Ceremonia rozpoczęła się w minioną sobotę. Najpierw trumna Chameneia oraz czterech członków jego rodziny przez dwa dni wystawione były w wielkiej hali modlitewnej w Teheranie, by zwolennicy reżimu mogli się pożegnać. W poniedziałek ciała Chameneia, jego córki, wnuka, zięcia i synowej zostały przewiezione specjalnymi ciężarówkami ulicami stolicy.
Propaganda państwowa szacowała liczbę uczestników na 20 mln. Rzeczywistych danych nie da się niezależnie zweryfikować. Jednak każdy, kto w tych dniach przemierza Teheran, szybko zauważa, że te liczby są mocno przesadzone. Po zaskakującej decyzji rządu ceremonia została zresztą skrócona.
Podczas uroczystości wyraźnie dominowały liczne czerwone flagi — symbol krwawej zemsty. Hasła zwolenników reżimu skupiały się na żądaniu śmierci prezydenta USA Donalda Trumpa oraz premiera Izraela Binjamina Netanjahu. Na wcześniejszych demonstracjach górę brały przede wszystkim slogany wzywające do zamknięcia cieśniny Ormuz lub przeciwne negocjacjom z Waszyngtonem. Tym razem powtarzano wezwanie do zemsty: „Zabijcie morderców przywódcy-męczennika” — można było usłyszeć i przeczytać. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Hossein Nuri-Hamedani, jeden z lojalnych wobec reżimu szyickich wielkich ajatollahów, oficjalnie wezwał do takiego działania. Według źródeł zbliżonych do władz wymiar sprawiedliwości, ministerstwo wywiadu oraz siły specjalne Kuds — zagraniczne ramię Strażników Rewolucji — miały już podjąć kroki odwetowe.
Co myślą zwykli mieszkańcy Teheranu?
To historia, którą rozumie wielu Irańczyków, prześladowanych przez 37 lat rządów Chameneia i tracących bliskich wskutek przemocy państwowej: Kiedy snajperzy podczas masakr 8 i 9 stycznia zabili młodą Mahsę, jej matka nie płakała. Przeżyła taki szok, że nie była w stanie uronić ani jednej łzy po córce.
Ciotka Mahsy opowiada, że rodzina obawiała się wtedy, iż matka Mahsy nie poradzi sobie ze swoją żałobą. — 40 dni później, w nocy, kiedy ogłoszono, że Chamenei nie żyje, matka Mahsy wyszła na balkon i z głębi serca wydała okrzyk radości. Wtedy wreszcie rozwiązał się w niej ten wewnętrzny węzeł.
Wiele matek w żałobie pamięta upokorzenia, które musiały znosić, by odzyskać ciała swoich dzieci i móc je pochować. Los Chameneia postrzegają jako rodzaj boskiej sprawiedliwości: jego rozszarpane ciało, opóźniony o kilka miesięcy pogrzeb i w końcu transport zwłok w chłodni. Mahboubeh Ramezani, matka jednej z ofiar protestów z 2019 r., napisała na Instagramie: „W końcu wszystko do pana wróciło, panie Chamenei!”
Trasa została skrócona
Pogrzeb dyktatora, pozbawiony blasku, pierwotnie miał wyglądać inaczej. W minionym tygodniu „Die Welt” informował, że dwie państwowe instytucje ostrzegały przed ryzykiem katastrofy podczas ceremonii z udziałem kilku milionów osób. Informację tę podchwyciły perskojęzyczne media opozycyjne za granicą.
Irańska laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, Szirin Ebadi, również odniosła się do tego i zaprotestowała przeciwko postępowaniu Islamskiej Republiki. Ostatecznie ograniczono nie tylko ceremonię w Teheranie, lecz także zapowiedziano, że czwartkowa żałoba w Maszhedzie odbędzie się z powietrza: ciało Chameneia przed pochówkiem ma krążyć samolotem nad miastem.
Początkowo kondukt żałobny miał w poniedziałek przejść jedną z najdłuższych dróg Teheranu — od ulicy Damawand do placu Azadi, miejsca o wielkim znaczeniu symbolicznym. Rozważano kilka tras, liczne ulice zostały zamknięte na przyjęcie spodziewanych tłumów. Jednak o poranku ogłoszono, że ceremonia zostanie ograniczona do odcinka między placem Rewolucji a placem Azadi.
