Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Patrząc na wyniki PSŻ-u w obecnym sezonie, trudno oprzeć się wrażeniu, że największą siłą zespołu nie jest pojedynczy zawodnik, lecz kolektyw. W wielu klubach sukces uzależniony jest od formy jednego lub dwóch liderów. W Poznaniu wygląda to zupełnie inaczej.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

To właśnie zbilansowany skład sprawia, że nawet słabszy dzień jednego z zawodników nie przekreśla szans na zwycięstwo. Tę tezę potwierdzają kolejne ligowe spotkania.

— I właśnie o to nam chodziło podczas budowania drużyny. Jeżeli ktoś ma słabszy dzień, pozostali potrafią go zastąpić. W Rybniku zrobił to Antoni Mencel. W Krośnie świetnie pojechali Ryan Douglas i Dimitri Berge, a bardzo ważne punkty dorzucił również Niels Kristian Iversen. W meczu w Rzeszowie z kolei ogromną rolę odegrali juniorzy po kontuzji Kacpra Pludry. To pokazuje, że jesteśmy zespołem, a nie drużyną opartą na jednym czy dwóch nazwiskach. W długim sezonie właśnie takie zespoły najczęściej osiągają najlepsze wyniki — podkreśla Jacek Kannenberg, menedżer zespołu.

To filozofia, która w ostatnich latach coraz częściej przynosi sukcesy. Zamiast inwestować ogromne środki w jedną gwiazdę, poznaniacy postawili na szeroki, wyrównany skład. Efekty są widoczne niemal w każdym meczu. Raz bohaterem zostaje Ryan Douglas, innym razem Dimitri Berge, Antoni Mencel czy doświadczeni Niels Kristian Iversen i Bartosz Smektała. Gdy problemy zdrowotne dopadły Kacpra Pludrę, odpowiedzialność wzięli na siebie juniorzy. Taka różnorodność sprawia, że rywalom niezwykle trudno znaleźć słaby punkt tej drużyny.

Poznań ma potencjał. Teraz czas go wykorzystać

Coraz lepsze wyniki sportowe to jednak tylko jedna strona medalu. Równie wyraźnie rozwija się samo środowisko żużlowe w Poznaniu.

Frekwencja na Golęcinie systematycznie rośnie, a mecze z Polonią Piła czy Ostrowem pokazały, że stadion coraz częściej zapełnia się niemal do ostatniego miejsca. Widać, że mieszkańcy miasta zaczynają utożsamiać się z klubem.

Jak przyznaje menedżer PSŻ-u, potencjał jest ogromny, choć klub doskonale zdaje sobie sprawę, że sam dobry wynik sportowy nie wystarczy.

— Myślę, że wszyscy widzą, jak duży potencjał ma żużel w Poznaniu. Mecze z Piłą i Ostrowem, a także niedawny przeciwko Polonii Bydgoszcz pokazały, że kibice chcą przychodzić na stadion i utożsamiają się z tą drużyną. Jednocześnie mamy świadomość ograniczeń infrastrukturalnych. Po przebudowie toru oraz przy obecnych wymogach bezpieczeństwa liczba miejsc na stadionie jest ograniczona i obecnie możemy przyjąć około 6-6,5 tys. widzów. Przy najważniejszych meczach jesteśmy już bardzo blisko tego limitu.

— Dlatego rozwój klubu to nie tylko budowa silnej drużyny. Równie ważna będzie dalsza poprawa infrastruktury i tworzenie warunków, które pozwolą wykorzystać potencjał poznańskiego środowiska. Wierzę, że jeśli będziemy rozwijać się krok po kroku, zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym, to przed PSŻ-em naprawdę mogą być bardzo dobre lata — dodaje.

Trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie cierpliwość jest dziś największym kapitałem poznańskiego klubu. Nie ma tutaj rewolucji, głośnych deklaracji czy zapowiedzi natychmiastowego awansu za wszelką cenę. Jest za to konsekwentnie realizowany plan, który z sezonu na sezon przynosi wymierne efekty.

Czy w Poznaniu rodzi się moda na żużel?

Jeszcze kilka lat temu takie pytanie mogło wydawać się zaskakujące. Dziś coraz częściej pojawia się ono w rozmowach kibiców.

Aktywność fanów w mediach społecznościowych, rosnąca frekwencja na stadionie oraz liczne wyjazdy na mecze pokazują, że wokół PSŻ-u tworzy się coraz silniejsza społeczność.

— Myślę, że tak. Oczywiście wszystko dzieje się małymi krokami, ale cały czas staramy się rozwijać klub i budować wokół niego coraz większą społeczność. Widać to po aktywności kibiców, po ich zaangażowaniu i po tym, jak wspierają nas podczas meczów wyjazdowych. Dobrym przykładem był wyjazd do Krosna, gdzie mimo bardzo dużej odległości pojawiła się spora grupa naszych kibiców. To pokazuje, że ta społeczność się rozwija — mówi Kannenberg.

Menedżer podkreśla jednak, że nie chodzi wyłącznie o chwilową popularność.

— Mamy nadzieję, że z czasem w Poznaniu powstanie prawdziwa moda na żużel, ale przede wszystkim, że z tej mody zbuduje się mocniejsza więź między klubem a kibicami. Tak jak wygląda to w typowych żużlowych miastach, gdzie nawet w trudniejszych momentach jest stała grupa osób, która wspiera drużynę niezależnie od wyników.

Poznań od lat pozostaje miastem kojarzonym przede wszystkim z piłką nożną i Lechem Poznań. W klubie doskonale zdają sobie z tego sprawę i nie próbują z tym walczyć. Zamiast tego chcą konsekwentnie budować własną markę.

— Wierzę, że z czasem sport żużlowy w Poznaniu będzie coraz silniejszy. Oczywiście mamy świadomość, że Poznań jest miastem mocno piłkarskim, a pozycja Lecha Poznań jest tutaj bardzo mocna. To naturalne. My jednak robimy wszystko, żeby nasi kibice byli z nas dumni, zarówno z wyników sportowych, jak i z tego, jak klub się rozwija.

Nie bez znaczenia pozostaje również rozwój samego obiektu.

— Dzięki dużej przychylności miasta i dobrej współpracy naszego prezesa z władzami Poznania cały czas krok po kroku poprawiamy warunki. Mecze wieczorne mają naprawdę wyjątkowy klimat. Oglądanie zawodów przy sztucznym oświetleniu dodaje widowisku uroku i myślę, że to również wpływa na odbiór żużla przez kibiców — podsumowuje Kannenberg.

Patrząc na rozwój PSŻ-u trudno oprzeć się wrażeniu, że w Poznaniu powstaje coś znacznie większego niż tylko drużyna walcząca o kolejne ligowe punkty. Klub konsekwentnie buduje swoją tożsamość, stawia na stabilny rozwój i cierpliwie zdobywa zaufanie kibiców. A właśnie takie fundamenty najczęściej pozwalają w przyszłości myśleć o walce z najlepszymi.