Pan Waldek z miejsca wziął się do roboty – wszędzie było go pełno. Jednak po roku bilans Żurka nie jest tak brawurowy – jemu także nie udało się zasadniczo przyspieszyć oczekiwanych przez elektorat rozliczeń PiS. W ostatnich tygodniach prokuratura poddała się w dwóch absolutnie kluczowych sprawach.
Pierwsza to śledztwo w sprawie tzw. dwóch wież – jedyna afera z czasów rządu PiS, która zahaczała Jarosława Kaczyńskiego bezpośrednio. Kaczyński, wykorzystując majątek powiązanej z PiS spółki Srebrna, próbował zbudować dwuwieżowy drapacz chmur w centrum Warszawy. Chciał zarabiać na wynajmie i finansować dzięki temu inicjatywy polityczne bliskie PiS. Do budowy najął austriackiego dewelopera Geralda Birgfellnera, zięcia swego kuzyna. Szkopuł w tym, że mu nie zapłacił. Birgfellner złożył przeciwko Kaczyńskiemu doniesienie do prokuratury, zarzucając mu oszustwo. Za rządów PiS – rzecz jasna – prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa. Za rządów Żurka – to dla elektoratu jasne nie będzie – prokuratura śledztwo umorzyła. Wcześniej z prowadzenia sprawy przezornie zrezygnowała szykanowana za rządów PiS, bliska obecnej władzy prokuratorka Ewa Wrzosek – uznała, że zarzutów dla Kaczyńskiego nie będzie, więc lepiej się ewakuować.
Druga sprawa jest wyjątkowo bulwersująca. Pisowskie media na czele z TVP ujawniły pod koniec 2022 r., że syn posłanki Koalicji Obywatelskiej Magdaleny Filiks – ostro zwalczanej przez ludzi Ziobry – był molestowany przez pedofila, który działał w kręgach KO w Szczecinie. Zaczęła się jatka, a chłopak popełnił samobójstwo. W kampanii przed zwycięskimi wyborami w 2023 r. Tusk obiecywał, że dopadnie tych, którzy dokonali przecieku ze śledztwa, by zaatakować syna posłanki. Występujący w jego imieniu Żurek nikogo nie dopadł – prokuratura umorzyła sprawę „wobec braku znamion czynu zabronionego”.
Patrząc na chłodno: Żurek nieco przyspieszył działania prokuratury, ale kluczowe śledztwa – w sprawie okradania Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (ludzie Morawieckiego), Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (ludzie Bielana) czy Funduszu Sprawiedliwości (ludzie Ziobry) – nie skończą się do wyborów.
Opieszałe działania prokuratury umożliwiły ucieczkę do Budapesztu Ziobrze i Marcinowi Romanowskiemu. Żurek nie mógł rzecz jasna zapobiec wyjazdowi Ziobry do USA – taka była decyzja polityczna administracji Trumpa. Ale Romanowskiego prokuratura trzeci miesiąc bezskutecznie namierza gdzieś na peryferiach Europy. Bez jaj – Romanowski to nie Rambo.
Żurek ma dokładnie ten sam problem co Bodnar – część kierownictwa prokuratury to ludzie Ziobry, zabetonowani na stanowiskach ustawami uchwalonymi pod koniec rządów PiS. Są praktycznie nieusuwalni. Do tego dochodzą konflikty między Żurkiem a prokuratorem krajowym Dariuszem Kornelukiem, powołanym jeszcze za Bodnara.
W ostatnich tygodniach nasiliły się przecieki, że kierownik jest niezadowolony. Pojawiały się nawet plotki, że miałby Żurka zastąpić pałający jeszcze większą żądzą rewanżu, ale i nie nazbyt przywiązany do prawnych procedur Roman Giertych.
Niewykluczone zresztą, że obie plotki rozsiewał sam Giertych, dla autolansu i dla zmotywowania Żurka. Ale kolejnej podmianki w resorcie sprawiedliwości do wyborów nie będzie. Wbrew pozorom Tusk dystansuje się od Giertycha – nie dał mu po wyborach żadnego ważnego stanowiska. Po wtóre, nawet jeśli konstytucja nie daje prezydentowi uprawnień do blokowania ministerialnych nominacji, to Nawrocki nie powoła Giertycha. I kto mu coś zrobi?
Dziś widać, jakie skutki mają przegrane przez KO wybory prezydenckie. Zwycięstwo Nawrockiego było ważne dla PiS także dlatego, żeby utrzymać kontrolę nad prokuraturą i uniemożliwić rozliczenia. W tym sensie rozliczenia umarły w dniu zwycięstwa Nawrockiego 1 czerwca 2025 r., jeszcze zanim Żurek został ministrem.