Jakie zmiany w opiece zdrowotnej chce wprowadzić Jolanta Sobierańska-Grenda.

Dlaczego Donald Tusk zrezygnował z dymisji ministry zdrowia.

Jakie polityczne przesunięcia w wyniku kryzysu przewiduje prof. Rafał Chwedoruk.

Na czym zdaniem eksperta polega paradoks przywództwa Donalda Tuska.

Ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przedstawiła w środę pakiet rewolucyjnych zmian, które mają uzdrowić publiczny system opieki medycznej. To bezpośrednia odpowiedź na
 ultimatum, jakie w zeszłym tygodniu postawił jej premier Donald Tusk po ujawnieniu patologii w placówkach medycznych i gigantycznych zarobków lekarzy. W przypadku braku szybkich działań i reakcji na kryzys szef rządu zapowiedział dymisję ministry zdrowia, jednak po środowej konferencji stało się jasne, że Jolanta Sobierańska-Grenda zachowa stanowisko.

Brak dymisji ministry zdrowia. Tusk broni autorytetu i ucisza wewnętrzny bunt

Dlaczego
Donald Tusk ostatecznie wycofał się z zapowiadanych cięć kadrowych? W ocenie prof. Rafała Chwedoruka, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego, decyzja ta ma drugie dno i wiąże się z układem sił wewnątrz
Koalicji Obywatelskiej po przegranych wyborach prezydenckich.

– Porażka w wyborach prezydenckich
Rafała Trzaskowskiego była też wielką porażką Donalda Tuska. Nie tylko dlatego, że stał na czele partii, która wystawiła Trzaskowskiego, ale także dlatego, że osobiście zaangażował się w kampanię wyborczą, co uznano za jedną z przyczyn porażki – przypomina rozmówca RadioZET.pl. Jak dodaje, naturalnym efektem tego potknięcia powinna być refleksja i zmiany w kierownictwie partii, jednak Tusk zrobił wszystko, aby utrzymać pełnię władzy.

Konsekwencją tego kursu jest obecny
paraliż decyzyjny w obliczu afery w Szpitalu Południowym. Kryzys ten silnie uderzył w KO, jednak dymisja ministry obciążyłaby konto samego premiera. – Gdyby Donald Tusk odwołał panią minister, to podważyłby autorytet przywództwa, ponieważ to był jego pomysł [aby odpolitycznić resort – przyp. red.]. Myślę, że w obliczu sygnałów niezadowolenia wewnątrz partii, premier chciał pokazać, że to on decyduje o tym, kto jest kim w Koalicji Obywatelskiej i w samym rządzie – komentuje prof. Chwedoruk.

Jednocześnie Jolanta Sobierańska-Grenda ucina spekulacje o dymisji, zasłaniając się umową z szefem rządu. – Mam kontrakt zawarty z premierem. Każdego dnia zgodnie z tym kontraktem kontynuuję swoją pracę (…). Dopóki będziemy z panem premierem ten kontrakt kontynuowali, będę w
Ministerstwie Zdrowia – oświadczyła w środę.

Kosztowny brak decyzji. Kto zyska na kryzysie?

Zdaniem prof. Chwedoruka upór premiera i obrona ministry zdrowia przyniosą straty wizerunkowe całemu obozowi władzy. Choć – jak zaznacza – prawdopodobnie nie dojdzie do nagłego załamania sondaży KO, najbardziej ucierpi społeczne przeświadczenie o sprawczości rządu.

Kto na tym kryzysie zyska najbardziej? Ekspert prognozuje przesunięcia na scenie politycznej. Jego zdaniem
Polsce 2050, w zasadzie „jej pozostałościom”, nic już nie pomoże. Z kolei zyskać może na tym
Lewica, pod której skrzydła może trafić część niezadowolonych wyborców KO.

