FIFA zareagowała po ćwierćfinale mistrzostw świata 2026, w którym Anglia wyrównała na 1:1 z Norwegią w doliczonym czasie pierwszej połowy. Spór dotyczył wybicia bramkarza Orjana Nylanda. Norwegowie uznali, że piłka mogła zahaczyć o linę kamery nad boiskiem i przez to szybciej opaść.

Międzynarodowa federacja opublikowała potem wideo z pełnej akcji oraz zapis z systemu Connected Ball. „Czujnik w piłce Connected Ball nie wykazał żadnego skoku wartości podczas lotu, a zatem nie ma dowodów na to, że piłka dotknęła przewodu i zmieniła tor lotu” – napisano w komunikacie, który nie rozwiał jednak wszelkich wątpliwości (więcej TUTAJ).

ZOBACZ WIDEO: Hit MŚ dla Marciniaka? „Na pewno już wie”

Na antenie TVP Sport Mateusz Borek razem z Grzegorzem Mielcarskim komentował ćwierćfinał na żywo z Hard Rock Stadium w Miami. Po ostatnim gwizdku dziennikarz pojawił się też przed kamerą Kanału Sportowego i w ostrych słowach odniósł się do oświadczenia FIFA.

– I teraz tak: Nyland protestuje, Haaland protestuje, Solbakken protestuje, jest nienaturalne zachowanie zawodników, piłka spada nienaturalnie, a oni ci pier**** głupoty o tym, że nie było jakiegoś czujnika w piłce – grzmiał Mateusz Borek.

To nie pierwszy przypadek na tym mundialu, gdy FIFA sięga po odczyt z piłki. W meczu Chorwacji z Portugalią czujniki miały wcześniej wykazać minimalny kontakt, który doprowadził do anulowania gola. Z kolei w nocy z soboty na niedzielę Anglia wygrała z Norwegią 2:1 po dogrywce i awansowała do półfinału.