Propozycja resortu zdrowia budzi sprzeciw

W debacie o wynagrodzeniach pracowników ochrony zdrowia coraz mocniej wybrzmiewają głosy krytyczne wobec pomysłu ustawienia jednej granicznej kwoty za godzinę pracy lekarza. Dr hab. Radosław Tymiński, adwokat i autor bloga prawalekarzy.pl, przekonuje, że rdzeniem problemu nie są zarobki większości medyków, lecz brak mechanizmów nadzoru nad kontraktami zawieranymi w placówkach publicznych. Jego zdaniem odpowiedzią nie powinien być odgórny limit, tylko realna kontrola tego, co dzieje się w szpitalach.

— Tutaj nie chodzi bowiem o to, że większość lekarzy zarabia za dużo — większość lekarzy nie zarabia w publicznej ochronie zdrowia setek tysięcy miesięcznie. Problemem jest to, że istnieją publiczne podmioty lecznicze, które przez lata zawierały z niektórymi podmiotami czy lekarzami umowy, które były nieadekwatne do stawek rynkowych. Jakiś dyrektor zawierał umowę, dzięki której lekarz czy spółka zarabiali krocie, i nikt tego przez lata nie kontrolował, nie weryfikował, nie nadzorował. Gdyby nie media, to trwałoby to nadal. Problem leży w braku kontroli, a nie w braku maksymalnej stawki godzinowej — powiedział prawnik w rozmowie dla Prawo.pl.

Siatki płac wzorem Norwegii i Anglii

Jako alternatywę Tymiński proponuje wprowadzenie widełek płacowych powiązanych ze specjalizacją oraz stopniem referencyjności ośrodka, w którym pracuje dany lekarz. Ekspert zaznacza, że każde odstępstwo od tak ustalonego zakresu powinno podlegać weryfikacji. Jako punkt odniesienia wskazuje rozwiązania stosowane w Norwegii i Anglii, gdzie wynagrodzenia lekarzy porządkują właśnie takie siatki.

W brytyjskim National Health Service typowy wymiar tygodnia pracy to zazwyczaj 40 godz. O finalnej wysokości pensji decyduje kilka parametrów — doświadczenie mierzone latami, pełniona funkcja, staż oraz miejsce zatrudnienia. Lekarze rozliczani są według odrębnej siatki niż pozostały personel medyczny, a same stawki podlegają cyklicznej waloryzacji. Wyższą gratyfikację można uzyskać za nadprogramowe dyżury, pracę nocną oraz weekendową. Dodatkowo funkcjonuje tzw. dodatek londyński, który przysługuje osobom zatrudnionym w Londynie oraz jego bezpośrednich okolicach, m.in. w Dorking czy Wickford.

Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj: Lekarze zarobią do ustalonego limitu. „Hejt spada na całe środowisko lekarskie”

Odmienną drogę wskazuje reumatolog Bartosz Fiałek, który na portalu LinkedIn przedstawił autorską koncepcję rozliczania pracy medyków. Zamiast jednolitej stawki godzinowej sugeruje połączenie trzech elementów: podstawy, zapłaty za faktycznie wykonaną pracę oraz komponentu jakościowego.

— Zamiast jednej stawki godzinowej proponuję model hybrydowy: część stała, zapłata za rzeczywiście wykonaną pracę i komponent jakościowy. Inaczej należy wyceniać planową pracę w poradni, inaczej nocny dyżur, pracę w święto, deficytową specjalizację czy procedurę wysokiego ryzyka. Publiczne pieniądze nie są nieograniczone. Ale medycyny nie można wyceniać jedną komórką w Excelu. Powtórzę: kominy płacowe — nie; praca po 300 godzin miesięcznie — nie; lekarski tachograf — tak; zapłata za realną pracę, kompetencje i jakość — tak; jeden arbitralny limit dla wszystkich — nie — napisał lekarz.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jak analizuje serwis prawo.pl, Fiałek dopuszcza także zastosowanie w wybranych obszarach modelu fee-for-service. Zastrzega jednak, że taki system musi obejmować zróżnicowane stawki uzależnione od złożoności świadczenia, limit liczby pacjentów lub zabiegów w danym czasie, kontrolę jakości i bezpieczeństwa, a także wynagrodzenie za samą dostępność tam, gdzie jest ona niezbędna. Podkreślił, że nie chodzi o dopłaty ze strony pacjentów ani o pracę na akord czy tzw. fabrykę wizyt.

Propozycja RVU od Polskiej Federacji Szpitali

Do dyskusji włączyła się także Polska Federacja Szpitali, która postuluje wdrożenie modelu Relative Value Unit. To sposób wyceny pracy lekarza uwzględniający stopień złożoności, natężenie i nakład czasu oraz trudność konkretnej procedury. Podczas ostatniego posiedzenia zarządu organizacja wypracowała pakiet rozwiązań obejmujący m.in. tabelę maksymalnych wynagrodzeń dla zawodów medycznych, opartą na grupach z tzw. ustawy podwyżkowej, oraz powiązanie dynamiki wzrostu najniższych pensji ze wskaźnikiem inflacji.

Federacja proponuje również przyjrzeć się placówkom, w których wynagrodzenia pochłaniają ponad 70 proc. budżetu, a także przeanalizować pracę 1 proc. lekarzy osiągających najwyższe zarobki w skali kraju.

To może cię zainteresować: Rezydenci krytykują zmiany w ustawie o lekarzach. „To pogorszy dostęp do specjalisty”

Jak czytamy na prawo.pl, Tymiński zwraca uwagę, że jakiekolwiek regulacje nie zadziałają bez narzędzi do kontroli rzeczywistego czasu pracy medyków. Jego zdaniem konieczne jest wyposażenie Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) w możliwość sprawdzania grafików obejmujących nie tylko podmioty publiczne, lecz także prywatne gabinety.

— NFZ powinien mieć możliwość weryfikowania rzeczywistych grafików pracy. Problem w tym, że NFZ powinien mieć informację o miejscach pracy nie tylko w ramach NFZ, lecz także tych prywatnych, zdarza się bowiem tak, że ze względów kadrowych lekarz jest wykazywany np. w szpitalu na NFZ, a pracuje u siebie w prywatnym gabinecie. Wtedy NFZ może tego nie wychwycić. Bez weryfikacji miejsca udzielania świadczeń w czasie rzeczywistym problem nadal będzie — stwierdził prawnik.

Premier Donald Tusk zapowiedział, że pierwszych efektów reform oczekuje już pod koniec września. Realizacja tego harmonogramu może być trudna, biorąc pod uwagę sierpniową przerwę w posiedzeniach Sejmu oraz czas potrzebny na przeprowadzenie całego procesu legislacyjnego.

Treści z serwisu Medonet mają na celu polepszenie, a nie zastąpienie, kontaktu pomiędzy Użytkownikiem a jego lekarzem. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Przed zastosowaniem się do porad z zakresu wiedzy specjalistycznej, w szczególności medycznych, zawartych w Serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.