Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPOWiadomość o wycofaniu OnePlusa z Europy trudno przyjąć obojętnie. Nawet jeśli marka od dawna już nie obiecywała „zabijać flagowce”, to i tak przez lata zajmowała na rynku szczególne miejsce. OnePlus potrafił łączyć bardzo wysoką wydajność, szybki, lekki system, odważne rozwiązania i ceny raczej niższe od tych, których żądali najwięksi konkurenci. Rzecz jasna z czasem urósł, poszerzył ofertę, coraz mocniej związał się z OPPO i sam zaczął produkować pełnoprawne urządzenia premium, jednak mimo wszystko trudno uwierzyć, że teraz ten rozdział dobiega końca. To chyba dobry moment, by przypomnieć, skąd w ogóle wzięła się ta marka, które modele zbudowały jej pozycję i dlaczego ogromna sympatia ze strony fanów i zwykłych obserwatorów rynku nie wystarczyła, by zapewnić jej przetrwanie.

Autor: Piotr Piwowarczyk

OnePlus powstał w Shenzhen pod koniec 2013 roku. Jego założycielami byli Pete Lau, wcześniej wiceprezes OPPO, oraz dobrze znam znany po dziś dzień Carl Pei, który miał wówczas zaledwie 24 lata. Lau wniósł do nowej firmy doświadczenie w projektowaniu elektroniki, produkcji i organizowaniu łańcucha dostaw. Pei stał się natomiast główną twarzą OnePlusa poza Chinami, tzn. występował na premierach, rozmawiał z mediami i pomagał budować społeczność skupioną wokół marki. Podział za kulisami nie był oczywiście tak prosty, ale różnica ich doświadczeń i temperamentów działała na korzyść firmy. OnePlus od samego początku miał zaplecze niezbędne do produkowania sprzętu, a jednocześnie komunikował się jak niewielki start-up próbujący rzucić wyzwanie Samsungowi, HTC, LG czy Sony. Oczywiście nie jest tajemnicą, że związki z OPPO istniały od początku – w końcu na jakimś fundamencie musiało powstać to przedsięwzięcie – ale przez wiele lat były one znacznie mniej eksponowane niż niezależność nowej marki. 

Niby człowiek podejrzewał, że to nastąpi, a jednak się łudził… To chyba dobry moment, by przypomnieć, skąd w ogóle wzięła się marka OnePlus, które modele zbudowały jej pozycję i dlaczego ogromna sympatia ze strony fanów i zwykłych obserwatorów rynku nie wystarczyła, by zapewnić jej przetrwanie.

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [1]

To już koniec OnePlusa w Europie. Firma zapewnia wsparcie i zapowiada opcjonalne przejście na ColorOS

Pierwszy smartfon marki, OnePlus One został przedstawiony w kwietniu 2014 roku i natychmiast zwrócił uwagę stosunkiem ceny do wyposażenia. Wersja z 16 GB pamięci kosztowała 299 dolarów, a model 64 GB – 349 dolarów, czyli mniej więcej połowę tego, czego żądano wówczas za część flagowych smartfonów. Telefon miał Snapdragona 801, 3 GB RAM-u, ekran o przekątnej 5,5 cala, baterię 3100 mAh oraz system Cyanogen OS, bazujący na rozwiązaniach popularnych wśród użytkowników zmodyfikowanego Androida. Nie był jednak dostępny w zwykłej sprzedaży. Aby go kupić, trzeba było zdobyć zaproszenie rozdawane przez firmę, media albo wcześniejszych nabywców. System ten frustrował zainteresowanych, ale pozwalał OnePlusowi kontrolować produkcję i ograniczać ryzyko pozostania z niesprzedanym towarem. Jednocześnie wzmacniał zainteresowanie. Kod pozwalający na zakup telefonu stał się poszukiwanym dobrem, a użytkownicy sami napędzali promocję urządzenia na forach i w mediach społecznościowych. A że sam smartfon okazał się naprawdę udany i interesujący, cała marka szybko zaczęła zwracać na siebie dużą uwagę.

