– Kwestia dopuszczenia Rosjan do rozgrywek będzie omawiana na wrześniowym spotkaniu zarządu federacji. Do tego czasu nie będę komentował rekomendacji MKOl-u. Musimy omówić to we własnym gronie – tak na nasze pytania odpowiedział prezydent FIM Jorge Viegas.
Portugalczyk od początku wybuchu wojny był zdecydowanym przeciwnikiem dopuszczenia Rosjan do startów, a za sprawą także polskich wniosków, sportowcy z tego kraju zostali wykluczeni ze wszystkich międzynarodowych zawodów w ramach tej federacji. Tym razem Polacy znów będą mieli sporo do powiedzenia, bo jednym z uczestników wrześniowego spotkania będzie prezes Polskiego Związku Motorowego, Michał Sikora.
ZOBACZ WIDEO: „Nie będę czegoś takiego tolerował”. Pawlicki wprost o zachowaniu kibiców Falubazu
W przypadku żużla dopuszczenie Rosjan do startów w mistrzostwach świata może doprowadzić do gigantycznego chaosu prawnego, który może mocno rzutować na bardzo popularną w Polsce PGE Ekstraligę.
Po wybuchu wojny w Ukrainie trzech czołowych rosyjskich zawodników otrzymało bowiem zgodę na starty z polską licencją. Każdy z nich deklarował, że czuje się Polakiem i z naszym krajem wiąże przyszłość. Wszystko to mimo zapewnień prezesa Michała Sikory, że nigdy nie zgodzi się na ich starty w zawodach międzynarodowych pod polską flagą.
– Nie wyobrażam sobie, by na przykład podczas Grand Prix w Toruniu grano Mazurka Dąbrowskiego dla jakiegokolwiek zawodnika z Rosji – jasno deklarował Sikora. Dziś sprawa wydaje się jednak znacznie bardziej skomplikowana.
Ewentualne złagodzenie sankcji wobec Rosjan mogłoby otworzyć byłemu mistrzowi świata Artiomowi Łagucie oraz brązowemu medaliście Emilowi Sajfutdinowowi powrót do Grand Prix w barwach swojej pierwszej ojczyzny. Gdyby tak się stało, to problem miałyby… ich polskie kluby. One bowiem mają już zbudowane kadry na kolejny sezon, a obaj zawodnicy są liczeni do limitu zawodników krajowych. Aby interesy klubów nie ucierpiały, żużlowcy musieliby startować w Grand Prix jako Rosjanie, a w PGE Ekstralidze jako Polacy. Takie rozwiązanie brzmi jednak absurdalnie i mało prawdopodobne, by ktoś się na to zgodził.
– Wydaje mi się, że powrót rosyjskich żużlowców jest nieunikniony i musimy się z tym pogodzić. Sytuacja dwóch największych gwiazd rzeczywiście jest bardzo trudna i sam nie wiem, jak można byłoby to rozwiązać. Nie wydaje mi się, by ich starty jako zawodnicy zagraniczni były teraz prawdopodobne, bo to uderzyłoby w interesy dwóch czołowych klubów, czyli Sparty i Apatora – mówi Krzysztof Cegielski, przewodniczący stowarzyszenia żużlowców „Metanol”.
Niedługo po wybuchu wojny, część rosyjskich zawodników pozowała do zdjęcia z charakterystycznym symbolem „Z”. Ewentualna decyzja FIM mogłaby spowodować, że ci żużlowcy już od kolejnego sezonu będą mogli występować w polskich ligach.
– O to akurat się nie obawiam, bo myślę, że część działaczy zachowa zdrowy rozsądek. Nie mam jednak wątpliwości, że w takiej sytuacji bardzo szybko zatrudnienie znajdzie Grigorij Łaguta, o ile oczywiście jest w dobrej dyspozycji i będzie chciał jeździć – dodaje Cegielski.
Rosjanin nie pojawiał się w Polsce po serii wypowiedzi, które sugerowały, że może popierać decyzje władz Rosji na temat agresji w Ukrainie.
Na razie Michał Sikora nie odpowiedział na nasze pytania, czy zamierza głosować za ewentualnym dopuszczeniem Rosjan do startów w zawodach międzynarodowych. Decyzja ma zostać podjęta na najbliższym zarządzie PZM.