Zakład w Omsku jest istotnym obiektem strategicznym Kremla. Przetwarza się tam ok. 22 mln ton ropy rocznie. Obiekt został częściowo uszkodzony — informuje Sztab Generalny w Kijowie.

Dla Kijowa atak ten stanowi ważne zwycięstwo: z jednej strony pokazuje, że ukraińskie drony są obecnie w stanie dotrzeć nawet do najbardziej odległych regionów Rosji. Z drugiej strony obnaża on luki w rosyjskiej obronie powietrznej.

Sytuacja wymyka się Putinowi spod kontroli. Zauważają to nawet prorosyjscy blogerzy wojenni. „KZP” w serwisie Z pisze: „Dzięki »wyrafinowanemu planowi« i geniuszowi W.W.P. (skrót od Władimira Władimirowicza Putina) żyjemy teraz w rzeczywistości, w której nawet Syberia jest bombardowana przez drony”.

I to nie jest odosobniony przypadek.

Zakład w Omsku miał być chroniony przed sieciami dronów jedynie częściowo. Nagrania wideo sugerują, że dopiero w ostatniej chwili podjęto próbę zestrzelenia dronów za pomocą broni ręcznej.

We wpływowym środowisku rosyjskich blogerów wojennych wywołuje to ogromne niezadowolenie.

Padają zarzuty, że dowództwo wojskowe zaniedbało odpowiednią ochronę obiektu — mimo że po ostatnich tygodniach ataków musiało być dla decydentów jasne, iż również rafineria w Omsku stanowi potencjalny cel. Przecież Ukraina już wcześniej atakowała magazyny ropy i rafinerie, na przykład w Moskwie, Sankt Petersburgu i na Krymie.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Efekt jest piorunujący — w całej Rosji zaczyna brakować paliwa. W niektórych miejscach Rosjanie stoją w kolejkach przez wiele dni, aby zdobyć kilka litrów benzyny. W mediach społecznościowych krążą nawet filmy przedstawiające bójki przed stacjami benzynowymi.

Mimo to, jak pisze rosyjski bloger z grupy „Z” o pseudonimie „Starszy od Eddy” (491 tys. obserwujących na Telegramie), tym „gó****nym dronom” znów udało się „przez wiele godzin przelatywać przez cały kraj, by w końcu gdzieś uderzyć”.

Publicysta Siergiej Kołjasnikow (447 tys. obserwujących) skrytykował, podobnie jak wielu innych, fakt, że nikt jeszcze nie poniósł odpowiedzialności. „W Związku Radzieckim taka trasa lotu pociągnęłaby za sobą odgłos spadających na ziemię pozłacanych naszywek na ramionach oraz utratę wysokich stanowisk” — pisze bloger.

Putin traci potężnych zwolenników

Bloger i nacjonalista Jegor Kolmogorow napisał na Telegramie, że Rosja toczy wojnę z własną niekompetencją. „To straszny przeciwnik — i obecnie znacznie nas przewyższa”. Nawet na samego Putina spada fala krytyki.

Bloger z serwisu Z o pseudonimie „KZP” pisze: „Dzięki »wyrafinowanemu planowi« i geniuszowi W.W.P. (skrót od Władimira Władimirowicza Putina) żyjemy teraz w rzeczywistości, w której nawet Syberia jest bombardowana przez drony”.

Następnie dodaje ironicznie, że w ten sposób Putin „z pewnością zwiększy swoje poparcie wśród społeczeństwa” — co jest aluzją do spadającej popularności rosyjskiego przywódcy.

Dla Putina blogerzy wojenni zawsze byli utrapieniem, ale też byli pożyteczni. Rozpowszechniali oni propagandę za pośrednictwem mediów społecznościowych (dla wielu Rosjan to jedyne źródło informacji) i wychwytywali również krytykę pod adresem dowództwa wojskowego.

Jednak ich rosnąca frustracja związana z przebiegiem wojny może stać się problemem dla Kremla — najpóźniej wtedy, gdy otwarcie wycofają swoje poparcie dla Putina. Wydaje się jednak, że większość z nich jak dotąd nie odważyła się na to.

Kryzys w Rosji

Bezpośrednią przyczyną jest spadek zdolności rafineryjnych wskutek ataków ukraińskich dronów. Według różnych analiz ukraińskie ataki wyłączyły od kilkunastu do nawet 25 proc. mocy przerobowych rosyjskich rafinerii. Tylko w pierwszych miesiącach 2026 r. odnotowano dziesiątki uderzeń w instalacje naftowe, co obniżyło wydajność sektora o ok. 14 proc. W efekcie w wielu regionach wprowadzono racjonowanie paliw, limity sprzedaży (np. 40 litrów na samochód) oraz czasowe zakazy eksportu, by zabezpieczyć rynek krajowy.

Konsekwencje społeczne są coraz bardziej widoczne: w całej Rosji pojawiły się długie kolejki na stacjach benzynowych, a ceny paliw — szczególnie na Krymie — wzrosły nawet kilkukrotnie. W niektórych regionach zamykane są stacje lub ogranicza się sprzedaż dla ludności, co uderza m.in. w turystykę i rolnictwo. Kryzys obnaża także napięcia wewnątrz rosyjskich elit, które coraz częściej publicznie spierają się o reakcję władz i politykę gospodarczą.

Z punktu widzenia makroekonomii problem ma szersze konsekwencje: spada produkcja paliw, rośnie inflacja i presja na budżet państwa, który już wcześniej był obciążony kosztami wojny i sankcjami. Ukraińska strategia „uderzeń dalekiego zasięgu” jest przy tym świadomą próbą ograniczenia zdolności Rosji do finansowania działań zbrojnych oraz przeniesienia kosztów wojny na zaplecze gospodarcze kraju.