Afery szpitalne przekroczyły granice zdrowego rozsądku na dwóch poziomach – na parterze i w podziemiach. Przekroczenie jest matematyczne, systemowe, finansowe, etyczne. Trudno (nie)wspomnieć o grze na… zwłokę.
Nieprawidłowości w szpitalach
Wielowątkowy incydent w Szpitalu Południowym to kolejna sprawa po nieprawidłowościach mających miejsce w Szpitalu Grochowskim. Uchybienia wykazano także w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym WUM (Banacha). Kontrole mają też miejsce w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim (zlecona przez Ministerstwo Zdrowia), Szpitalach: Praskim, Czerniakowskim, Wolskim i Bielańskim (placówki objęte kontrolą Ratusza).
O istnieniu drugiego obiegu przyjęć i tzw. fast trackach (przyspieszona ścieżka postępowania), w jednym z wywiadów mówił dr Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej. Wskazywał na wykonywane telefony do dyrekcji szpitali dotyczące przyspieszonych wizyt dla vipów i ich rodzin. O tej codzienności w szpitalach mówią wszyscy, a zwykły mieszkaniec czeka w kolejce…
– Podmioty lecznicze, które nie zapewnią równości pacjentom lub będą tolerowały przywileje w dostępie do leczenia, wynikające np. ze znajomości lub nieformalnych wpływów, zostaną ukarane sankcjami sięgającymi nawet 1 mln zł. Surowe kary mają skutecznie odstraszyć przed takimi nadużyciami – czytamy w komunikacie Ministerstwa Zdrowia.
Pacjenci miejskich szpitali codziennie przedzierają się przez gąszcz okienek rejestracyjnych. Z obłędem w oczach szukają szybkich terminów na zabieg czy badanie. Rozmawiamy z Panią Barbarą, która ma kłopoty z chodzeniem.
– Każdy krok to ból. Postanowiłam, że ani choroba, ani terminy mnie nie wykończą. Musiałam zrobić rezonans kręgosłupa na cito? Dawali mi termin już za pól roku. – To może w przychodni? – To samo. Ale jest furtka w systemie. Wizyta prywatna w tym samym budynku. Możliwy termin? Niemal od ręki – Opis badania? – NFZ czy prywatnie? – A to jest różnica? – No jest. Czeka się minimum 4 tygodnie, ale jak prywatnie to dwa. – Żartuje pani? I co? Był za dwa? – No pewnie, że był. – Co dalej? – Udało mi się wywalczyć termin rehabilitacji, na cito, za dwa miesiące. – NFZ? – Na szczęście tak. Ileż można płacić za prywatne wizyty? Końskie zdrowie trzeba mieć, żeby w tym kraju chorować!
Rezerwacja wizyty w ramach NFZ przypomina planowanie podróży w czasie. Zanim minie 12 miesięcy, pacjent zdąży obejrzeć wiele odcinków „Daleko od noszy” i niczym Adam Słodowy wyleczyć się sam. Nie jest też wykluczone, że objawy zdążą minąć, wrócić i przejść w stan przewlekły, o którym zapomni się w międzyczasie.
Wizyta za rok? Świetnie… choroba z pewnością uszanuje tę decyzję, zamrozi swój rozwój na kolejne dwanaście miesięcy i spędzi czas na czytaniu ulotek w poczekalni.
Według rzecznika NIL jedyną nadzieją na porządną reformę zdrowia jest sytuacja, w której politycy zaczną korzystać z systemu ochrony zdrowia tak jak zwykli śmiertelnicy. Kiedy doświadczą kolejek, długich terminów przyjęć, braku informacji co dalej, gdzie pójść, jak coś załatwić. Wtedy dopiero może coś się zmieni na lepsze.
Wieloletnie zaniedbania planuje naprawić Ministerstwo Zdrowia. Choć 8 lipca br. ogłosiło pakiet zmian ochrony zdrowia (do wprowadzenia w 2026 r.), zwykli ludzie nie wierzą, że to coś pomoże. MZ zapowiedziało m.in. maksymalne poziomy wynagrodzeń indywidualnych, zobowiązanie zatrudnienia się lekarza na co najmniej pół etatu w jednym szpitalu (ograniczenie pracy medyków w wielu placówkach jednocześnie, na dodatkową pracę będzie wymagana zgoda podstawowego pracodawcy), czy wprowadzenie do końca 2026 r. e-kolejki, która pozwoli pacjentowi gwarantować zapisy na zabiegi planowe. Oby Ministerstwo Zdrowia nie zapomniało, że część pacjentów to seniorzy, z których duża grupa nie korzysta biegle ze smartfonów, a system e-kolejki może ich przerosnąć.
– To będzie duży szok dla wielu osób, które zarabiały ogromne pieniądze – powiedział Filip Nowak, prezes NFZ. – Nałożenie limitu zarobków ma ułatwić szpitalom pozyskiwanie lekarzy, których sektor prywatny nie będzie już mógł kupić za większe pieniądze – dodał.
MaG