Rzeszów, 08.05.2025, wybory Prezydenta RP 2025 - kampania, Karol Nawrocki

Prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające po wywiadzie Karola Nawrockiego

Źródło wideo: TVN24

Źródło zdj. gł.: Darek Delmanowicz/PAP

Po tym, jak Karol Nawrocki w wywiadzie opisał „moment grozy” w trakcie kampanii prezydenckiej, prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające. Dotyczy ono „podejrzenia narażenia” Nawrockiego „na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”. – Nie słyszałem, żeby pan prezydent wcześniej zgłaszał to zdarzenie odpowiednim służbom – przekazał rzecznik koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński w rozmowie z tvn24.pl.

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy wyjaśniła, że postępowanie zostało wszczęte z urzędu. Jego podstawą są informacje medialne, według których 15 maja 2025 roku, w trakcie spotkań Karola Nawrockiego w ramach kampanii wyborczej z mieszkańcami Ząbkowic Śląskich i Dzierżoniowa, „miało dojść do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia i chwilowej utraty przytomności ówczesnego kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, które mogło być skutkiem podania substancji zagrażających życiu lub zdrowiu”.  

Wywiad z Karolem Nawrockim. Opisał zasłabnięcie i ostrzeżenia

Komunikat pojawił się po publikacji fragmentu wywiadu rzeki prezydenta Karola Nawrockiego z profesorem Andrzejem Nowakiem. Ma on tytuł „Skąd się wziął Karol Nawrocki”, a premiera planowana jest na początek lipca.

W cytowanej przez media rozmowie Nawrocki opisał „moment grozy” w trakcie aktywności kampanijnych w Ząbkowicach Śląskich. Jak relacjonował prezydent, w trakcie spotkania z wyborcami jego samopoczucie miało ulec pogorszeniu. Z opisu Nawrockiego wynika, że zasłabł, będąc już w kampanijnym autokarze.

Poniżej wspomniane fragmenty.

Karol Nawrocki w czasie kampanii prezydenckiej w maju 2025 roku

Karol Nawrocki w czasie kampanii prezydenckiej w maju 2025 roku

Źródło zdjęcia: Darek Delmanowicz/PAP

„Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm”

– wspominał prezydent przemówienie w Ząbkowicach Śląskich. 

Nawrocki miał poprosić następnie swoich współpracowników o wodę i zaprowadzenie do autokaru.

„Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu – i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek (współpracownicy Nawrockiego w kampanii). W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko – kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko” 

– mówił dalej Nawrocki.

Prezydent wspomniał również o tym, jak po wszystkim te chwile relacjonowali świadkowie zdarzenia w autokarze.

„Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu „Egzorcysta” – kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut”

Nawrocki wspomniał też o ostrzeżeniach ochrony, jakie miał otrzymywać w kampanii. Według prezydenta jedno z takich zaleceń miało dotyczyć tego, że nie powinien całować kobiet w rękę w trakcie spotkań z wyborcami oraz że może to być sposób na próbę jego otrucia. 

Dobrzyński: dziwię się, że ponad rok później przypomniał sobie o tym

Zwróciliśmy się do ABW i rzecznika koordynatora służb specjalnych Jacka Dobrzyńskiego z pytaniami, czy służby otrzymały w trakcie i po kampanii prezydenckiej informacje o zdarzeniu w Ząbkowicach Śląskich lub o innym zagrożeniu bezpieczeństwa dla Karola Nawrockiego.

„Nie słyszałem, żeby Pan Prezydent wcześniej zgłaszał to zdarzenie odpowiednim służbom. Dziwię się, że ponad rok później przypomniał sobie o tym, opowiadając publicznie w wywiadzie, jak się wtedy źle poczuł i wymiotował. Mam nadzieję, że przynajmniej jego współpracownicy wezwali wówczas karetkę pogotowia i lekarze udzielili mu właściwej pomocy. Uważam, że naturalnym jest, że każdy w sytuacji, gdy podejrzewa „zamach” na swoje życie, natychmiast zgłasza to oficjalną drogą – na przykład policji” – odpowiedział na nasze pytania Jacek Dobrzyński.

Policja również nie otrzymała zgłoszeń w sprawie otruć w tym czasie. Aspirant Karol Gruda z Komendy Głównej Policji, w odpowiedzi na pytania tvn24.pl, przekazał, że po sprawdzeniu „w dostępnych systemach informatycznych, zarówno w powiecie Ząbkowickim jak i w powiatach ościennych, w omawianym okresie, nie odnotowano zgłoszeń dotyczących otruć lub podobnych zdarzeń”.

O sprawę zapytaliśmy również prezydenckich ministrów: szefa gabinetu prezydenta Pawła Szafernakera – w trakcie kampanii był szefem sztabu Nawrockiego, sekretarza stanu w kancelarii prezydenta Adama Andruszkiewicza – odpowiadał za kampanię w internecie, a także rzecznika prezydenta Rafała Leśkiewicza i szefa Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza.

Kancelaria prezydenta poinformowała nas, że nie komentuje sprawy z uwagi na to, że zdarzenie nie obejmuje okresu prezydentury.

Poseł PiS o słowach Nawrockiego: nikt sobie tym głowy wtedy nie zawracał 

Ujawnione fragmenty wywiadu komentował w poniedziałek w radiu RMF FM poseł PiS Janusz Cieszyński. – Za wyjaśnianie tego, co dokładnie się tam wydarzyło, w normalnej sytuacji odpowiadałaby prokuratura. Dzisiaj w Polsce prokuratura służy do tego, żeby realizować polityczne interesy obecnej władzy, więc jest oczywiste, że nikt tego nie wyjaśni – mówił jeszcze przed komunikatem prokuratury. 

Dopytywany, czy ta sprawa nie powinna być zgłoszona, poseł PiS przekonywał, że „wtedy był zupełnie inny cel: odsunąć fatalnego kandydata Platformy Obywatelskiej, pana Trzaskowskiego, od możliwości objęcia funkcji prezydenta”.  – Nikt sobie tym głowy wtedy nie zawracał – twierdził. 

Cieszyński wspomniał również, że jego bliscy współpracownicy byli świadkami złego samopoczucia prezydenta i „mówili, że to wyglądało bardzo niepokojąco”. 

OGLĄDAJ: TVN24

pc