– Dla mnie to dziwne, że polska federacja, zamiast wspierać swojego – bardzo mocnego – kandydata na stanowisko prezydenta europejskiej federacji, wybrała osobę z rosyjskimi powiązaniami. Personalne konflikty nie powinny mieć wpływu na strategiczne decyzje dotyczące interesu narodowego – mówi nam honorowy wiceprezydent Europejskiej Unii Szachowej Malcolm Pein. A tym stwierdzeniem chyba najlepiej opisuje to, co wydarzyło się w ostatnich dniach na zjeździe w Bukareszcie.

Zdziwienie zachowaniem polskiej delegacji jest uzasadnione, bo do walki o fotel szefa Europejskiej Unii Szachowej stanęło trzech działaczy: Gruzin Zurab Azmaiparashvili, Polak Łukasz Turlej oraz najbardziej kontrowersyjny z całej trójki Francuz Bachar Kouatly. Polacy postawili na… tego ostatniego.

Wybory wygrał jednak dotychczasowy prezes Azmaiparashvili, który zgarnął 35 z 53 głosów. 11 delegatów zagłosowało na Turleja, a siedmiu – na Kouatly’ego.

ZOBACZ WIDEO: Tomasz Fornal zachwycony kadrą. „Klimat jest wyjątkowy”

Choć ostatecznie głos Polski nie miał kluczowego znaczenia, to i tak ta decyzja nie umknęła środowisku i do dzisiaj jest mocno komentowana.

Oskarżenia o współpracę

W ostatnim czasie Kouatly i wspierający go jawnie biznesmen Wadim Rosenstein byli oskarżani przez środowisko szachowe o finansowe powiązania z Rosją. Tuż przed wyborami wśród szachowych delegatów kolportowano notatki informujące o milionowych zyskach spółki Rosensteina, która miała zarabiać krocie właśnie na handlu z Rosją. Co więcej, przychód jednej z jego spółek miał wzrosnąć od dnia napaści na Ukrainę (z 5,5 mln zł rocznie w 2023 roku do 85 mln obecnie).

– Miałem propozycję startu w wyborach z obozu wspieranego właśnie przez Rosensteina. Odmówiłem ze względu na wątpliwości co do źródeł finansowania kampanii, a przede wszystkim jego mocnych powiązań biznesowych z Rosją. Nie wyobrażałem sobie, bym mógł współpracować z kimś tak jawnie powiązanym z Rosją – przyznaje nam pochodzący z Wielkiej Brytanii Pein.

– Zresztą podobne obawy miała większość delegatów – poza tymi reprezentującymi Polskę – i stąd zdecydowana porażka Kouatly’ego wspieranego przez Rosensteina. Decyzja Radosława Jedynaka o dołączeniu akurat do tego obozu wydaje się całkowicie sprzeczna z polską polityką zagraniczną. Rosenstein nigdy publicznie ani w prywatnych rozmowach nie zdecydował się potępić rosyjskiej inwazji na Ukrainę, choć rozmawialiśmy na ten temat osobiście. Warto zaznaczyć, że prezes Rosyjskiej Federacji Szachowej Andriej Filatow publicznie wyrażał wdzięczność Rosensteinowi za jego wsparcie dla Siergieja Karjakina, który był wykluczony za wspieranie rosyjskiej inwazji na Ukrainę – tłumaczy Pein.

Modne oskarżenia

Takich wątpliwości nie mieli jednak przedstawiciele Polski na zjeździe w Bukareszcie, którzy woleli poprzeć „wątpliwego” kandydata niż rodaka, z którym są… skonfliktowani.

Co więcej, tuż po wyborach europejskich, Polacy konsekwentnie pozostali przy swoim zdaniu i jako jedyni z pierwszych otwarcie poparli Wadima Rosensteina w walce o fotel szefa Światowej Federacji Szachowej – FIDE.

– Wadim Rosenstein od lat mocno działa w środowisku szachowym i aż do momentu wyborów nikt nie oskarżał go o związki z Rosją. Jest biznesmenem i inwestuje w szachy, a my nie mamy możliwości prześwietlenia majątków i biznesów kandydatów lub osób z nimi powiązanych – tłumaczy nam Artur Jakubiec, wiceprezes Polskiego Związku Szachowego. – Doceniamy jego wkład w organizację klubowych mistrzostw świata. Zresztą ten sam zespół poparły szachowe federacje z Francji i Niemiec, z którymi mocno współpracujemy. Nie zapominajmy, że wiceprezesem – w razie zwycięstwa Kouatly’ego – miał być Polak Radosław Jedynak – dodaje Jakubiec.

Sprawę niesnasek personalnych pomiędzy obecnym zarządem PZSzach działacz bagatelizuje, ale po chwili dodaje: – Jeśli kogoś można byłoby oskarżyć o związki z Rosją, to już raczej Łukasza Turleja, który przecież jest sekretarzem generalnym FIDE, a jeszcze niedawno wiceprezesem federacji, której szefem jest były wicepremier Rosji Arkady Dworkowicz. Przerzucanie się rzekomą prorosyjskością jest bez sensu, choć zdaję sobie sprawę, że to teraz modne. Nie musimy nikomu udowadniać, że mamy jednoznacznie negatywny stosunek do Rosji – szachistom z Rosji i Białorusi zakazaliśmy udziału w polskich turniejach jeszcze przed decyzją MKOl-u – tłumaczy Jakubiec.

Strategia na przejęcie kontroli

Mocne zaangażowanie Wadima Rosensteina w walkę o władze w Europejskiej Unii Szachowej ma być jedynie początkiem większej rozgrywki o przejęcie kontroli nad FIDE, czyli światową federacją szachową. Wybory w tej organizacji odbędą się już 20-27 września w Uzbekistanie. Ponownie Rosenstein może liczyć na poparcie polskiej federacji.

Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty