Orlen niestety znów podnosi ceny paliwa. Skąd bierze się dodatkowe 10 groszy różnicy na litrze?

Jeżeli podczas ostatniej wizyty na stacji benzynowej przecieraliście oczy ze zdumienia, to niestety nie jesteście sami. Orlen w połowie lipca mocno podniósł hurtowe ceny diesla oraz benzyny, co natychmiast wywołało falę komentarzy w sieci.

Z oficjalnych tabel hurtowych wynika, że w zaledwie kilka dni Ekodiesel podrożał o ponad 400 złotych za metr sześcienny, natomiast popularna benzyna 95 o ponad 250 złotych. Dla nas, kierowców, oznacza to szybki skok cen na pylonach o kilkanaście groszy na litrze.

Co dokładnie zmieniło się w cenniku Orlenu?

Aby dobrze zrozumieć sytuację, musimy najpierw spojrzeć na twarde dane z rynku hurtowego. To właśnie tam zaczyna się każda zmiana, którą później odczuwamy we własnej kieszeni podczas tankowania.

W ciągu niespełna tygodnia hurtowe stawki paliw wystrzeliły w górę w bardzo dynamicznym tempie. Spójrzmy, jak rosły ceny oleju napędowego Ekodiesel za metr sześcienny:

10 lipca: 5 768 zł11 lipca: 5 825 zł14 lipca: 5 912 zł15 lipca: 6 067 zł16 lipca: 6 211 zł

W zaledwie sześć dni cena diesla w hurcie wzrosła o 443 złote na metrze sześciennym, czyli w przeliczeniu o ponad 44 grosze na litrze.

W przypadku benzyny bezołowiowej Eurosuper 95 sytuacja wygląda podobnie, choć skok był nieco łagodniejszy:

11 lipca: 5 484 zł14 lipca: 5 500 zł15 lipca: 5 641 zł16 lipca: 5 737 zł

Tutaj zanotowaliśmy wzrost o 253 złote na metrze sześciennym, co daje około 25 groszy więcej na każdym litrze paliwa.

Jak z groszy w hurcie robi się drożyzna przy dystrybutorze?

Zastanawiacie się zapewne, dlaczego podwyżka o 25 czy 44 grosze w hurcie nie przekłada się od razu dokładnie w takiej samej skali na ceny detaliczne. Stacje paliw zazwyczaj posiadają zapasy kupione jeszcze po wcześniejszych, nieco niższych cenach.

Dzięki temu drastyczne skoki hurtowe docierają do nas stopniowo, rozlewając się w czasie.

Kiedy jednak hurt drożeje o kilkanaście groszy na litrze, to właściciele stacji muszą wkalkulować w cenę wyższy podatek VAT oraz swoją własną marżę detaliczną. W efekcie końcowym, przy każdym kolejnym tankowaniu, widzimy na wyświetlaczu dystrybutora kwoty wyższe o 10, 15 czy nawet 20 groszy.

Warto pamiętać, że sam koszt wydobycia i zakupu ropy naftowej to zaledwie część tego, co ostatecznie płacimy na stacji. Struktura ceny każdego litra paliwa jest dość skomplikowana, a lwią jej część stanowią obciążenia podatkowe na rzecz państwa.

W dużym skrócie, na ostateczny koszt jednego litra składa się sporo różnych elementów.

Podatki i opłaty państwowe (stanowią ok. 50% ceny). W tym podatek VAT, akcyza, opłata paliwowa, opłata emisyjna oraz opłata zapasowa. Koszt ropy i jej rafinacji (ok. 44-55% ceny), czyli realna cena baryłki na rynkach światowych oraz koszty jej przetworzenia w rafinerii.

A dalej to już marże i koszty logistyczne (kilka procent), czyli zarobek samej rafinerii, marża stacji benzynowej oraz transport paliwa. Więc nawet minimalny ruch na giełdach paliwowych lub drobna zmiana podatkowa potrafią błyskawicznie zachwiać tą delikatną strukturą.

Dlaczego paliwo drożeje właśnie teraz?

Na obecne podwyżki nałożyło się jednocześnie kilka bardzo niesprzyjających czynników. Po pierwsze, na rynkach światowych obserwujemy wzrosty cen ropy naftowej Brent, co ma bezpośredni związek z napięciami na Bliskim Wschodzie.

Po drugie, osłabił się nasz złoty w stosunku do amerykańskiego dolara, w którym to rozlicza się zakupy surowców.

Dodatkowo, od 1 lipca 2026 roku przestały częściowo obowiązywać dotychczasowe programy osłonowe. Orlen musiał więc dostosować swoje stawki hurtowe do realiów czysto rynkowych. Koncern dba o własną rentowność i po prostu przerzuca rosnące koszty zakupu surowców na rynek.

Kierowcy najczęściej obwiniają polskiego giganta, ponieważ to właśnie on kontroluje lwią część rynku i dyktuje warunki w hurcie. W pamięci wielu osób wciąż żyją przecież głośne dyskusje o tak zwanym cudzie paliwowym z minionych lat, kiedy ceny w kraju były sztucznie utrzymywane na niższym poziomie.

Dzisiaj, gdy paliwa drożeją, to naturalnie pojawiają się podejrzenia o chęć szybkiego odrobienia tamtych strat kosztem naszych portfeli. Choć Orlen musi poruszać się w granicach wyznaczanych przez globalne giełdy i kursy walut, to jako potężny gracz ma realny wpływ na wysokość swoich marż rafineryjnych.

Może te wahania cenowe łagodzić lub wręcz przeciwnie, dodatkowo je potęgować. Wygląda na to, że przed planowanymi letnimi wyjazdami musimy po prostu przygotować się na nieco większe wydatki.