Tak wyglądały początki - Wiec poparcia "Sopot Solidarnie z Ukrainą" na Placu Przyjaciół Sopotu. Obecnie narasta frustracja, która eskaluje na ulicach.

Wystarczyło kilka lat, by powszechny odruch solidarności zaczął ustępować miejsca narastającej nieufności, a czasem wręcz otwartej wrogości. Zdarzają się przypadki, w których dzieci spotykają się z agresją tylko za to, że rozmawiają po ukraińsku. W rozmowie z socjolożką Julią Witkowską z Uniwersytetu Gdańskiego wyjaśniamy, dlaczego plotka od znajomego wygrywa z twardymi danymi i dlaczego brak reakcji „milczącej większości” na nawet drobne przejawy pogardy daje sprawcom ciche przyzwolenie na nienawiść.


Katalog.trojmiasto.pl –
Domy i ośrodki pomocy społecznej


więcej

Kiedy solidarność zamieniła się we wrogość i agresję?

to przede wszystkim efekt zmęczenia długotrwałym kryzysem i wojną
15%

to głównie wynik podejścia władz Ukrainy do historycznych relacji między naszym krajami
61%

to naturalny proces, gdy duża grupa migrantów pojawia się w krótkim czasie
24%

Jeszcze niedawno Polska była symbolem solidarności: tłumy na dworcach, otwarte domy, spontaniczna pomoc i zryw. Dziś ten obraz pęka na naszych oczach. W Bielsku-Białej ofiarami agresji w komunikacji miejskiej padły małoletnie dziewczynki – ich jedyną „winą” był język, którym rozmawiały. Podobne sceny rozegrały się we Wrocławiu i Poznaniu. To już nie są pojedyncze incydenty, które niektórzy próbują tłumaczyć wyjątkami i „złym dniem” sprawcy. To sygnał ostrzegawczy, i to bardzo głośny.

Czy to, co widzimy dziś, to efekt zmęczenia, frustracji, a może dowód na coś znacznie poważniejszego? Pewne jest, że nie można tego bagatelizować.

Żeby nie szukać łatwych odpowiedzi, zapytaliśmy o to socjolożkę Julię Witkowską, doktorantkę Instytutu Socjologii Uniwersytetu Gdańskiego. Czy obecna fala niechęci do Ukraińców w Polsce to efekt kumulacji realnych problemów czy raczej frustracji, które w końcu musiały znaleźć ksenofobiczne ujście?


Ukraine Recovery Conference 2026. Na co liczą trójmiejskie firmy?
Ukraine Recovery Conference 2026. Na co liczą trójmiejskie firmy?

Zdjęcia zrobione w momencie 1000 dni bohaterskiej walki Ukrainy o wolność.

Ukraińcy jako „wygodny adresat” społecznych napięć

Mateusz Groen: Zacznijmy od czegoś, o czym coraz częściej słyszę wokół siebie określenie „zmęczenie solidarnością”. I zastanawiam się, czy mogłaby Pani mi to wytłumaczyć: to, co teraz obserwujemy, ta rosnąca niechęć do Ukraińców, to efekt jakichś konkretnych, nawarstwiających się problemów? Czy może to bardziej emocje i frustracja, która gdzieś musiała znaleźć ujście?

Julia Witkowska – doktorantka Instytutu Socjologii Uniwersytetu Gdańskiego: Z perspektywy socjologicznej trudno wskazać jedną przyczynę. Raczej nakłada się na siebie kilka procesów społecznych. Przede wszystkim mamy do czynienia z tzw. zmęczeniem kryzysem, bo wojna trwa już ponad cztery lata i choć jej dramatyczne konsekwencje nie ustały, to wiele osób przyzwyczaiło się do ich obecności w przestrzeni medialnej. Mówimy tu więc o widocznym procesie normalizacji, co dotyczy wydarzeń, które początkowo wywoływały silne emocje i mobilizowały do pomocy, z czasem przestają budzić równie intensywne reakcje.


