Wygrywa, jeśli akurat ma ochotę. A ma często, więc nic dziwnego, że dla wielu już jest najlepszym w historii. Inna sprawa, że nie zawsze musi być pierwszy, bo woli poświęcić się dla… swojego pomocnika, o czym jeszcze zdążymy opowiedzieć. Stał się marką globalną i wciąż został normalnym chłopakiem pełnym emocji. Budzi podziw, ale też podejrzenia, nawet jeśli nie ma wobec niego żadnych podejrzeń. Tadej Pogacar wygrał właśnie po raz piąty w życiu Tour de France, najbardziej morderczą imprezę sportową świata. Goni… no właśnie, kogo goni 27-latek ze Słowenii?
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Marco Pantani był ostatnim, który wcześniej to zrobił
On sam chce pisać swoją historię, ale już na przykład Lance Armstrong przypomina mu, kto tak naprawdę wygrał siedem razy, choć każdy z tych triumfów jest wymazany z historii i stanowi wstydliwy rozdział w historii kolarstwa. Wróćmy do „Pogiego”, choć w jego historii co rusz przewijają się porównania albo znajdujemy tuż obok postaci, które — oględnie mówiąc — nie mają czystych rąk.
Kiedy Tadej przyszedł na świat 21 września 1998 r. w Klanecu, kolarstwo żyło wyczynem Marco Pantaniego, który półtora miesiąca wcześniej wygrał Tour de France i sięgnął po dublet, bo w tamtym sezonie wygrał też Giro d’Italia. W latach 90. robił to także Miguel Indurain, więc wyczyn nie był nowością. Nikt nie mógł przypuszczać, że kolejnym, który tego dokona, będzie chłopak ze Słowenii. Dzisiaj sympatyczny blondyn o twarzy chłopca raczej nie chciałby być zestawiany z legendarnym Włochem, którego znaleziono martwego w pokoju hotelowym w Rimini w Walentynki 2004 r. po przedawkowaniu narkotyków (w co zresztą wielu Włochów do dzisiaj nie wierzy, a „Pirat” ma status bohatera).
To on przewidział fenomen Tadeja Pogacara
Tadej zaczął się ścigać jako 9-latek i szybko okazało się, że „ma papiery”. Swoją drogą, jest taki wpis prowadzącego jedno z największych kont kolarskich na X Mihai Simiona z 2 lipca 2017 r.: „Tadej Pogacar: 5. miejsce w Tour of Slovenia, 2. miejsce w Tour de Hongrie. On ma zaledwie 18 lat. Przyszły ultramityczny wspinacz”.
Trudno chyba o lepsze proroctwo. Dwa lata później Pogacar zadebiutował w Vuelta a Espana. Skończył trzeci, a po drodze wygrał trzy etapy! Rok później w Tour de France wszyscy szykowali się do świętowania triumfu Primoza Roglica, za którego plecami był właśnie Pogacar. Ten przedostatniego dnia zaliczył jednak jeden z najbardziej spektakularnych występów w jeździe indywidualnej na czas i to on wygrał. Miał 21 lat.
PAP/EPA/GUILLAUME HORCAJUELO
Tadej Pogacar w zółtej koszulce
Do dzisiaj ma na koncie dziewięć startów w trzytygodniowych wyścigach. Żadnego z nich nigdy nie skończył poza podium, za każdym razem wygrał etapy, co najmniej dwa! Pięciokrotnie triumfował w Tour de France, raz w Giro d’Italia. Właśnie w sezonie 2024, gdy powtórzył po 26 latach wyczyn Pantaniego. I już tylko ten fakt stawia go wśród największych w historii, ale nie oddaje fenomenu Pogacara. W czasach, w których tak wiele mówi się o specjalizacji i taktyce, on robi wszystko na odwrót. Atakuje, kiedy nikt się tego nie spodziewa, zmienia założenia taktyczne i wygrywa nie tylko w górach.
Od czasów Eddiego Merckxa, czyli legendarnego „Kanibala”, którego nazwano tak w latach 60. i 70. ze względu na nieposkromiony głód zwycięstw, kolarstwo szło w stronę specjalizacji. Niektórzy kolarze stawiali na wyścigi jednodniowe, inni celowali w wielkie toury, a większość zostawała pomocnikami, bo kolarstwo to bardzo drużynowy sport. I gdy wydawało się, że granica będzie tylko wyraźniejsza, Pogacar wszystko zmienił.