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [2]Pete Lau

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [3]Carl Pei

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [4]OnePlus One

OnePlus One ciągle jest używany przez 300 użytkowników na całym świecie. Jak ten wynik prezentuje się na tle innych ex-flagowców?

Kolejne lata nie były jednak usłane różami. OnePlus 2 miał trudne zadanie po sukcesie debiutanta, a firma zaliczała różne konflikty prawne (utrata praw do Cyanogen), momentami bardzo niedojrzałą obsługę klientów i kłopoty z dostępnością urządzeń. Dopiero OnePlus 3 z 2016 roku, a następnie wypuszczony kilka miesięcy później OnePlus 3T pokazały, że producent faktycznie potrafi dostarczyć dopracowany telefon na większą skalę. Model 3T – uznawany po dziś za jeden z najlepszych smartfonów tej marki – wyróżniał się aluminiową obudową, ekranem Optic AMOLED, Snapdragonem 821, aż 6 GB RAM-u i do 128 GB szybkiej wówczas pamięci UFS 2.0. Ważnym elementem było ładowanie Dash Charge o mocy 20 W, które zachowywało wysoką prędkość nawet podczas korzystania z telefonu. Aparat co prawda nie dorównywał najlepszym modelom Samsunga czy Apple, brakowało też bezprzewodowego ładowania i pełnej odporności na wodę, ale różnica w cenie i tak pozostawała wyraźna. OnePlus 3 i 3T były szybkie, dobrze wykonane i pozbawione wad, które dyskwalifikowałyby je w codziennym użytkowaniu. To właśnie te modele najlepiej uzasadniały określenie „zabójca flagowców”.

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [5]OnePlus 3T, czyli model, który najlepiej oddawał charakter marki

Jaki telefon kupić? Polecane smartfony na lipiec i sierpień 2026. Urządzenia na każdą kieszeń, w każdej półce cenowej

Mimo dużego sukcesu „trójek”, za najbardziej udanego smartfona w historii firmy uznaje się dziś OnePlusa 7 Pro z 2019 roku. Producent zastosował w nim 6,67-calowy ekran AMOLED o rozdzielczości QHD+ i częstotliwości odświeżania 90 Hz. Dzisiaj płynniejsze wyświetlacze są standardem nawet w znacznie tańszych telefonach, ale wówczas większość popularnych flagowców nadal pracowała w 60 Hz. Co ciekawe, przedni aparat umieszczono w wysuwanym mechanizmie, dlatego ekran nie miał ani wcięcia, ani otworu. Nawet dziś front tego urządzenia wygląda wręcz futurystycznie. Z tyłu znalazły się natomiast trzy aparaty: główny o rozdzielczości 48 MP, szerokokątny oraz teleobiektyw z trzykrotnym zoomem, a więc również w zakresie fotografii marka goniła konkurencję, ale cóż, każdy kij ma dwa końce. W przeciwieństwie do poprzedników, OnePlus 7 Pro nie był przystępną, tanią alternatywą dla flagowców bardziej znanych producentów. OnePlus właściwie sam stał się wtedy pełnoprawnym producentem flagowców, ocenianym już pod względem aparatów, serwisu, długości wsparcia i jakości wykonania na równi z największymi markami. 

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [6]OnePlus 7 Pro – ten front nawet dziś robi spore wrażenie

TOP 10 najlepszych smartfonów w historii. Zobacz listę modeli, które przetrwały próbę czasu i obrosły zasłużoną legendą

