Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce zawsze kojarzyły się kibicom z sukcesami Biało-Czerwonych. Podczas tych zawodów praktycznie zawsze kreowały się nowe gwiazdy, a nasza reprezentacja walczyła o zwycięstwo w klasyfikacji medalowej. Od 2014 roku na ME zdobyliśmy kolejno: 12, 12, 12, 14 i sześć medali. W tym roku w Wielkiej Brytanii powtórzenie choćby tego ostatniego wyniku może być bardzo trudne. Humorów raczej nie poprawi ostatni test na trwających w ten weekend mistrzostwach Polski w Białymstoku.
Mateusz Puka, WP SportoweFakty: Do rozpoczęcia mistrzostw Europy w Birmingham pozostały zaledwie trzy tygodnie, a nastroje w polskiej kadrze są dalekie od optymistycznych. Co się dzieje z naszymi lekkoatletami?
Tomasz Majewski, wiceprezes PZLA: Nie ma co ukrywać – to nie jest udany sezon dla naszych zawodników. Wielkich powodów do hurraoptymizmu nie dostaliśmy.
Czy w PZLA analizujecie powody takiej sytuacji?
To jest specyficzny rok. Bardzo poważnie podeszliśmy do halowych mistrzostw świata w Toruniu i tam nasi zawodnicy pokazali się z dobrej strony. Długie przygotowania na hali trochę popsuły jednak sezon na stadionie. Inna sprawa, że to klasyczny rok pomiędzy igrzyskami. Część ludzi regeneruje siły, zanim na nowo zacznie się szaleństwo przygotowań do igrzysk. W takich latach wyniki bywają po prostu gorsze.
ZOBACZ WIDEO: Polacy zachwycili świat. Zobacz kulisy Ligi Narodów
Problem w tym, że tak naprawdę niemal wszyscy nasi reprezentanci spisują się poniżej oczekiwań.
Sam jestem zawiedziony, że nikt z obecnych seniorów nie zrobił wyraźnego skoku jakościowego. Nie chodzi nawet o brak nowych nazwisk, bo mamy solidnych zawodników walczących o finały. Brakuje mi kogoś, kto wskoczyłby piętro wyżej do poziomu bezpośredniej walki o medale. Niestety na razie nie widzę nikogo nowego, kto swoją formą dałby wyraźny sygnał, że do Birmingham jedzie walczyć o podium. To jest na pewno w pewien sposób smutne.
Ilu w tym momencie mamy poważnych kandydatów do medali w Birmingham?
Trzeba przyznać, że pewniaków do medali nie mamy. Wiadomo, że jest Natalia Bukowiecka, Pia Skrzyszowska i Maria Żodzik. Ale takich ewidentnych dominatorów obecnie w Polsce nie ma.
Nikt pana w tym roku nie zaskoczył pozytywnie?
Nawet nie tyle zaskoczył, co po prostu zszokował mnie Paweł Fajdek. Nie umiem racjonalnie wyjaśnić jego fantastycznej dyspozycji. W życiu bym nie powiedział, że on wejdzie jeszcze na taki poziom! Znałem jego talent, wiedziałem, że to jeden z największych gigantów w historii lekkoatletyki, ale myślałem, że już do końca kariery granicą będzie te 80 metrów. On sobie nic z tego nie zrobił i znów wrócił do światowej czołówki z wynikiem 82 metry. Niesamowita sprawa, czapki z głów.
Nie wierzył pan, że tak szybko wróci do formy po kontuzji barku?
Sam miałem podobną kontuzję i u mnie leczenie przebiegało znacznie dłużej. Paweł wrócił w ekspresowym tempie. Ewidentnie cała sytuacja jeszcze mocniej go zmotywowała. Dostawaliśmy optymistyczne sygnały z pierwszych zgrupowań, ale chyba nikt nie spodziewał się, że będzie aż tak dobrze.
Ktoś jeszcze?
Idealną weryfikacją są kolejne mityngi Diamentowej Ligi, a tak poza wcześniej wymienionymi dość często w czołówce znajduje się jeszcze Klaudia Kazimierska. Ona ma jednak pecha, że czołówka w biegu na 1500 metrów jest bardzo szeroka, a o medale może walczyć wiele zawodniczek. Widać jednak, że ona stale się rozwija i jej kariera idzie w dobrą stronę.
Jaką liczbę medali na mistrzostwach Europy założyliście w oficjalnych dokumentach?
Nie zakładaliśmy jeszcze konkretnej liczby, bo to będzie łatwiej stwierdzić po mistrzostwach Polski. Kilka tych szans jednak mamy i nie jest jakoś bardzo tragicznie.
Na tegorocznych mistrzostwach Polski nie ma blisko 1/3 zawodników z igrzysk olimpijskich w Paryżu. Czy zmiana pokoleniowa nie przebiega jednak zbyt radykalnie?
To po części efekt naszej polityki i tego, że starszym zawodnikom stawiamy teraz większe wymagania niż tym urodzonym w XXI wieku. Nie działamy jednak w próżni, a gdy spojrzy się na rywalizację na świecie, to poziom wielu konkurencji idzie mocno do przodu i to wymusza przemyślenia u naszych reprezentantów. Starsi zawodnicy są wypychani z czołówki, więc to naturalne, że muszą kalkulować swoje możliwości i dostosowywać się do realiów. Ja chciałbym skupić się jednak na pozytywach, bo w końcu mamy się czym chwalić.
O czym konkretnie pan mówi?
Mamy świetne kadry juniorskie. Na mistrzostwach Europy U18 w Rieti zdobyliśmy osiem medali. Teraz wysyłamy potężną kadrę na mistrzostwa świata U20 do Eugene i tam też powinniśmy zdobyć wiele medali. Trafiły nam się naprawdę wybitne roczniki. O Zosi Pasierbek, Jagodzie Żukowskiej czy Karinie Niżyńskiej niedługo usłyszy cała Polska.
Czy podczas mistrzostw Polski zamierzacie wstrząsnąć środowiskiem i zmobilizować je do jeszcze mocniejszej pracy?
Teraz skupiamy się na mistrzostwach Europy, a po nich znów usiądziemy do rozmów i bardzo mocno przeanalizujemy ten sezon oraz nakreślimy plany dla zawodników na kolejny sezon. Mamy sporo do poprawy i musimy działać. Nasza polityka przynosi już pierwsze efekty, ale musimy jeszcze więcej wymagać od bardziej doświadczonych zawodników. Oni też muszą marzyć o rekordach życiowych i walce o medale. Poziom międzynarodowy podnosi się bardzo szybko, więc musimy reagować.
Rozmawiał Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty