Z New Jersey Mateusz Skwierawski
W finałowym torcie nie dało się pomieścić więcej cukru. Miało być po amerykańsku, wręcz filmowo. I plan realizowano od początku do końca spotkania. Od przemówienia na środku boiska zaczął Tom Cruise.
– Za nami ponad czterdzieści dni zmagać, wiele emocji, mieszanka kultur i w końcu spotkali się najlepsi z najlepszych – jeden z najpopularniejszych aktorów na świecie wygłosił kilka sztampowych haseł z mikrofonem w dłoni, na specjalnie ustawionym podeście jeszcze przed rozpoczęciem meczu.
Gdy przedstawił skład finału, wrzawa podniosła się dopiero, gdy padła nazwa „Argentyna”. To właśnie fani tej reprezentacji wypełnili większość sektorów na stadionie.
„Popisówek” było znacznie więcej. Spotkanie zapowiedział legendarny bokserski konferansjer Michael Buffer wraz ze swoim przyrodnim bratem wypowiadając legendarny zwrot znany kibicom wszystkich dyscyplin na całym świecie: „Let’s get ready to rumble” (przygotujmy się na grzmoty – red).
W międzyczasie nad stadionem MetLife przeleciały odrzutowce, szczególne środki ostrożności wprowadzono z powodu wizyty na trybunach prezydenta USA Donalda Trumpa, który wylądował na terenie obiektu helikopterem, a następnie postukał w złoty puchar sprawdzając, czy jest prawdziwy.
Półgodzinna przerwa
W przerwie zaśpiewała Madonna wjeżdżając na murawę autem z dwoma brazylijskimi legendami na przodzie: Ronaldinho i Ronaldo. Show dali też między innymi Shakira i Justin Bieber. To wszystko działo się na oczach ponad osiemdziesięciu tysięcy widzów, którzy mogli zapomnieć, że przyjechali do New Jersey na mecz piłkarski. Z powodu koncertu przerwa spotkania została bowiem wydłużona o dodatkowe dwanaście minut! (trwała łącznie 27).
To jednak jeszcze nic w porównaniu do miejsc przy samym boisku, tuż za bandami reklamowymi, na wygodnych kanapach, wartych jeden milion dolarów dla chcących poczuć się z jednej strony jak w salonie w domu, a z drugiej: w samym sercu akcji.
Miejsca za milion dolarów
Finał był także skupiskiem VIP-ów z różnych dyscyplin i środowisk. Na trybunach pojawili się pięściarze: Mike Tyson, Ołeksandr Usyk, tenisiści Novak Djoković i Juan Martin del Potro, gwiazdy hiszpańskiej piłki, między innymi Sergio Ramos. Wśród nich elegancki, pod krawatem, kapitan reprezentacji Polski Robert Lewandowski.
Mimo że sędzia Szymon Marciniak nie został wybrany do poprowadzenia finału mundialu, w najważniejszym meczu turnieju nie zabrakło też innych polskich akcentów. Za jedną z bramek powiewała polska flaga z napisem Chojnice.
Tak wyglądała otoczka święta futbolu i meczu pomiędzy Hiszpanią a Argentyną. Więcej działo się dookoła boiska, obserwowaliśmy przepych w pełnej krasie. Zawodnikom mogliśmy tylko współczuć, że biegali po murawie w palącym słońcu, w którym trudno było wytrzymać stojąc raptem kilka minut. Stadion nie miał jednak dachu czy klimatyzacji.
Messi dostał różaniec
Potwierdziło się powiedzenie, że finały się wygrywa, a nie prezentuje w nich efektowną grę. Tak właśnie było. Na boisku wiało nudą, obserwowaliśmy zamknięte spotkanie, obie drużyny nie podejmowały ryzyka. Lamine’a Yamal i Leo Messi szukali miejsca na boisku, ale byli niewidoczni. Przed dogrywką więcej emocji dostarczyła przepychanka w samej końcówce zawodników obu drużyn i późniejsza czerwona kartka Enzo Fernandeza za drugi faul.
Messi otrzymał przed spotkaniem wyjątkowy prezent. Od jednego z dziennikarzy, Juliana Pereza Regio, po meczu z Anglią, dostał pobłogosławiony w Watykanie różaniec. – Dałem mu ten prezent, bo naród jest z niego dumny. Od lat dostarcza nam niezwykłych emocji, chciałem go w ten sposób docenić – mówi nam dziennikarz.
– To u nas normalne, tak doceniamy naszych bohaterów wręczając im upominki. Leo jest naszym bohaterem. Był naprawdę szczęśliwy, gdy wręczyłem mu różaniec. To dalej wrażliwy chłopak. Znamy się od lat, często rozmawiamy, tak po prostu, co słychać, jak się czuje. Myślę, że będzie grał w reprezentacji jeszcze przez rok lub dwa. Najpewniej to jego ostatnie mistrzostwa świata w życiu, następny mundial to chyba za dużo – powiedział nasz rozmówca.
– On i tak zrobił już dla nas wszystko – przekonywał.
Tym razem boskie siły nie pomogły Argentynie, drużyna Lionela Scaloniego nie odwróciła losów meczu tak, jak w każdym poprzednim spotkaniu po wyjściu z grupy. Obrońcy tytułu oszukiwali przeznaczenie kilkukrotnie ogrywając Republikę Zielonego Przylądka, Egipt, Szwajcarię oraz Anglię. Fundowali swoim kibicom fantastyczne emocje, ale tak jak podkreślali i przestrzegali ich dziennikarze: nie był to zespół tak dobry, jak cztery lata wcześniej w Katarze, co potwierdził mecz finałowy z Hiszpanią.
Koncert w przerwie finałowego meczu
Na koniec złoty pierścień
Nie tylko miejsca na kanapach przy samym boisku dostarczą organizatorom fortunę. Murawa, po której biegali zawodnicy dwóch reprezentacji, ma zostać podzielona i sprzedana – za kawałek od 450 dolarów do 3 tysięcy. Wpływ ma przekroczyć 11 mln dolarów.
Mistrzowie świata otrzymali nie tylko złoty puchar, ale żeby było bardziej po amerykańsku – także złote pierścienie z wygrawerowanym napisem: „zwycięzcy”.
Wielkie show zakończyło się jednak małym zgrzytem. Prezydent USA Donald Trump, który wszedł na murawę eskortowany przez kilkudziesięciu ochroniarzy, by wręczyć wygranym Puchar Świata, został wygwizdany.
Mateusz Skwierawski, WP SportoweFakty