Na szczęście marka nie zapomniała o bardziej oszczędnych klientach. Choć pierwsza próba stworzenia atrakcyjnego średniaka miała miejsce już w 2015 roku (mowa o OnePlusie X, który jednak okazał się ślepą uliczką), w 2020 roku uruchomiono nową linię Nord, która dobrze kojarzy się nawet dziś. Obok podstawowego Norda z czasem z czasem zaczęto oferować modele z dopiskiem CE, N oraz kolejne warianty przeznaczone dla różnych regionów. Równolegle w głównej rodzinie pojawiały się wersje Pro, R i T. OnePlus, który przez długi czas oferował w zasadzie dwa modele rocznie, zaczął przypominać już producentów z rozbudowanymi i niestety nie zawsze czytelnymi katalogami. Symboliczne jest zatem, że jeszcze w tym samym roku z firmy odszedł Carl Pei. Założył następnie londyńskie Nothing, którym kieruje do dziś i korzystając przy tym z metod przypominających początki OnePlusa. W końcu Nothing również opiera się na charakterystycznym wzornictwie, internetowej sprzedaży i bezpośredniej komunikacji z entuzjastami. Pei ponownie buduje więc markę postrzeganą jako alternatywa dla dużych, przewidywalnych koncernów.

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [7]OnePlus Nord nie był pierwszym średniakiem OnePlusa, ale okazał się na tyle udany, że dał początek całej serii urządzeń

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [8]Carl Pei po odejściu od OnePlusa odpowiada za Nothing. Powyżej zdjęcie z premiery flagowego Phone’a (3) w Londynie

OnePlus będzie korzystał z działu badawczo-rozwojowego OPPO. Niezależność firmy nie jest już tak oczywista

Chwilę później związki OnePlusa z OPPO stawały się coraz bardziej widoczne. W 2021 roku firmy pogłębiły integrację zespołów badawczo-rozwojowych, a OxygenOS i ColorOS zaczęły korzystać ze wspólnej podstawy technicznej. Dla części klientów był to już sygnał, że OnePlus traci samodzielność, co szczególnie mocno dało się odczuć przy serii „10” wydanej w 2022 roku. OnePlus 10 Pro miał świetny ekran, wysoką wydajność i szybkie ładowanie, ale nie wyróżniał się już tak jak wcześniejsze flagowce marki, a jego wzornictwo i oprogramowanie coraz bardziej przypominały produkty OPPO. Jeszcze więcej kontrowersji wzbudził wydany nieco później OnePlus 10T, którego pozbawiono ładowania bezprzewodowego, teleobiektywu, współpracy z Hasselbladem oraz charakterystycznego Alert Slidera. Firma tłumaczyła usunięcie przełącznika koniecznością wygospodarowania miejsca na większy układ chłodzenia, anteny i system szybkiego ładowania, ale dla fanów był to symbol rezygnowania z elementów odróżniających OnePlusa od konkurencji. Alert Slider szczęśliwie powrócił w kolejnych modelach, jednak jasne było, że kryzys wizerunkowy już się rozpoczął. Podobnie było zresztą z OxygenOS, który przez lata ceniono za szybkość, prostotę i niewielką liczbę zbędnych aplikacji, jednak z czasem coraz bardziej zbliżał się do ColorOS. 

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [9]OnePlus 10T, czyli jedyny flagowiec marki bez Alert Slidera. Na szczęście charakterystyczny przełącznik powrócił w kolejnych modelach

OnePlus 10T kryje przed nami coraz mniej tajemnic. Smartfon zaskakuje m.in. brakiem alert slidera oraz brandingu Hasselblad

W międzyczasie OnePlus rozbudował ofertę daleko poza smartfony. Seria Buds zapewniła mu stałe miejsce na rynku słuchawek bezprzewodowych, z kolei tablety Pad miały być alternatywą dla urządzeń Samsunga i Xiaomi. Firma weszła również na rynek zegarków. Pierwszy OnePlus Watch korzystał z własnego, ograniczonego systemu i koncentrował się przede wszystkim na długim czasie pracy. Kolejne generacje przeszły na Wear OS i układ dwóch procesorów, pozwalający łączyć pełne aplikacje Google’a z kilkudniowym działaniem na baterii. Najciekawszym produktem spoza klasycznej linii smartfonów pozostaje jednak składany OnePlus Open ze Snapdragonem 8 Gen 2, 16 GB RAM-u i pamięcią UFS 4.0. Był cienki, dobrze wyważony i wyróżniał się funkcją Open Canvas, ułatwiającą pracę z kilkoma aplikacjami. Szkoda tylko, że na tym się skończyło…

