– Ile tam dostał? (…) Co ty gadasz? To takie pieniądze są w amerykańskiej piłce? Już się nie dziwię, że tu przeszedł. Można się przemęczyć – uśmiecha się Andrzej Gołota w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.

Były pretendent do tytułu mistrza świata w wadze ciężkiej, mieszkający w Chicago od początku lat 90., nie krył ogromnego zaskoczenia informacją, że Robert Lewandowski może liczyć za grę w Chicago Fire nawet na 20 mln (16 mln plus bonusy) dolarów rocznie (ok. 76 mln złotych).

ZOBACZ WIDEO: Oglądał debiut Lewandowskiego ze stadionu. Nie zakłamywał rzeczywistości

Amerykańska emerytura i sport numer pięć

Gołota zastanawia się jednak, czy sportowo przeprowadzka do ekipy „Strażaków” nie jest dla 37-letniego napastnika, który w przeszłości występował m.in. w Bayernie Monachium czy FC Barcelonie, bolesnym regresem.

Początek przygody w barwach klubu z Major League Soccer (MLS) nie układa się bowiem po myśli Polaka – drużyna spisuje się bardzo przeciętnie, a sam „Lewy” również na razie nie zachwyca formą na boisku.

– To nie jest dla niego zejście na jakiś dużo niższy poziom? Ale pewnie i tak będzie tutaj najlepszy – zauważa.

„Andrew” zwraca uwagę na specyfikę sportu w Ameryce Północnej, gdzie piłka nożna wciąż musi ustępować popularnością innym dyscyplinom.

– Piłka nożna jest sportem numer pięć w Stanach. Popularna jest głównie do college’u. Potem liczą się już inne sporty. Może właśnie o to Lewandowskiemu chodziło, żeby pod koniec kariery mieć trochę spokoju? – podsumowuje emerytowany pięściarz.