Z przewodniczącym GKSŻ zamieniliśmy kilka zdań na temat sytuacji finansowej w polskich klubach, a konkretnie dotyczącej zadłużeń w poszczególnych ośrodkach. Nie ma bowiem sezonu, aby nie można było usłyszeć o mniejszych lub większych perturbacjach.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Presja na wynik jest ogromna i ta presja jest nałożona z wielu stron i przez wiele osób. Mamy wielką presję ze strony kibiców, bo każdy chce, żeby jego klub albo po dłuższej przerwie coś osiągnął, albo jak był wynik sezon wcześniej, to żeby to kontynuował. Najlepiej, żeby tych sukcesów było kilka z rzędu. Do tego presja ze strony włodarzy miasta jako właścicieli obiektów i podmiotów, które finansują kluby żużlowe. Też chciałyby, żeby ten wynik był. Dochodzą sponsorzy — jedni generalnie pomagają, bo chcą pomagać i mają w tym swój interes. Inni pomagają, bo oczekują zwrotu w postaci wyniku sportowego — mówi Igielski.
Prezesi nie uczą się na błędach?
W ostatnich latach najgłośniejsze afery finansowe związane z długami dotyczyły dwóch zasłużonych ośrodków — Gorzowa i Tarnowa. O ile ten pierwszy stara się wyjść na prostą po zmianie władz w klubie, tak ten drugi zniknął z żużlowej mapy kraju. W pewnym momencie kiepsko wyglądała też sytuacja w Częstochowie, ale tam również doszło do roszad w zarządzie. To zaledwie przykłady z ostatnich lat.
Zobacz także: Astronomiczne wymagania żużlowców. Niebezpieczny trend czy znak czasów? „To jest absurd”
Na ogół powodem nakręcenia spirali zadłużenia jest uleganie presji na wynik. Prezesi chcą za wszelką cenę spełnić oczekiwania kibiców, sponsorów i miasta poprzez walkę o najwyższe cele. To często niesie jednak ze sobą efekt krótkofalowy.
— Ta presja jest wywierana na prezesach i potem efekt jest jaki jest. Niektórzy prezesi potrafią wytrzymać to ciśnienie, nie dają się podpuścić i potrafią prowadzić klub z chłodną głową. Niektórzy prezesi lubią podejmować większe ryzyko. Może zakładają, że w przedsezonowym planie będzie to wyglądać trochę lepiej, niż to, co podpowiada im rzeczywistość. Każdy rządzi na swój sposób, ma swoją wizję. Generalnie zasada jest ta sama, bo kluby operują na takich samych przepisach w całej Polsce, ale każde miasto jest inne, a co za tym idzie każdy klub jest inny i ma inne priorytety. To prezesi odpowiadają za swój klub i znają najlepiej swoich sponsorów i kibiców. Wiedzą, czego się spodziewać — zaznacza przewodniczący GKSŻ.
Zobacz także: Włókniarz już nie będzie szalał. Chore pieniądze na rynku transferowym
Część osób pełniąca funkcję prezesa danego klubu pokazała, że kompletnie nie nadaje się do tej roli, bo „żyłka hazardzisty” przy tworzeniu budżetu jest czymś niedopuszczalnym. Kibice są w stanie wybaczyć brak sukcesu sportowego, ale problemów finansowych — już niekoniecznie.
— Rolą prezesa jest przede wszystkim dbać o finanse, żeby te przychody do budżetu były utrzymane na odpowiednim poziomie i żeby to wszystko było zbilansowane. Większości to się udaje — skwitował Igielski.