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [10]Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [11]OnePlus Open, czyli jedyny „składak” w ofercie marki

OnePlus Open 2 jednak nie doczeka się premiery. Na ten moment marka woli trzymać się z dala od rynku składanych smartfonów

Ostatnie generacje flagowców nie wskazywały, że firma ma problemy z samymi produktami. Mimo kilku wizerunkowych zgrzytów i świadomości, że ten „prawdziwy” OnePlus przeszedł już do historii, OnePlus 11 i 12 ponownie mocno akcentowały wydajność, a także duże baterie i szybkie ładowanie. W międzyczasie ciągle rosła popularność Nordów i generalnie nic nie wskazywało na jakieś problemy ze spełnianiem oczekiwań. Ba, zeszłoroczny OnePlus 13 okazał się jednym z najbardziej kompletnych telefonów w historii marki. Otrzymał Snapdragona 8 Elite, bardzo dobry ekran LTPO, baterię krzemowo-węglową o pojemności 6000 mAh, ładowanie przewodowe 100 W i bezprzewodowe 50 W. Obudowa spełniała normy IP68 i IP69, czego długo brakowało wcześniejszym OnePlusom. Co więcej, producent znacząco poprawił też aparaty, oferując trzy porządne moduły 50 MP, nadal korzystając ze współpracy z Hasselbladem. 

Katalog OnePlusa jest dziś wyjątkowo szeroki, a jej najważniejsze telefony regularnie trafiają do naszych zestawień polecanych modeli. I właśnie to jest w tej dzisiejszej decyzji najbardziej wymowne. Marka znika z Europy nie w chwili technologicznej słabości, lecz wtedy, gdy jej urządzenia są prawdopodobnie najbardziej dopracowane w całej jej historii.

Pożegnanie z OnePlusem. Przypominamy historię marki, która zaczynała jako zabójca flagowców, a skończyła jako część OPPO [12]Ostatnimi czasy już na pierwszy rzut oka było widać, że OPPO i OnePlus powoli stają się jednością. Dzisiejszy komunikat – choć smuci – w sumie nie może dziwić

Test OPPO Find X9 vs OnePlus 15. Porównujemy najnowsze flagowe smartfony z pojemnymi bateriami

Również tegoroczny OnePlus 15 zebrał bardzo wysokie noty, choć pod względem fotograficznym nie zachwyca aż tak jak poprzednik. Obok głównego flagowca marka nadal oferuje zresztą nie mniej interesującego OnePlusa 15R, Nordy, tablety Pad, zegarki Watch oraz słuchawki Buds. W chwili ogłoszenia wycofania się z Europy katalog firmy jest więc wyjątkowo szeroki, a jej najważniejsze telefony regularnie trafiają do naszych zestawień polecanych modeli. I właśnie to jest w tej dzisiejszej decyzji najbardziej wymowne. OnePlus nie opuszcza naszego rynku dlatego, że zapomniał, jak projektuje się dobre urządzenia. Problemem jest jednak coraz słabsze uzasadnienie dla istnienia osobnej marki, która korzysta z zaplecza OPPO, oferuje podobne rozwiązania i częściowo rywalizuje o tych samych klientów. Oficjalnie chodzi o koncentrację zasobów, ale w praktyce jest to także porządkowanie portfolio całej grupy. OPPO pozostaje w Europie, ma własną sieć sprzedaży, marketing i rozpoznawalność, dlatego utrzymywanie obok niego drugiego, coraz mniej odrębnego szyldu przestało się zapewne opłacać. To również dowód, że na dojrzałym rynku nie wystarczy już stworzyć szybkiego telefonu z dużą baterią i atrakcyjną ceną. Największy paradoks tej historii polega więc na tym, że marka znika z Europy nie w chwili technologicznej słabości, lecz wtedy, gdy jej urządzenia są prawdopodobnie najbardziej dopracowane w całej jej historii.