Według relacji uczestników zdarzeń były minister obrony narodowej przyszedł pod pomnik około godz. 22. Na miejscu znajdowali się już przeciwnicy miesięcznic smoleńskich, którzy przynieśli wieniec z kontrowersyjną tabliczką. Grupa ta podkreślała, że uczestniczy w legalnym, wcześniej zarejestrowanym zgromadzeniu.Kilka prób dostania się pod pomnik

Macierewicz kilkukrotnie próbował dostać się bezpośrednio pod pomnik Lecha Kaczyńskiego. Sytuacja szybko doprowadziła do przepychanek i słownych utarczek. Policja oddzieliła od siebie skonfliktowane strony.

— Napiera na nas, przyszedł tutaj i nas napadł — mówili do funkcjonariuszy obecni na miejscu uczestnicy zgromadzenia.

Macierewicz ostro o policji. Awantura trwała kilka godzin

Były szef MON nie krył oburzenia zachowaniem służb. Twierdził, że policja toleruje działania osób, które obrażają pamięć zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Oskarżał również mundurowych o stronniczość i przekonywał, że ich działania przypominają praktyki z czasów PRL.

W pewnym momencie polityk PiS stwierdził także, że demonstranci to „agenci Putina”. Słowa Macierewicza wywołały natychmiastową reakcję części uczestników zgromadzenia. — Nie kłam, ruski szpionie! — wykrzyknął jeden z nich.

Atmosfera przez cały czas pozostawała napięta. Obie strony wzajemnie oskarżały się o prowokowanie konfliktu i utrudnianie przebiegu zgromadzenia. Z relacji uczestników wynika, że cała sytuacja miała trwać nawet do godz. 2 w nocy.

W piątek rano doszło do kolejnej awantury na pl. Piłsudskiego. Tym razem prezes PiS Jarosław Kaczyński wdał się w dyskusję z funkcjonariuszami policji.