Oprócz wspomnianych triumfów w wielkich tourach ma dzisiaj na koncie także 13 zwycięstw w tzw. „pomnikach”, czyli największych wyścigach jednodniowych. Jest ich pięć, „Pogi” nie wygrał tylko jednego. W Paryż — Roubaix startował dwukrotnie, dojechał do drugiego miejsca. Ale i to pewnie jeszcze się zmieni.
Wygrał tylko w rok, ile inni marzą w całej karierze
Dziś ma na koncie 127 triumfów w elicie. Tylko w tym sezonie wygrał 19 razy. To wcale nie jest jego najlepszy pod tym względem rok, ale większość zawodowych kolarzy może najwyżej pomarzyć o 19 triumfach na tym poziomie w całej karierze.
— To człowiek stworzony do jazdy na rowerze. Ma wszystko. Jest normalny. Nie odbiło mu. Głowa, nogi, ręce… Maszyna, talent. I to jak on trenuje. Ja go widziałem na Sierra Nevada. Dlatego nie chcieliśmy z nim jeździć, bo po takim obozie to ja miałem dwa miesiące wyjęte z życia. Tak się męczyliśmy — mówił niedawno w podcaście Eurosportu Rafał Majka, który przez kilka lat był jednym z najważniejszych pomocników Tadeja. — Ja Tadeja musiałem wytestować pierwszy raz na Teneryfie, na wysokościach. I mówię, to jest przekozak. Miał 21 lat, a ja już wiedziałem, że to będzie kozak. Jak zaczął wygrywać te wszystkie wyścigi, to dla mnie to była przyjemność jeździć dla niego. Wygraliśmy Tour de France, wygraliśmy Giro d’Italia… — opowiadał Rafał, który był także przy Tadeju w chwilach kryzysu.
— Łatwo jest być pomocnikiem Pogacara, jak się wygrywa. Gorzej, jak się przegrywa. Pamiętam, jak przegrał Tour de France na Col du Ganon. Ciągnąłem pod górę i patrzę, a jego nie ma na moim kole. Trzy minuty wtedy dostał. Widziałem lekkie załamanie. Przychodzimy do autobusu i mówię: „Tadej, jak nie teraz, to za rok”. Już śmiechy, musi być dobra atmosfera. Udowodnił potem, że wygrywa wszystko. Jest tak twardy psychicznie. Kozak. Maszyna — opowiadał Rafał.
Agnieszka Malgorzata Torba/ PressFocus / newspix.pl
Rafał Majka
Tadej Pogacar przegrał TdF dwa razy. Zawsze z jednym rywalem
Tadej przegrał Wielką Pętlę dwa razy, w 2022 i 2023 r. Za każdym razem łamał go Jonas Vingegaard. W żadnej z innych prób Duńczyk nie dał rady, w tym roku nawet nie ukończył wyścigu, wycofał się ze złamanym obojczykiem, ale już wtedy miał znaczne straty.
Pogacar wyścigi kończy zawsze, a zwykle jeśli chce, wygrywa. Chyba że jest inaczej. Podczas tegorocznego TdF nie chciał dwa razy. Na trasie drugiego etapu pilnował rywali, żeby pierwszy metę minął jego pomocnik, Isaac del Toro. 22-letni Meksykanin odpłacił się piękną pracą, ale do końca walczył też o swoje. Efektem biała koszulka najlepszego młodzieżowca i trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. W sobotę, na królewskim etapie Tadej zapewne mógł przyspieszyć w swoim stylu, ale uznał, że tym razem odwróci się rolami z młodszym kolegą i przypilnuje, żeby bezpiecznie dowieźć go do mety. Wjechali na nią w objęciach i z szerokimi uśmiechami.
Wspomniany Merckx, który nigdy nie lubił, kiedy porównywano kogoś do niego, pogodził się z tym, że pojawił się ktoś większy.
— Nie sądzę, żeby zadowolił się wyrównaniem rekordu mojego i pozostałych mistrzów. Zapewne wkrótce go pobije — powiedział legendarny 81-letni Belg w rozmowie z „La Gazzetta dello Sport”.
