Zdaniem historyków nie był to jednak przypadek, że fala strajków rozpoczęła się właśnie na Lubelszczyźnie. Na początku lipca 1980 roku podwyżki cen żywności wywołały falę niezadowolenia wśród pracowników lubelskich zakładów pracy. Protest rozpoczął się w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego PZL-Świdnik, a w kolejnych dniach objął kilkadziesiąt przedsiębiorstw w całym regionie, m.in. Fabrykę Samochodów Ciężarowych, Lubelskie Zakłady Naprawy Samochodów oraz kolej. Tysiące robotników wstrzymywało pracę, domagając się podwyżek, poprawy warunków pracy i poszanowania swoich praw. Był to pierwszy tak masowy protest w PRL zakończony negocjacjami z władzami, a nie brutalną pacyfikacją.
– Lublin był miejscem szczególnym. Po wojnie działał tutaj Katolicki Uniwersytet Lubelski, wykładał kardynał Karol Wojtyła, a obok silnego środowiska robotniczego istniał także ważny ośrodek akademicki. Te dwa światy wzajemnie się przenikały – podkreśla dr Robert Derewenda, dyrektor IPN w Lublinie.
Jak zaznacza historyk, właśnie to połączenie środowisk robotniczych, inteligencji i Kościoła stworzyło fundament pod pokojowy sprzeciw wobec komunistycznej władzy. W przeciwieństwie do wcześniejszych wystąpień robotnicy nie sięgnęli po przemoc.
– Nie palili komitetów PZPR. Organizowali straże robotnicze, spisywali postulaty i stawiali na obywatelskie nieposłuszeństwo. To było preludium metod, które później przyjęła Solidarność – mówi.
Zdaniem dr. R. Derewendy komunistyczne władze nie zdecydowały się na siłowe rozwiązanie protestów również dlatego, że zdawały sobie sprawę z nastrojów społecznych po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski.
– Komuniści zobaczyli naród przywiązany do swojej wiary, tradycji i kultury. Zrozumieli, że są władzą narzuconą, a społeczeństwo nie utożsamia się z systemem – wyjaśnia.
Historyk podkreśla, że bez Kościoła trudno wyobrazić sobie późniejsze narodziny Solidarności.
– Polacy czuli się wolni właśnie w Kościele. Nie walczyli bronią, lecz słowem, odwagą i obywatelskim nieposłuszeństwem. To tam odnajdywali siłę do przeciwstawienia się komunistycznej władzy. To właśnie w dużej mierze wiara pomogła robotnikom z Lublina i Świdnika rozpocząć protest – zaznacza.
Według dr. Derewendy Lubelski Lipiec’80 nie był jedynie lokalnym protestem. Choć strajki na Lubelszczyźnie zakończyły się 25 lipca, ich znaczenie wykraczało daleko poza region. Pokazały, że zorganizowany, pokojowy protest może zmusić komunistyczne władze do rozmów. Kilka tygodni później podobna fala sprzeciwu dotarła na Wybrzeże i doprowadziła do podpisania Porozumień Sierpniowych.
– Solidarność nie narodziła się z dnia na dzień. Jej fundamentem były wcześniejsze protesty, a Lubelski Lipiec był jednym z najważniejszych etapów tej drogi. To tutaj rozpoczęła się lawina, która ostatecznie doprowadziła do odzyskania przez Polskę wolności – podsumowuje dr Robert Derewenda.