Nie milkną echa brutalnego pobicia, do którego doszło w niedzielę we Wrocławiu, którego ofiarą padła 20-letnia Ukrainka i jej partner. Według relacji świadków powodem miał być ukraiński akcent kobiety. Do sieci trafiło nagranie, na którym widać, jak trzech agresorów atakuje mężczyznę i m.in. kopie go po głowie, gdy ten leży na ziemi. Kilka razy uderzona została również kobieta.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Zawodnik organizacji GROMDA zatrzymany po ataku na ukraińską paręLogo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

W poniedziałkowy wieczór pojawił się oficjalny komunikat dolnośląskiej policji, która poinformowała o ujęciu dwóch napastników w wieku 27 i 45 lat. Tożsamość jednego z nich przedstawił dziennikarz Marcin Torz. Z jego ustaleń wynika, że jednym z zatrzymanych jest Adam C., pseudonim „Cycu”. To postać znana w świecie sportów walki z turniejów na gołe pięści organizowanych przez federację GROMDA.

Dodatkowo ma za sobą kryminalną przeszłość i 10-letnią odsiadkę w więzieniu. Drugą osobą, która trafiła w ręce policji, jest pseudokibic walczący w formule MMA.

„Wrocławscy policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 27 i 45 lat podejrzewanych o udział w brutalnym pobiciu pary obywateli Ukrainy. Do jednego z zatrzymań doszło podczas dynamicznych działań, gdy podejrzany próbował opuścić Wrocław i uniknąć odpowiedzialności. (…) Zatrzymani byli już wcześniej wielokrotnie notowani za różnego rodzaju czyny zabronione. Policjanci nadal intensywnie pracują nad sprawą, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności tego skandalicznego zdarzenia i zatrzymać pozostałych sprawców” — czytamy na profilu dolnośląskiej policji na portalu X.

Do sprawy odniósł się także Mariusz Grabowski, szef organizacji GROMDA.

— My jako federacja potępiamy takie zachowania i na pewno temu nie przyklaskujemy. Jeśli kiedykolwiek ten zawodnik walczył na GROMDZIE, to już nigdy więcej na GROMDZIE nie zawalczy po takich brutalnych incydentach. My dajemy zawodnikom szansę, żeby wyszli na prostą i żeby im pomóc, dać drugą szansę w życiu, a nie po to, żeby na ulicach się bić — przekazał Grabowski w rozmowie z WP SportoweFakty.