Geniusz, przy którym muszą się pojawić pytania
Historia kolarstwa jest jednak taka, że przy największych pojawiają się pytania. On sam bije rekordy tych, których łapano na dopingu w tzw. „EPOce”, czyli czasie, gdy kolarzy napędzała erytropoetyna. A kiedy spojrzymy na jego ekipę, czyli UAE Emirates XRG, rodzą się kolejne. Szef ekipy, czyli Mauro Gianetti, to wicemistrz świata z 1996 r. Dwa lata później zasłabł na trasie Tour de Romandie, zdaniem lekarzy z powodu fluorokarbonu, który przyswaja więcej tlenu niż krew. Włoch się wyparł, ostatnio mówił nawet, że był „ofiarą”, ale to on, już jako dyrektor sportowy, stał za Ibanem Mayo, który wpadł na EPO w 1997 r., a także za Riccardo Ricco i Leonardem Piepolim, których złapano na stosowaniu preparatu Cera. Wyjątkowy pech dyrektora albo jednak warto pytać.
Takie wątpliwości musiały kierować sędzim francuskiego sądu, który zgodził się na nocne kontrole podczas tegorocznego wyścigu. Między 14. a 15. etapem TdF kontrolerzy odwiedzili Vingegaarda o 2 w nocy, a Pogacara trzy godziny później. — To całkowity brak szacunku dla kolarzy — mówi Amerykanin Matteo Jorgenson, kolega Vingegaarda z drużyny Visma-Lease a Bike. Swoją drogą, na 15. etapie Duńczyk upadł i skończył jazdę w wyścigu, więc błyskawicznie pojawiły się głosy o zaburzonej regeneracji. Kontrole jednak się odbyły.
Międzynarodowa Agencja ds. Testów (ITA) musiała wystąpić o zgodę na taką kontrolę do francuskiego sądu, a tam sędzia powołał się po raz pierwszy na prawo z 2015 r. Musiał przy tym zweryfikować, czy istnieją „poważne i spójne podejrzenia”, że kolarz, którego dotyczy sprawa, mógł naruszyć przepisy antydopingowe lub zamierza to zrobić, i istnieją okoliczności sprawiające, że istnieje „ryzyko utraty dowodów”. Nigdzie nie pojawił się wprost żaden zarzut, ale wiadomo, że chodzi o tzw. mikrodawki zabronionych substancji, które znikają z organizmu po kilku godzinach. Jak dotąd jednak nie wydarzyło się w tej sprawie nic więcej, a sam Tadej śmiał się, że w dniu wczesnej kontroli on sam wypił po prostu wcześniej kawę.
Nie minęło dużo czasu, bo ledwie kilka dni później, na trasie 19. etapu Pogacar znowu pokazał, że jest dominatorem. Na trasie był legendarny podjazd pod Alpe d’Huez. Blisko 14 km wspinaczki po 21 zakrętach o średnim nachyleniu 8,1 proc. to ikoniczne miejsce dla kolarstwa. Najszybsi w historii byli tam Pantani, który zajmował trzy pierwsze miejsca, a dalej Lance Armstrong i Jan Ulrich. Kto wie cokolwiek o kolarstwie, ten musi kojarzyć tych (nie)sławnych zawodników. Pogacar ich zdeptał, bo tylko tak można nazwać pobicie rekordu „Pirata” o minutę i 24 sekundy.
PAP/EPA/YOAN VALAT
Tadej Pogacar
Został mu już tylko jeden wyczyn. Nikt tego nie dokonał
— Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, jaki był rekordowy czas Pantaniego na Alpe d’Huez, to mnie nie interesuje. Fakt, że 30-letni rekord wreszcie zostaje pobity, jest dobry dla nas — powiedział później w „L’Equipe” Tadej.
„Ten ultramityczny wspinacz pobił dziś rekord Pantaniego na Alpe d’Huez. Dobranoc!” — napisał po wyczynie Tadeja ten sam Simon, który przepowiedział wielką karierę nastolatkowi ze Słowenii. Trudno ująć to celniej.
Tak naprawdę został mu tylko jeden wyczyn, jakiego nie dokonał jeszcze nikt w historii kolarstwa. Wygrać trzy wielkie toury w jednym sezonie. Wielu ekspertów przekonuje, że był w stanie dokonać tego w 2024 r. Nie chciał nawet spróbować.
— Jeśli ktokolwiek może to zrobić, to on. Moim zdaniem, jeśli warunki będą odpowiednie, stać go na to — twierdzi Merckx. W tym roku już tego nie zrobi, bo wiosną nie było go na trasie Giro, ale książę Monako, skąd ruszy jesienna Vuelta, zdradził, że spodziewa się Słoweńca na starcie. Może więc w przyszłym roku?
Już w marcu włoskie SpazioCiclismo donosiło, że Pogacar na poważnie rozważa taki scenariusz. Warunek był jeden: wygrać Paryż — Roubaix w 2026 r. Nie wyszło, ale czy to coś zmienia?