Marek Wereski, cierpiący na w przeszłości na zaburzenie afektywne dwubiegunowe, zaniepokojony swoim stanem sam wezwał pomoc i 28 czerwca został przewieziony do Szpitala Neuropsychiatrycznego w Lublinie — informuje „Gazeta Wyborcza”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Następnego dnia rano kontaktował się jeszcze z rodziną, rozmawiał spokojnie i skarżył się głównie na panujący w szpitalu upał.
Lekarz podejmuje decyzję o przypięciu pacjenta pasami
W poniedziałek 29 czerwca, około 14 godzin po przyjęciu na oddział, lekarz podjął decyzję o zastosowaniu wobec niego przymusu bezpośredniego. Jest to dopuszczona przez ustawę o ochronie zdrowia psychicznego procedura oddziaływania np. wobec pacjentów agresywnych, wymagająca ścisłego nadzoru i kontroli.
Ujawniamy nowe informacje o prosektorze ze Szpitala Południowego. „Raz go przyłapałem”
W dokumentacji zapisano, że powodem było pobudzenie psychoruchowe i agresywne zachowanie wobec personelu. Marka Wereskiego przypięto pasami unieruchamiającymi do łóżka i, jak wynika z dokumentów sfotografowanych przez rodzinę, pozostawał w nich nieprzerwanie przez blisko 43 godziny.
Najwięcej pytań budzi właśnie długość tego unieruchomienia. Mężczyzna był przywiązany do łóżka niemal dwa dni podczas fali ekstremalnych upałów. W szpitalnych pawilonach nie ma klimatyzacji, a temperatura w salach mogła sięgać niemal 40 st.
Podczas porannego obchodu zauważono, że pacjent nie żyje
Z dokumentacji wynika, że przymus bezpośredni był wielokrotnie przedłużany z powodu utrzymującego się pobudzenia i zgłaszanych przez pacjenta objawów psychotycznych. Zgodnie z obowiązującymi przepisami osoba unieruchomiona pasami powinna być regularnie kontrolowana przez personel medyczny, a lekarz musi oceniać zasadność dalszego stosowania tego środka przed każdym kolejnym przedłużeniem.
1 lipca rano pielęgniarka podczas obchodu zauważyła, że Marek Wereski nie daje oznak życia. Wezwany lekarz stwierdził zgon o godz. 7.10. Nie wiadomo jednak dokładnie, kiedy nastąpiła śmierć, ponieważ sekcja zwłok nie pozwoliła ustalić jej przyczyny ani momentu.
Rodzina zmarłego zaczęła domagać się wyjaśnień po tym, jak uzyskała wgląd tylko do części dokumentacji medycznej. Krewni kwestionują zarówno zasadność zastosowania pasów, jak i utrzymywanie ich przez tak długi czas w warunkach skrajnego upału. Sprawą zajęła się prokuratura, która prowadzi śledztwo pod kątem ewentualnego błędu medycznego. Śledczy analizują dokumentację leczenia, sposób monitorowania pacjenta oraz okoliczności, w jakich przez 43 godziny pozostawał unieruchomiony pasami bezpieczeństwa aż do chwili śmierci.