W swoim siódmym starcie w Wielkiej Pętli Pogacar zwyciężył po raz piąty (2020-2021, 2024-2026). W 2022 i 2023 r. był drugi, ustępując Duńczykowi Jonasowi Vingegaardowi, który tym razem musiał się wycofać po kraksie na 15. etapie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Kompletna dominacja Pogacara
Czytaj nas częściej w Google
27-letni Słoweniec prowadził w wyścigu przez 17 dni, a nieprzerwanie od 6. etapu, gdy zwyciężył samotnie na odcinku z Pau do Gavarnie-Gedre, atakując ok. 40 km przed metą na podjeździe pod Col du Tourmalet w Pirenejach. W klasyfikacji generalnej wyprzedził Belga Remco Evenepoela aż o 6 min 26 s, a swojego kolegę z grupy UAE Team Emirates-XRG, Meksykanina Isaaca del Toro, o 9 min 42 s, co dobrze obrazuje jego dominację.
Pogacar wyrównał tym samym rekord Francuzów Jacques’a Anquetila i Bernarda Hinault, Belga Eddy’ego Merckxa i Hiszpana Miguela Induraina, którzy triumfowali w Wielkiej Pętli po pięć razy w karierze.
Po niedzielnej koronacji na Polach Elizejskich zjadł kolację wydaną przez właściciela ekipy z Emiratów. Obok kolegów z ekipy uczestniczyła w niej także jego dziewczyna, kolarka Urska Zigart.
W poniedziałek Pogacar wrócił do domu w Monako i choć francuski dziennik sportowy „L’Equipe” użył wobec niego określenia „legenda”, to dominator Tour de France musiał się zmierzyć z codziennością.
— Mam trochę prac domowych do nadrobienia — przyznaje Pogacar, który podkreśla, że chce teraz przez jakiś czas „nacieszyć się małymi rzeczami”.
W niedzielę dokonał wielkiego wyczynu, dołączając do wąskiego grona pięciokrotnych zwycięzców najbardziej prestiżowego wyścigu.
— Na razie chcę żyć chwilą. Nie myślę o historii, kolarskim panteonie i tym podobnych rzeczach. Niezależnie od tego, czy to piąty, czy pierwszy wygrany Tour, mam z tego taką samą frajdę — powiedział Pogacar.
Jego kolekcja sukcesów wciąż rośnie, ale nadal brakuje w niej zwycięstwa w Vuelcie a Espana. Tegoroczna edycja rozpocznie się 22 sierpnia w Monako, gdzie mieszka.
— Gdyby Vuelta zaczynała się jutro, prawdopodobnie powiedziałbym, że nie pojadę. Ale decyzję mogę podjąć za dwa tygodnie — zostawił sobie furtkę mistrz świata.
Wśród wyzwań stojących przed nim wciąż pozostaje niezrealizowane marzenie o zwycięstwie w klasyku Paryż-Roubaix.
— Oczywiście, to jest na mojej liście życzeń — zaznaczył Słoweniec, którego plany w ostatnich dwóch latach pokrzyżowali specjaliści od jednodniowego ścigania — Mathieu van der Poel i Wout van Aert.
W nieco dalszej perspektywie zerka też w kierunku igrzysk w Los Angeles w 2028 r., bo na razie może się pochwalić tylko brązem z Tokio.
Ale przed nim jest też inny rekord: siedem zwycięstw w Tour de France Lance’a Armstronga. Z powodu dopingu Amerykanina zostały one wymazane z kart historii, jednak kibice wciąż o nich pamiętają. To jedno z wyzwań, które może skusić Słoweńca.
Armstrong jednak nie ma wątpliwości, że to właśnie Pogacar jest najlepszym kolarzem w historii.
— On zmiażdżyłby Lance’a Armstronga. Jest najlepszy. Powiedziałbym nawet, że jest najbardziej dominujący w całym sporcie — chwalił Słoweńca Teksańczyk w swoim podcaście „The Move”.
Być może to jeden z tych komplementów, których obecny bohater Wielkiej Pętli nigdy nie chciałby usłyszeć, gdyż pochodzi od postaci skompromitowanej, reprezentującej najciemniejszy rozdział w historii kolarstwa.
Pogacar musi jednak nauczyć się żyć z podejrzeniami i wątpliwościami, które pojawiają się wokół niego. Tak jest zawsze, gdy ktoś tak wyraźnie wygrywa i tak zdecydowanie dominuje nad rywalami. Na 19. etapie finałowy podjazd na Alpe d’Huez, mekkę kolarstwa, pokonał ponad minutę szybciej niż 31 lat temu nieżyjący już Marco Pantani, który stosował EPO i inne środki dopingujące.
Brytyjski „The Guardian” w tym kontekście wskazuje na Mauro Gianettiego, naznaczonego związkami z dopingiem, choć nigdy nieukaranego. To były kolarz i dyrektor grup zawodowych, w których dochodziło do niedozwolonego wspomagania, a obecnie szef zespołu Pogacara.
„Nie ma wątpliwości, że Pogacar jest fenomenem, ale jego otoczenie jest obciążone bagażem z mniej przyjemnych czasów. Dlatego naiwnością byłoby świętować pięciokrotne zwycięstwo w Tour de France bez zrozumienia kontekstu” — pisze gazeta.
Słoweniec nie boi się podejrzeń o doping — stawia im czoła, opowiadając o „niezliczonych kontrolach antydopingowych, którym musi się poddać, nawet o piątej rano”.
— Od kiedy ścigam się w Tourze, ciągle przechodzę te szalone testy. One stały się częścią mojego życia. To rutyna, niczym wizyty w supermarkecie — podkreślił.
— Gdy ktoś puka do drzwi, od razu myślę o kolejnym teście — podsumowuje Pogacar.
Źródło informacji: Polska Agencja Prasowa