Telefoniczna akcja trwa od kilku dni. Jak relacjonuje Magdalena Puziewicz-Karpiak, dyrektorka szpitala, początkowo rozmówcy domagali się, aby placówka nie zatrudniała lekarki. Później pojawiły się inwektywy, próby zastraszania oraz groźby karalne.
– Szpital jest nękany telefonami. Dzwonią często te same osoby po kilka razy. Sądząc po głosie, najczęściej są to starsi mężczyźni – mówi dyrektorka.
Akcja jest napędzana w mediach społecznościowych. Fundacja Życie i Rodzina opublikowała apel: „Zadzwoń do szpitala na Brochowie! Broń dzieci przed Gizelą Jagielską!”. Organizacja określa lekarkę mianem „bezwzględnej aborterki” i przekonuje, że jej zatrudnienie zmieni placówkę w „centrum aborcji w skali Polski”.
Szpital nie potwierdził, że Gizela Jagielska została zatrudniona. Nie podpisano z nią umowy, a konkurs na koordynatora oddziału ginekologiczno-położniczego nie został jeszcze ogłoszony. Placówka poszukuje natomiast lekarzy ginekologów.
Dyrekcja poprosiła policję o wsparcie. – Po dwóch dniach sytuacja jest spokojniejsza. Organizatorzy zapowiedzieli systematyczne protesty, więc spodziewamy się, że ponownie pojawią się przed szpitalem – mówi Magdalena Puziewicz-Karpiak.
Przeciwnicy zatrudnienia Jagielskiej w szpitalu na Brochowie zorganizowali już jeden protest, który odbył się we wtorek, 21 lipca.
Zobacz także:
![]()
Dwa protesty pod szpitalem na Brochowie. Spotkali się przeciwnicy i zwolennicy aborcji. ZDJĘCIA, FILM
]]>