Katalog.trojmiasto.pl –
Psycholodzy


więcej

Równocześnie żyjemy w warunkach, które socjologia opisuje jako społeczeństwo ryzyka. Żyjemy więc w świecie pełnym nakładających się zagrożeń, takich jak kryzysy gospodarcze, wojny czy zmiany klimatyczne, co może powodować silne poczucie niepewności. Taka kumulacja ryzyk może być dla wielu osób przytłaczająca i rodzić poczucie bezradności. W takich warunkach frustracje łatwo znajdują ujście wobec grup, które są wyraźnie widoczne w przestrzeni społecznej. Nie oznacza to, że przyczyną tych problemów są właśnie one, ale że stają się wygodnym adresatem społecznych napięć.

Warto pamiętać i codziennie przypominać, że w 2022 r. solidarność wobec osób uciekających przed wojną była jednym z najbardziej charakterystycznych elementów polskiej odpowiedzi na kryzys. Ten czas stał się dla wielu osób symbolem i wzorem postaw opartych na empatii, otwartości i odpowiedzialności. Dziś obserwujemy wyraźną zmianę nastrojów, ale nie powinniśmy traktować jej jako zjawiska nieuniknionego. To raczej sygnał, że potrzebujemy świadomego powrotu do wartości, które wówczas jednoczyły społeczeństwo. Długotrwałe kryzysy wymagają równie długotrwałego budowania odporności społecznej, dialogu i konsekwentnego przypominania o tym, co wcześniej pozwalało nam działać wspólnie. To właśnie o to musimy zadbać, jeśli chcemy odwracać negatywne nastroje.


Więcej w serwisie Ogłoszenia
(119)

Brak reakcji na „drobne” przejawy nienawiści to prosta droga do tragedii

MG: W jaki sposób społeczeństwo buduje sobie „kozła ofiarnego” i dlaczego akurat mniejszość, która wcześniej cieszyła się solidarnością, tak łatwo staje się takim celem?

JW: Mechanizm kozła ofiarnego pojawia się często w okresach niepewności społecznej, kiedy to ludzie poszukują prostych wyjaśnień złożonych problemów. Znacznie łatwiej wskazać konkretną grupę jako źródło trudności niż analizować ich rzeczywiste, wielowymiarowe przyczyny. Ukraińcy są obecnie jedną z najbardziej widocznych mniejszości narodowych w Polsce, dlatego stosunkowo łatwo stają się przedmiotem uproszczonych narracji. W przestrzeni publicznej mogą pojawiać się przekazy sugerujące, że odpowiadają za problemy rynku pracy, systemu świadczeń czy bezpieczeństwa. Tymczasem badania pokazują, że rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona, a obecność obywateli Ukrainy ma pozytywny wkład w funkcjonowanie polskiej gospodarki i rynku pracy.


Więcej w serwisie Ogłoszenia
(64)

Szczególnie niebezpieczne jest uogólnianie jednostkowych przypadków na całą grupę społeczną. Z perspektywy socjologicznej jest to klasyczny mechanizm stereotypizacji i nadmiernej generalizacji, gdy pojedyncze wydarzenia zaczynają zastępować wiedzę o całej zbiorowości, co sprzyja uprzedzeniom i pogłębia społeczne podziały.

Gdańsk Wrzeszcz. 1000 dni bohaterskiej walki Ukrainy o wolność

MG: Jest takie narzędzie, które socjologowie nazywają piramidą Allporta – pokazuje, jak nienawiść rośnie krok po kroku. I teraz, patrząc na to, co dzieje się wokół nas, chciałabym zapytać: na którym poziomie tej piramidy jesteśmy dziś w Polsce?

JW: Piramida nienawiści Gordona Allporta pokazuje nam, że poważne akty przemocy bardzo rzadko pojawiają się nagle. Poprzedza je stopniowe oswajanie społeczeństwa z uprzedzeniami, językiem pogardy czy społecznym przyzwoleniem na dyskryminację. Na ten moment nie można powiedzieć, że jako społeczeństwo znajdujemy się na najwyższych poziomach tej piramidy. Natomiast niepokojące jest to, że coraz częściej obserwujemy zachowania mieszczące się na jej niższych szczeblach – werbalną agresję, publiczne wyzwiska, dehumanizujący język czy otwarte okazywanie pogardy wobec osób należących do danej grupy narodowej.


