– Stęskniłem się za Polską i kibicami. Jeśli tylko nowe regulacje wejdą w życie, to będę gotowy, by wrócić do PGE Ekstraligi. Bardzo bym się z tego cieszył – mówi nam jeden z najbardziej widowiskowo jeżdżących żużlowców świata, Grigorij Łaguta.
Jego przypadek jest jednak szczególny, bo tuż po wybuchu wojny zawodnik przyczynił się do zaostrzenia polityki PZM wobec Rosjan. Łaguta nie dość, że nie potępił wojny, to w wywiadach bagatelizował sytuację. – Więcej prawdy niż w Unii Europejskiej pokazują w rosyjskiej telewizji. Szkoda, że w telewizji nie mówili i nie pokazywali tego, co działo się w 2014 roku – jak w Donbasie gromili, strzelali i zabijali niewinnych Rosjan – mówił tuż po wybuchu wojny. Zawodnik był razem z resztą drużyny na zgrupowaniu, gdy pytaliśmy go, co zapamięta z tamtych chwil, które mocno przeżyła reszta zawodników, wspominał… smak mandarynek zrywanych z drzewa.
ZOBACZ WIDEO: Pedersen spotka się z Wardem. Za wszystkim stoi Polak
To wszystko sprawiło, że Rosjanin przestał być mile widziany w Polsce. Jego poglądy miały być tak radykalne, że jeszcze przed zawieszeniem Rosjan ze współpracy z nim wycofał się ceniony polski mechanik, Dariusz Sajdak. Jak sam wspominał, nie był w stanie wysłuchiwać takich poglądów.
Teraz sytuacja się zmienia i możliwe, że już od września Łaguta będzie mógł wrócić do regularnych występów w Polsce, gdzie spędził w sumie 15 sezonów.
– Jestem w bardzo dobrej formie i w ogóle nie obawiam się o swoją dyspozycję. Większe powody do obaw mogą mieć moi rywale. Sprzęt mam, a jedyne o co musiałbym zadbać to zatrudnienie mechanika. Nie będzie z tym jednak żadnych problemów. Wiadomo, że jeśli miałbym wracać, to najbardziej interesuje mnie kontrakt w PGE Ekstralidze – dodaje zawodnik.
Bez względu na ostateczne rozstrzygnięcia władz FIM, Rosjanin w przyszłym roku i tak regularnie będzie pojawiał się w Polsce na meczach żużlowych. Wszystko za sprawą jego 15-letniego syna Grega, który już w przyszłym roku będzie startował w barwach Lokomotivu Daugavpils w Krajowej Lidze Żużlowej.
– Mamy już dogadany dwuletni kontrakt. Dbam o karierę syna i uważam, że bez względu na wszystko, przygodę ze sportem powinien rozpocząć blisko domu. Jeśli jego kariera będzie się rozwijała, to pomylimy o innym miejscu. Czy chciałbym startować z synem? Oczywiście! Zobaczymy jednak jak potoczą się nasze losy. Na razie nikt się do mnie nie odzywał, a ja przeoczyłem informację o możliwości odwieszenia – przyznaje Łaguta.
Zapytaliśmy go także o to, czy z perspektywy czasu żałuje tego, że nie zdecydował się potępić rosyjskiej inwazji na Ukrainę i czy dziś zmienił nieco pogląd na całą sprawę.
– Nie będę gadał o polityce. Jestem żużlowcem i chcę rozmawiać tylko na temat sportu. Jeśli chcesz rozmawiać o polityce, to rozmawiaj sobie sam. Ja nic na ten temat nie powiem – odparł Rosjanin.
Problemem dla ewentualnego chętnego do jego zatrudnienia może być sprzeciw kibiców. Łaguta przez lata był ulubieńcem fanów, ale wojna zmieniła sporo i należy się spodziewać, że zawodnik nie byłby mile widziany na polskich stadionach, a praktycznie wszędzie mógłby być witany gwizdami.
– Kibice zajmują się kibicowaniem i ja nie mam wpływu na to, co robią. Gdybym wrócił to moim celem byłoby zdobywanie punktów dla mojej drużyny. Nic innego nie miałoby znaczenia – przekonuje 42-latek.
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że żużlowiec ma obecnie większe szanse na powrót do Grand Prix już od sezonu 2027 niż dwaj najlepsi rosyjscy żużlowcy, czyli Artiom Łaguta i Emil Sajfutdinow. Obaj zdecydowali się bowiem na starty z polską licencją, a PZM blokuje ich udział w Grand Prix. Powrót do startów w rosyjskich barwach byłby z kolei bardzo problematyczny dla ich ekstraligowych klubów, bo te nie spełniałyby kryteriów dotyczących limitu zawodników krajowych w składzie.
Powrót Rosjan wydaje się jednak kwestią czasu, bo bardzo mocno w lobbing zaangażowały się władze Grand Prix, które liczą, że dzięki temu mistrzostwa świata staną się jeszcze bardziej emocjonujące. – Chciałbym, aby Rosjanie wrócili do Speedway Grand Prix i powtarzam to od początku – mówił Richard Coleman, promotor cyklu. – Kwestia dopuszczenia Rosjan do rozgrywek będzie omawiana na wrześniowym spotkaniu zarządu federacji – przekazał nam Jorge Viegas, prezydent FIM. Swojego stanowiska w tej sprawie nie mają jeszcze władze PZM.
Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty