Fundacja ClientEarth złożyła skargi do Komisji Europejskiej na Polskę i Węgry. Zarzuca dwóm krajom utrzymywanie barier dla rozwoju społeczności energetycznych. Według organizacji chaos prawny i niejasne procedury odbierają obywatelom szansę na realne oszczędności.


ClientEarth zarzuca obu państwom, że nie usunęły barier utrudniających obywatelom korzystanie z taniej, lokalnie wytwarzanej energii odnawialnej.
Fundacja wskazuje, że społeczności korzystające z połączenia energii słonecznej i wiatrowej mogą oszczędzić nawet 4 tys. zł rocznie.
Zgodnie z dyrektywą RED II kraje członkowskie UE były zobowiązane do stworzenia warunków umożliwiających uczestnictwo w społecznościach energetycznych do 30 czerwca 2021 r.

Gminy, mieszkańcy i małe firmy mogłyby płacić znacznie mniej za energię dzięki lokalnym społecznościom energetycznym, jednak w Polsce i na Węgrzech rozwój tego modelu wciąż napotyka poważne bariery prawne i organizacyjne – wskazuje Fundacja ClientEarth, która złożyła skargi w tej sprawie do Komisji Europejskiej. Zdaniem prawników obecne przepisy są niespójne, niejasne i trudne w stosowaniu, co skutecznie zniechęca do tworzenia oddolnych inicjatyw energetycznych.

Społeczności energetyczne to formy współpracy mieszkańców, samorządów i lokalnych instytucji, które wspólnie produkują i zużywają energię odnawialną – na przykład z paneli fotowoltaicznych instalowanych na dachach szkół, urzędów czy budynków mieszkalnych. Energia ta może zasilać gospodarstwa domowe, infrastrukturę publiczną oraz lokalne usługi, a nadwyżki mogą być sprzedawane lub inwestowane w dalszy rozwój. Taki model pozwala lepiej dopasować produkcję energii do lokalnych potrzeb oraz ograniczyć zależność od paliw kopalnych.


Społeczności energetyczne: kto może zyskać na lokalnej energii z OZE?

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że gospodarstwa korzystające z własnej energii słonecznej mogą oszczędzać nawet 2,4 tys. zł rocznie, a w przypadku połączenia energii słonecznej i wiatrowej – nawet do 4 tys. zł. Jednocześnie eksperci podkreślają, że dostęp do tych korzyści nie powinien być ograniczony wyłącznie do osób posiadających własne domy i środki na inwestycje.


Tania energia nie może być luksusem dla tych, którzy mają własny dach i pieniądze na instalację. Do społeczności energetycznych powinny móc dołączać również osoby mieszkające w blokach, wynajmujące mieszkania oraz takie, których nie stać na samodzielną inwestycję


– mówi Anna Frączyk z ClientEarth.

Przykłady z Polski pokazują, że dobrze funkcjonujące społeczności mogą przynosić bardzo konkretne efekty finansowe. Tomasz Adamiec, wójt gminy Policzna, wskazuje, że dzięki spółdzielni energetycznej udało się znacząco ograniczyć koszty funkcjonowania gminy.


Mamy spółdzielnię energetyczną, dzięki czemu nie płacimy za prąd na hydroforni. Co za tym idzie, nie podnoszę cen wody, nie podnoszę cen ścieków. Świecimy w nocy – nie płacimy za to, a mamy widno. Rachunki pospadały diametralnie, w samym budynku urzędu gminy o prawie 90 proc. Te pieniądze za chwilę będę mógł wykorzystać na inne formy poprawy życia mieszkańców. Energia, którą oszczędzamy, pozwala nam dalej rozwijać nasze małe ojczyzny


– mówi Tomasz Adamiec.


Wizja założenia spółdzielni energetycznej może stać się pułapką. Trzy sygnały ostrzegawcze


Chaos prawny i procedury blokują rozwój społeczności energetycznych w Polsce

Mimo takich przykładów rozwój społeczności energetycznych w Polsce pozostaje ograniczony. ClientEarth wskazuje na chaos regulacyjny – przepisy często się zmieniają, są niejednoznaczne i obejmują kilka nakładających się modeli działania. Do tego dochodzą skomplikowane procedury administracyjne, brak przejrzystych informacji, problemy z przyłączaniem do sieci oraz ograniczony dostęp do finansowania.

Zdaniem organizacji brakuje również rozwiązań wspierających osoby o niższych dochodach oraz mechanizmów, które zabezpieczałyby obywatelski charakter takich inicjatyw. W efekcie formalne wprowadzenie przepisów nie przełożyło się na realny rozwój tego sektora.

Wójt gminy Policzna podkreśla, że największym wyzwaniem są właśnie zawiłości prawne.


Przy zakładaniu spółdzielni odbijaliśmy się od różnych instytucji. Zresztą nadal współpracujemy z zewnętrznymi firmami na zasadzie outsourcingu. To był rozwleczony w czasie galimatias. Jestem wójtem, znam trochę prawo, a te przepisy mnie przerażają. Uważam osobiście, że każdy człowiek, który zda maturę, powinien nie mieć problemów z odczytaniem zapisów prawa. Tutaj dochodziło do takich absurdów, że jeden mecenas mówił tak, drugi mówił inaczej i musieliśmy szukać kolejnych prawników, którzy mogliby to rozstrzygnąć. To są naprawdę zawiłe procedury, zawiłe zapisy prawne


– ubolewa.

Podobne problemy występują na Węgrzech, gdzie dodatkowo udział w społecznościach energetycznych może prowadzić do utraty dostępu do regulowanych cen energii, co paradoksalnie podnosi rachunki i zniechęca mieszkańców do udziału w takich inicjatywach.


Zmiany w rachunkach za prąd. Spółdzielnie mają zmniejszyć koszty energii


Rozwój lokalnej energetyki zwiększa odporność całego systemu 

ClientEarth podkreśla, że opóźnienia we wdrażaniu efektywnych rozwiązań oznaczają realne straty dla obywateli. W czasie kolejnych kryzysów energetycznych Europa ponosi ogromne koszty importu paliw kopalnych – tylko w pierwszych 60 dniach konfliktu na Bliskim Wschodzie było to dodatkowe 116,8 mld zł.


Pozornie dalekie kryzysy geopolityczne trafiają do nas w formie domowych rachunków. Rządy mają obowiązek chronić nas przed skutkami niestabilnych cen gazu, ropy czy węgla, a nie utrudniać dostęp do rozwiązań, które nas od nich uniezależniają. Pięć lat opóźnień to pięć lat wyższych rachunków i stracona szansa na kumulowanie oszczędności


– mówi Anna Frączyk.

Eksperci wskazują, że rozwój lokalnej energetyki może zwiększyć odporność całego systemu energetycznego, zmniejszyć obciążenie sieci oraz ograniczyć zależność od importu surowców. Obecnie w Europie działa już ponad 8 tys. społeczności energetycznych, a do 2030 r. ich potencjał może wzrosnąć nawet dziesięciokrotnie, zapewniając energię dla nawet 30 mln gospodarstw domowych.

Jednocześnie społeczne poparcie dla transformacji energetycznej jest wysokie – większość Polaków opowiada się za utrzymaniem lub przyspieszeniem rozwoju odnawialnych źródeł energii, nawet kosztem krótkoterminowego wzrostu cen.

Fundacja chce, aby Komisja Europejska sprawdziła, czy Polska i Węgry prawidłowo wdrożyły unijne przepisy dotyczące społeczności energetycznych. Kluczowe jest stworzenie jasnych zasad, stabilnych regulacji oraz realnych zachęt, które umożliwią rozwój lokalnych inicjatyw.


Chodzi o jasne zasady, zachęty, opłacalny model działania i przepisy, które pozwolą mieszkańcom korzystać z energii produkowanej blisko domu


– podsumowuje Anna Frączyk.

Dodajmy, form energetyki obywatelskiej w polskim prawie przewidziano kilka. To prosumenci, klastry energetyczne i spółdzielnie, a także obywatelskie społeczności. Najbardziej popularne są spółdzielnie energetyczne. Jest ich obecnie w Polsce zarejestrowanych około 700, ale wiele z nich jest na początku swojej drogi. Ministerstwo Klimatu i Środowiska planuje, by do 2030 r. w Polsce funkcjonowało i produkowało energię tysiąc spółdzielni energetycznych.

Formą energetyki obywatelskiej, która w Polsce praktycznie się nie przyjęła, są obywatelskie społeczności energetyczne – miały one w założeniach produkować prąd w miastach. Zarejestrowano ich zaledwie cztery, a z czego aż trzy planują się zająć wyłącznie poprawą efektywności energetycznej. Pisaliśmy o tym tutaj.


Miały dać mieszkańcom narzędzia do wytwarzania energii. OSE przegrywają przez net-billing

Materiał chroniony prawem autorskim – zasady przedruków określa regulamin.