Amerykański sen Roberta Lewandowskiego rozpoczął się od zimnego prysznica. Polak zadebiutował w barwach Chicago Fire w wyjazdowym, niezwykle trudnym starciu z Interem Miami (2:3). Choć na murawie zabrakło Leo Messiego, brylował na niej Luis Suarez. Dla Lewandowskiego był to wieczór do zapomnienia: zaledwie jeden zablokowany strzał, brak dynamiki i ostatecznie zmiana w 63. minucie. Jednak to, co wydarzyło się poza uwagą głównych realizatorów transmisji, jest najlepszym dowodem na to, z jakim statusem Polak zameldował się w MLS.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Fani klubu Messiego nie mieli wątpliwości

W mediach społecznościowych błyskawicznie rozeszło się nagranie. Widać na nim, jak po zakończeniu spotkania Robert Lewandowski kieruje się w stronę sektorów zajmowanych przez lokalnych kibiców drużyny Davida Beckhama.

Można było się spodziewać, że fani Interu Miami, rozentuzjazmowani zwycięstwem nad chicagowską ekipą, przywitają schodzącego na tarczy rywala gwizdami lub uszczypliwymi okrzykami. Reakcja była jednak zupełnie inna. Gdy tylko Polak zbliżył się do band reklamowych, kibice w różowo-czarnych barwach już na niego czekali.

Lewandowski został poproszony o autografy. Dostał też wyrazy ogromnego szacunku.

Szansa na sportowe odkucie się i zmazanie plamy z Miami nadejdzie bardzo szybko. Już w najbliższą niedzielę, 26 lipca, Chicago Fire podejmie na własnym stadionie ekipę New York City FC.