Starszy mężczyzna ubrany na czarno, zwolennik reżimu i sprzedawca w sklepie spożywczym, mówi, że przyszedł na uroczystość o siódmej rano, ale nie udało mu się zobaczyć ciężarówki z trumną. Tłum był zbyt gęsty. — Ale podobno trumny nawet nie dotarły do placu Azadi — dodaje. — Słyszałem, że ciało Agha (tak zwolennicy z szacunkiem nazywają Chameneia — przyp. red.) zostało po drodze potajemnie wywiezione bocznymi ulicami i przetransportowane helikopterem do miasta Kom.
EPA/STRINGER / PAP
Uroczystości pogrzebowe Alego Chameneiego. Teheran, 6 lipca 2026 r.
Wielu zwolenników reżimu, którzy od wczesnego ranka w poniedziałek czekali wzdłuż wyznaczonych tras, czuje się dziś oszukanych.
Na trasie zgromadzono duże ilości bloków lodu, rozstawiono liczne stoiska z jedzeniem i napojami. Co 100 m stały krany z wodą, a w każdej bocznej uliczce ustawiono kilka toalet przenośnych. Do tego dochodziły mobilne punkty medyczne oraz bezpłatne usługi, np. naprawa telefonów komórkowych, dla uczestników żałoby. Leila, mieszkanka miasta, która określa siebie jako apolityczną, śmieje się i opowiada: — Moja siostra wróciła wczoraj do domu z dwunastoma kanapkami. Dziś zamierzam pobić jej rekord.
„Ci ludzie nie mają ani rozumu, ani pieniędzy”
Machina propagandowa Islamskiej Republiki sprowadziła setki zagranicznych gości oraz blogerów nieznających języka perskiego, by relacjonować przebieg ceremonii pod ścisłą kontrolą. Niezależni dziennikarze nie mają prawa swobodnie relacjonować wydarzeń. Oficjalni reporterzy muszą uzyskać zgodę „Korpusu Ochrony Walije Amr” — oddziału odpowiedzialnego za bezpieczeństwo najwyższego przywódcy.
Kilka metrów pod ziemią, na stacji metra, panuje nerwowa atmosfera. Wentylacja jest niewystarczająca, schody ruchome nie działają. Pracownicy metra tłumaczą, że musieli je wyłączyć, by zapobiec wkręcaniu się czadorów kobiet w stopnie.
Pewien przedsiębiorca prowadzący niewielki, zaniedbany bar z kanapkami w pobliżu placu Rewolucji jest rozczarowany. Liczył na znacznie więcej klientów: — Ci ludzie nie mają ani rozumu, ani pieniędzy. Uroczystość żałobna po Ghasemie Solejmanim (w 2020 r. — przyp. red.) była bardzo udana. Ale tym razem nie miałem nawet dwóch klientów.
Na placu Rewolucji ludzie ustawiają się w dwóch długich kolejkach — osobno mężczyźni i kobiety — po miskę Abdugh Khiar, lekkiej, tradycyjnej letniej potrawy z jogurtu, ogórków i ziół. Zirytowany właściciel baru komentuje: — Byle za darmo, to wezmą wszystko.
Około godziny 16.30 plac szybko pustoszeje. Organizatorzy ogłosili, że uroczystość zakończy się o 17.00, wielu rozczarowanych uczestników opuściło ją wcześniej. Na ulicach pozostały góry śmieci, plastikowe kubki i opakowania po jedzeniu.
— Plac Tohid zmienił się w ogromne wysypisko — mówi jedna z kobiet. — Jakby najadły się tu szarańcze: wszystko zjedli, a nam zostawili śmieci.
Die Welt
Żałobnicy w Teheranie. Zdjęcie przesłane do redakcji „Die Welt”
Nie tylko osoby, które reżim przywiózł z różnych miast do stolicy, mogą mieć złe wspomnienia po tej ceremonii. W mediach społecznościowych krąży nagranie z prezydentem Masudem Pezeszkianem. Widać, jak podczas uroczystości żałobnych zwolennicy reżimu wyzywają go: „Śmierć kompromisowcom”.
Chamenei nie żyje. Ale jego zwolennicy wciąż tu są. Ich nowe hasło brzmi: „Krwawej zemsty za przywódcę — tylko za pomocą bomby atomowej”. To najnowsza groźba skierowana do świata i każdego, kto się im sprzeciwia.