Vera Bueller

Masz „genetyczny termostat wagi”Za indywidualną masą ciała stoi mechanizm porównywany przez naukowców do termostatu centralnego ogrzewania. Set-point to zaprogramowana w DNA waga docelowa, której organizm broni poprzez sygnały wysyłane z ciała do mózgu. Szacuje się, że geny odpowiadają za 40-80 proc. różnic w masie ciała między ludźmi, a ilustracją tej tezy są badania nad bliźniętami jednojajowymi wychowanymi w różnych rodzinach — ich waga jest niemal identyczna.

— Tak jak grzejniki uruchamiają się wtedy, gdy trzeba, tak sygnały z naszego ciała skłaniają nas do spożycia odpowiedniej ilości jedzenia — tłumaczy Bernd Schultes, kierownik Centrum Metabolizmu w St. Gallen. Kluczową rolę pełni tu leptyna, hormon informujący mózg o wielkości zapasów tłuszczu. Ekspert zwraca uwagę, że set-point reaguje wyraźnie silniej na spadek wagi niż na jej przyrost.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Ewolucyjne dziedzictwo łowców-zbieraczy

Schultes wskazuje, że korzeni tego mechanizmu należy szukać w historii gatunku ludzkiego. Ci nasi przodkowie, którzy potrafili gromadzić zapasy energetyczne, mieli większe szanse na przetrwanie okresów niedoboru pożywienia. Dziedzictwo tamtych czasów wciąż kształtuje reakcje współczesnego organizmu na deficyt kalorii.

— Jako łowcy-zbieracze ludzie musieli być przygotowani na okresy głodu. Ci, którzy potrafili sprawnie magazynować kalorie, mieli większą szansę na przeżycie. To biologiczne dziedzictwo nosimy w sobie do dziś. Gdy waga spada, organizm włącza alarm. Spowalnia zużycie energii i wysyła sygnał do mózgu: „potrzebuję jedzenia” — wyjaśnia Schultes.

Na wagę docelową wpływają też jednak czynniki zewnętrzne i społeczne — badania obserwacyjne pokazują, że po emigracji z krajów afrykańskich do USA ludzie przeciętnie znacznie przybierają na wadze, a organizm zaczyna następnie bronić nowej masy.

Bezowocna walka z własnym ciałem

Doświadczenie zderzenia z tym mechanizmem opisuje Livia, której imię zostało zmienione. Mimo radykalnej zmiany nawyków żywieniowych, codziennego liczenia kalorii i wielomiesięcznych regularnych ćwiczeń jej waga spadła jedynie z 94 do 91 kg. Początkowo miała poczucie, że dzieje się to niesprawiedliwie i że robi coś źle.

Natascha Potoczna, specjalistka ds. otyłości z gabinetu metabolicznego Zentralschweiz, przyjmuje głównie osoby, które próbowały już wszystkich metod. Jak zaznacza, gdy nadwaga już się pojawi, ciało i psychika bronią jej „na czarną godzinę” — a odchudzanie zamienia się w walkę z własną biologią. Specjalistka dodaje, że u kolejnych pacjentów obserwuje ten sam schemat: waga najpierw się obniża, potem stoi w miejscu, a ostatecznie wraca. Podkreśla przy tym, że nie chodzi wyłącznie o kalorie.

— To wszystko jest o wiele bardziej złożone i zależy od wielu czynników: od ciąży, przez wychowanie, dietę, aktywność fizyczną, stres, sen, sposób radzenia sobie z frustracją i emocjami, aż po indywidualne tempo spalania energii. W zależności od genów każdy z nas reaguje na te wpływy inaczej — mówi Potoczna. Zwraca też uwagę, że predyspozycje do utrzymania określonej wagi można porównać do talentu muzycznego czy plastycznego. Zastrzyki GLP-1 i pułapka efektu jo-joNowe zainteresowanie teorią set-pointu wywołały leki oparte na hormonie jelitowym GLP-1. Substancje czynne w zastrzykach odchudzających odtwarzają jego rolę w organizmie: powodują, że mózg odbiera informację o sytości, a pokarm dłużej pozostaje w żołądku. Schultes zauważa, że mechanizmy te są znane nauce od lat, ale dopiero nowoczesne terapie ponownie skierowały na nie uwagę.

Ekspert z St. Gallen ostrzega jednak przed nadmiernymi oczekiwaniami wobec farmakoterapii. Według aktualnej wiedzy zastrzyki działają wyłącznie w trakcie ich stosowania, a po zakończeniu kuracji waga najczęściej szybko wraca do wcześniejszego poziomu. Schultes prognozuje, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat pojawi się wiele nowych rozwiązań, które staną się bardzo opłacalnym biznesem dla koncernów farmaceutycznych.

Według Potocznej podobny scenariusz towarzyszy większości diet: po początkowym chudnięciu przychodzi stagnacja, a później kilogramy wracają — nierzadko z nawiązką w porównaniu ze stanem sprzed odchudzania. Potoczna przyznaje, że najchętniej zakazałaby wszystkich diet. Schultes dodaje, że kuracje odchudzające nie służą ani ciału, ani psychice, a popularne przekonanie o „kurczeniu się” żołądka jest nieprawdziwe.

Jakość życia zamiast liczby na wadze

Zamiast agresywnych kuracji Potoczna proponuje pracę nad równowagą energetyczną, tak by organizm nie odbierał sygnału do podnoszenia set-pointu. W jej podejściu ważniejsza od samej wagi jest jakość życia pacjenta. Specjalistka podkreśla, że zdrowe odżywianie potrafi wiele zmienić — choć nie gwarantuje osiągnięcia docelowej wagi, to jednak wyraźnie poprawia zdrowie.

Schultes przypomina, że w świetle aktualnego stanu wiedzy naukowej otyłości nie da się wyleczyć. Świadomość istnienia set-pointu bywa dla pacjentów pocieszająca — pozwala im spojrzeć na nadwagę jako na przewlekłą chorobę, porównywalną z nadciśnieniem czy chorobą Parkinsona. Warto też pamiętać, że set-point nie jest niezmienny — ulega przesunięciom pod wpływem etapów życia i zmian hormonalnych.Pogodzenie się z własnym ciałem

Livia po latach prób odchudzania zaakceptowała, że jej organizm nie zmierza w stronę szczupłej sylwetki. Zauważa też, że jedzenie jest dla niej po prostu przyjemnością, a partner mówi, że wygląda przy nim na bardzo szczęśliwą. Woli pozostać anonimowa, by nie stać się celem bodyshamingu.

— Nigdy nie byłam szczupła i nigdy nie będę. Mój organizm tego chce. Kropka — mówi Livia. Dodaje, że partner uważa ją za piękną taką, jaka jest.

Treści z serwisu Medonet mają na celu polepszenie, a nie zastąpienie, kontaktu pomiędzy Użytkownikiem a jego lekarzem. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Przed zastosowaniem się do porad z zakresu wiedzy specjalistycznej, w szczególności medycznych, zawartych w Serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.