Polka z Lekarzy bez Granic o pomocy w Ukrainie.
Polka z Lekarzy bez Granic o pomocy w Ukrainie. „Nigdy nie ma tak, że jest zero ryzyka”

Ostatnie głośne wydarzenia we Wrocławiu, Poznaniu czy Bielsku-Białej powinny być bardzo wyraźnym sygnałem ostrzegawczym, że trzeba się zatrzymać, zanim dojdzie do tragedii, które w tej logice sytuują się na najwyższych szczeblach piramidy. Dlatego tak ważne jest reagowanie właśnie na tych wcześniejszych etapach. Piramida Allporta powinna nam mówić, że brak społecznej reakcji na pozornie „drobne” przejawy nienawiści może prowadzić do ich stopniowej normalizacji.

Piramida Nienawiści stworzona na podstawie teorii Gordona Allporta.

„Milcząca większość” pozwala nienawiści rosnąć w siłę

MG: Wiem, że to porównanie może zabrzmieć mocno, ale historycy przypominają, że „noc kryształowa” nie wydarzyła się z dnia na dzień – poprzedzały ją lata propagandy, stopniowego wykluczania, oswajania z mową nienawiści. I teraz zadaję sobie pytanie, może trochę niewygodne: czy to, co dzieje się dziś wobec Ukraińców w Polsce, to podobny, rozciągnięty w czasie proces oswajania społeczeństwa z wrogością? Czy jednak mówimy o czymś zupełnie innym?

JW: Historia pokazuje, że narastanie uprzedzeń zazwyczaj jest procesem, a nie jednorazowym wydarzeniem. Współcześnie również możemy obserwować stopniowe przesuwanie granic tego, co uznawane jest za społecznie akceptowalne w debacie publicznej. Nie oznacza to jednak, że można w prosty sposób porównywać obecną sytuację do wydarzeń historycznych o zupełnie innej skali i kontekście, bo takie analogie wymagają dużej ostrożności. Z perspektywy socjologicznej istotniejsze jest dostrzeżenie samego mechanizmu normalizacji. Jeżeli w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się wypowiedzi dehumanizujące określoną grupę, a spotykają się z niewielką reakcją społeczną, to z czasem mogą być odbierane jako coś zwyczajnego. Dlatego ogromne znaczenie ma odpowiedzialność wszystkich uczestników debaty publicznej (mediów, polityków, liderów opinii, instytucji i obywateli) za sposób prowadzenia dyskusji o grupach mniejszościowych.

Niedawno w Gdańsku miał miejsce protest przeciwko banderyzacji Ukrainy.

MG: Jak wytłumaczyć rolę tzw. milczącej większości? Jest wielu ludzi, którzy nie podzielają otwarcie wrogich postaw, ale czy swoim brakiem reakcji pozwalają im się utrwalać i nabierać rozpędu?

JW: To, co należy podkreślić, to, że brak reakcji nie musi oznaczać zgody z agresją, jednak z perspektywy sprawców często bywa odczytywany jako społeczne przyzwolenie. Musimy sobie uzmysłowić, że reakcja otoczenia ma ogromne znaczenie dla kształtowania norm społecznych. Jeżeli agresywne zachowanie spotyka się ze sprzeciwem świadków, wzmacniana jest norma, że takie działania są nieakceptowalne. Jeżeli natomiast pozostaje bez odpowiedzi, łatwiej o przekonanie, że mieści się ono w granicach społecznej akceptacji.

W kolorach flagi Ukrainy

W kolorach flagi Ukrainy

Więcej raportów: Trójmiasto pomaga Ukrainie

Jest jeszcze jeden ważny aspekt. Integracja mniejszości narodowych zależy nie tylko od gotowości samych migrantów, ale również od postawy społeczeństwa przyjmującego. Im więcej barier, wykluczenia czy nieufności napotykają osoby chcące normalnie funkcjonować w Polsce, tym trudniej budować wzajemne zaufanie i spójność społeczną.