Czy spór wokół ochrony zdrowia może stać się punktem zapalnym, który jesienią doprowadzi do poważnego kryzysu wewnątrz koalicji rządzącej? – Nie sądzę, bo tak naprawdę koalicja składa się z dwóch i pół podmiotu – mówi prof. Chwedoruk, wskazując na utrzymującą się dominację KO i stabilne notowania Lewicy. Ponadto – zdaniem eksperta – posłowie dawnej Polski 2050 nie dążą do wcześniejszych wyborów, bo „wybory to byłby ich ostatni bój, a tak mogą jeszcze przez kilka miesięcy pozostać w ławach sejmowych”.

Rewolucja w szpitalach: limity płac, zakazy i e-kolejka

Zaprezentowany w środę przez Ministerstwo Zdrowia program reform ma uderzyć w patologie finansowe i tzw. „lekarzy walizkowych”, którzy krążą między wieloma placówkami medycznymi. Głównym punktem reformy jest wprowadzenie maksymalnego limitu wynagrodzeń dla pracowników medycznych opłacanych z
NFZ – stawką wyjściową ma być 240 zł brutto za godzinę. Oprócz tego resort planuje:

Wprowadzenie maksymalnych poziomów wydatków na pensje w budżetach szpitali (obecnie pochłaniają one średnio aż 81,3 proc. środków z NFZ)

Całkowity zakaz zawierania umów przez szpitale z tzw. spółkami lekarskimi

Obowiązek pracy medyków na co najmniej pół etatu w jednym miejscu (praca w innych placówkach będzie wymagała zgody pracodawcy)

Uruchomienie do końca 2026 r. centralnej e-kolejki na zabiegi planowe

Prezes NFZ Filip Nowak przyznaje, że limit 240 zł za godzinę będzie „dużym szokiem dla wielu osób, które zarabiały ogromne pieniądze”, ale kroki te są konieczne, by powstrzymać masowe bankructwa szpitali powiatowych.

Czy odpolitycznienie resortu się uda?

Prof. Rafał Chwedoruk w rozmowie z portalem RadioZET.pl  zaznacza, że zapowiedziany pakiet zmian nie uzdrowi natychmiast polskiego systemy ochrony zdrowia, ponieważ problemów tych nie da się rozwiązać z roku na rok. Jednocześnie stwierdza, że wprowadzenie propozycji rynkowych, jak np. współpłacenie za wizyty, oznaczałoby dla rządu natychmiastową katastrofę wyborczą (tak jak stało się to w przeszłości w
Czechach).

– Wprowadzone reformy mają na celu ograniczyć chaos, który wylał się po tym wszystkim, i którego końca tak naprawdę nie widać – ocenia politolog. Dodaje, że kluczowe dla resortu będzie to, kto stanie na jego czele w przypadku fiaska pomysłu Tuska o odpolitycznieniu resortu: – Najciekawsze będzie to, czy w miejsce technokratki przyjdzie jakiś poważny polityk z silną legitymizacją wewnątrz partii.

Paradoks przywództwa Tuska. „Mógłby powtórzyć drogę Kaczyńskiego”

Jednocześnie ekspert zauważa, że wokół samego premiera narasta coraz większy, systemowy problem, ponieważ sprawa Szpitala Południowego i wyborcza porażka wizerunkowa uwypukliły paradoks przywództwa Donalda Tuska, który zaczyna ciążyć własnemu obozowi.

– Z jednej strony trudno sobie wyobrazić Koalicję Obywatelską bez Donalda Tuska, a zarazem druga tura wyborów prezydenckich pokazała, że wybory stały się plebiscytem na temat premiera. Jego efekt jest taki, że każdy, kto będzie bronił Donalda Tuska, przegra wybory. Jeśli KO chce się utrzymać przy władzy, to na pewno nie poprzez jedną listę pod egidą Tuska – podkreśla politolog.

Rozwiązaniem według eksperta jest to, aby Donald Tusk zaczął bardziej panować, niż rządzić na co dzień. – Mógłby powtórzyć drogę
Jarosława Kaczyńskiego w
PiS, który rządził w partii, ale nie był premierem – podsumowuje prof. Rafał Chwedoruk.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET