertowych gwiazd, ich harmonogramów w Europie, trendów muzycznych danego sezonu i – co oczywiste – budżetów, jakie festiwal jest w stanie zaproponować.
Jedynie szacunkowo można stwierdzić, że frekwencyjnego rekordu w tym roku nie było, ale każdego z czterech dni każdy uczestnik mógł znaleźć coś dla siebie, a to w gruncie rzeczy najważniejsza miara sukcesu takiej imprezy.
Katalog.trojmiasto.pl –
Restauracje
Warto też przypomnieć sobie prostą prawdę: festiwal to nie muzeum, które ma obowiązek co roku wystawiać te same eksponaty, czyli kolejny wielki zespół z szuflady „alternatywa, grunge, rock”. A momentami zdaje się, jakby najlepszy koncert miał składać się jedynie z takich zespołów. Wierni fani starego już rocka zawsze się znajdą, to fakt, ale Open’er stara się sięgać po znacznie szersze spektrum brzmień i to jest jego siła, a nie słabość.
Wystarczy spojrzeć na tegoroczną główną scenę: obok gitarowych legend znalazło się miejsce na klasykę Chopina i na K-pop, czyli dokładnie ten kierunek, w który dziś idą słuchacze i który lubią. Festiwalowa publiczność jest dziś dużo bardziej różnorodna niż 15 lat temu.
Łyżka dziegciu: stulecie Gdyni zostało obok, nie w środku festiwalu
Rok 2026 to przecież rok Miasta Gdyni – stulecie nadania praw miejskich, świętowane przez cały rok. Oppen’er, który co roku ściąga do Gdyni dziesiątki tysięcy gości z Polski i zagranicy, wydawał się naturalną okazją, żeby ten jubileusz mocniej wybrzmiał – choćby symbolicznie, na scenach czy w przestrzeni festiwalowej.

Co ludzie najczęściej gubią na Open’erze? Zaskakujące historie z Biura Rzeczy Znalezionych
Tymczasem trudno było odnieść wrażenie, że stulecie miasta stało się integralną częścią tegorocznej edycji. Co się pojawiło, by przypomnieć festiwalowiczom o 100-leciu? Z zauważalnych informacji: informacja w mapce festiwalowej, którą – nie ukrywajmy – mało kto czyta, bo raczej służy do znalezienia punktów orientacyjnych, oraz tag z nazwą miasta/napis Gdynia 100 – to też nie jest coś niezwykłego, bo taki napis, tylko bez cyferek na końcu, pojawia się cyklicznie od lat.
Byli też przebrani marynarze #GDYNIA100, którzy przeprowadzali szybkie quizy o Gdyni i rozdawali nagrody, oraz oprowadzanie po wystawie „Sny o Gdyni: Harmonoise”, oraz akcje w Konsulacie Kultury. I choć to wszystko jest ciekawe samo w sobie, to jednak dość niszowe.

Nawet jeśli ustalenia na poziomie biurokracji i marketingu z organizatorem zatrzymywały działania, to nawet sama Gdynia mogła głośniej przypomnieć gościom festiwalu, że bawią się akurat w mieście, które w tym roku świętuje wyjątkowy jubileusz.
Kolejna edycja Open’era już za rok, ponownie w Gdyni. Jesteśmy ciekawi, co przygotuje organizator Alter Art oraz jego partnerzy.




