Reprezentacja Norwegii zakwestionowała trafienie Jude’a Bellinghama na 1:1, bo po wybiciu bramkarza futbolówka miała musnąć przewód od kamery zawieszonej nad murawą. Sytuacji nie było dokładnie widać w przekazie telewizyjnym, ale powtórki zdawały się potwierdzać tę wersję zdarzeń.
Zawodnicy i sztab szkoleniowy Norwegii wskazywali sędziemu Clementowi Turpinowi przewód zawieszony nad boiskiem. Bramkarz Orjan Nyland sygnalizował, że wybita przez niego piłka mogła wcześniej zahaczyć o linkę.
ZOBACZ WIDEO: FIFA toruje drogę Argentynie? „To teorie spiskowe”
Mimo to gol Anglii został uznany, co wzbudziło ogromne kontrowersje. W trakcie ćwierćfinału mistrzostw świata doszło więc do niezwykle rzadkiego zdarzenia. Według Marcina Borskiego Turpin popełnił błąd, uznając pierwszego gola Bellinghama (w dogrywce zdobył bramkę na 2:1).
– Ponad boiskiem, ale w jego obrębie, piłka dotknęła obcego ciała. Sędzia powinien przerwać grę i wznowić ją rzutem sędziowskim. To tak jakby ktoś nieuprawniony wbiegł na boisko albo – co się zdarza na boiskach niższych klas rozgrywkowych – czasami wbiegnie na przykład pies. Wtedy po prostu trzeba przerwać grę, bo ingeruje w nią przedmiot, człowiek czy osoba nieuprawniona do przebywania na boisku – wskazał były sędzia międzynarodowy w rozmowie z WP SportoweFakty.
Nawet przy założeniu, że Clement Turpin nie był w stanie tego zauważyć w pierwszym tempie, po fakcie powinien dokładnie przeanalizować całe zajście. Ekspert był zaskoczony zachowaniem arbitra z Francji.
– Jeżeli piłka faktycznie nie tylko otarła się o ten kabel, ale uderzyła i spadła w ten sposób, to sędzia powinien przerwać grę. Sędzia główny mógł tego nie zauważyć, ponieważ koncentruje się na tym, co się dzieje na boisku – mniej więcej patrzy, jaka jest trajektoria lotu piłki, a potem wzrok kieruje na parę zawodników walczących o pozycję, którzy będą skakać do główki. Mamy natomiast do dyspozycji kamery i VAR. Jeżeli tego nie zauważył, powinien obejrzeć tę sytuację. Zresztą ławka Norwegii podobno podnosiła tę kwestię – nadmienił Marcin Borski.
Rafał Szymański, WP SportoweFakty