„Znajomy widział…”. Czyli jak plotka wygrywa z danymi

MG: W jaki sposób bańki informacyjne w mediach społecznościowych przyczyniają się do tego, że osoby o niechętnym nastawieniu do Ukraińców widzą wokół siebie coraz więcej treści potwierdzających ich przekonania, i jak wytłumaczyć mechanizm tego samowzmacniającego się cyklu?

JW: Media społecznościowe wzmacniają naturalne mechanizmy psychologiczne i społeczne. Algorytmy premiują treści wywołujące silne emocje, takie jak: oburzenie, lęk czy gniew. To właśnie one generują największe zaangażowanie użytkowników. W konsekwencji osoby, które zainteresują się materiałami o antyukraińskim charakterze, zaczynają otrzymywać coraz więcej podobnych treści.

Powstaje tzw. bańka informacyjna, w której użytkownik ma wrażenie, że wszyscy myślą podobnie i że prezentowane opinie odzwierciedlają rzeczywistość społeczną. Zjawisko to dobrze opisuje również koncepcja ekonomii uwagi. We współczesnym środowisku cyfrowym najcenniejszym zasobem jest uwaga odbiorcy, dlatego treści wzbudzające silne emocje rozprzestrzeniają się szybciej niż spokojne, oparte na faktach analizy. A to tylko sprzyja polaryzacji i utrwalaniu stereotypów.

MG: Wiele osób powtarza dziś przekonania o Ukraińcach oparte na „historii znajomego” czy „czymś, co ktoś widział”, np. o rzekomych przywilejach, zachowaniu w sklepie czy na drodze. Dlaczego z socjologicznego punktu widzenia taka pojedyncza, niesprawdzona opowieść staje się dla wielu ludzi „dowodem” silniejszym niż oficjalne dane i dlaczego tak trudno uświadomić komuś, że buduje swoje przekonania o całej narodowości na plotce?

JW: Z punktu widzenia socjologii i psychologii społecznej ludzie znacznie łatwiej zapamiętują konkretne historie (szczególnie te nasycone emocjami) niż statystyki. Pojedynczy, emocjonalny przykład wydaje się bardziej przekonujący niż nawet bardzo rzetelne dane. Działa tutaj m.in. heurystyka dostępności. Jeżeli często słyszymy podobne opowieści (nawet niezweryfikowane), to zaczynamy odnosić wrażenie, że opisują one powszechne zjawisko.


Duży wzrost liczby mieszkańców Gdańska przez wojnę w Ukrainie
Duży wzrost liczby mieszkańców Gdańska przez wojnę w Ukrainie

Tymczasem pojedyncze doświadczenie nie może być podstawą do oceny całej grupy liczącej setki tysięcy osób. To właśnie dlatego tak ważne jest oddzielanie indywidualnych zachowań od cech przypisywanych całej narodowości. Odpowiedzialność za konkretne czyny zawsze ponosi jednostka, a nie cała grupa etniczna czy narodowa.

Krucha była nasza empatia? Jak w kilka lat zamieniliśmy solidarność w szukanie winnych.

Co możemy zrobić, żeby zatrzymać spiralę nienawiści?

MG: Co realnie powinniśmy dziś robić, żeby zatrzymać tę eskalację?

JW: Najważniejsze jest wzmacnianie norm społecznych, które jasno pokazują, że agresja wobec kogokolwiek ze względu na jego narodowość jest nieakceptowalna. Dotyczy to zarówno przemocy fizycznej, jak i werbalnej. Drugim elementem jest opieranie debaty publicznej na faktach, a nie na pojedynczych, emocjonalnych przekazach.

Dyskusja o migracji, integracji czy polityce państwa jest potrzebna, natomiast nie powinna prowadzić do przenoszenia odpowiedzialności za decyzje polityczne na zwykłych ludzi żyjących i pracujących w Polsce.