Wyczyn ten jest poważnie zagrożony, chociaż wtedy wydawało się, że gorszej ekipy już nie będzie. Przypomnijmy, że Ostrovia cztery lata temu poniosła komplet porażek i zakończyła rundę zasadniczą z „dorobkiem” -259 małych punktów. To jest właśnie czynnik determinujący miano najgorszej drużyny w dziejach PGE Ekstraligi, bo mało prawdopodobne, aby Włókniarz pokusił się o duże „oczka”.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Częstochowianie mają teoretycznie dwa wyjścia, aby uniknąć niechlubnego miana najgorszych z najgorszych. Pierwsze to uniknięcie kompletu porażek do końca rundy zasadniczej, co wydaje się scenariuszem science-fiction. „Lwy” jadą do Gorzowa i Wrocławia oraz w międzyczasie podejmą Bayersystem GKM Grudziądz. Szanse na powodzenie są bliskie zeru, tym bardziej że kontuzjowany jest Mads Hansen, którego zabraknie w tych spotkaniach.

Zobacz także: Włókniarz już nie będzie szalał. Chore pieniądze na rynku transferowym

Drugim rozwiązaniem, bardziej możliwym, ale też mało prawdopodobnym, jest uniknięcie wysokich porażek. Wspomniany niechlubny rekord Ostrovii wynosi -259 małych punktów. Włókniarz w tej chwili może „pochwalić się” -238 małymi „oczkami”, co oznacza, że już 9 sierpnia w Gorzowie może dojść do pobicia rekordu. Do tego potrzebne jest zwycięstwo Gezet Stali 56:34 lub wyższe.

Co ciekawe, w 2014 roku Wybrzeże Gdańsk zajęło ostatnie miejsce w tabeli z bilansem -377 małych punktów! W ostatniej kolejce rundy zasadniczej ekipa z Trójmiasta potrafiła przegrać w Toruniu aż 16:74! Sęk w tym, że wcześniej udało się jej sensacyjnie pokonać „Anioły” 46:44 oraz dołożyć zwycięstwo z Betard Spartą Wrocław 45:44. Pod względem wysokich porażek i małych punktów fatalnie wypadł też inny outsider — Unia Tarnów w 2008 roku (-280), ale „Jaskółki” zdołały zwyciężyć Atlasa Wrocław 57:36, co sprawia, że oba kluby w ogólnym rozrachunku spisały się lepiej niż Ostrovia i jak dotąd Włókniarz.

Włókniarz — Ostrovia 2022. Kto byłby lepszy?

W Ostrowie już niebawem będą prawdopodobnie mogli cieszyć się z pozbycia się miana najgorszego klubu w historii rundy zasadniczej PGE Ekstraligi. To brzemię niewątpliwie ciążyło na tym klubie, którego menedżerem był wówczas Mariusz Staszewski — do niedawna opiekun Włókniarza. Ciężko jednak mieć do niego pretensje o takie rezultaty. Można jedynie zastanawiać się, jakby wyglądała rywalizacja na torze, gdyby doszło do konfrontacji obu ekip.

Zobacz także: Były działacz wyjawił prawdę. „To jest parada oszustów”

Włókniarzowi w uniknięciu niechlubnego miana raczej nie pomoże nawet nowy menedżer, którego oficjalnie poznamy w najbliższy poniedziałek. Aczkolwiek paradoks polega na tym, że nawet z tytułem najgorszej drużyny w dziejach, „Lwy” dzięki regulaminowi rozgrywek mogą teoretycznie uniknąć degradacji. I to dopiero byłby wyczyn, który zapisałby się w historii.